Wirtualna Polonia

“-Wyśmiewani za niemodny patriotyzm, wierni Bogu i ojczyźnie podnieśliśmy głowy.”

Adolf Hitler: Moja walka. (część V)

Posted by Włodek Kuliński - Wirtualna Polonia w dniu 2016-02-01

2b5d6-o-adolf-hitler-570.

Tytuł oryginału Ι
Mein Kampf
Tłumaczenie
Irena Puchalska
Piotr Marszałek

ROZDZIAŁ V  – Wojna światowa

i

ROZDZIAŁ VI – Propaganda wojenna

.

ROZDZIAŁ V Wojna światowa

W mojej młodości nic nie martwiło mnie tak bardzo jak to, że urodziłem się w czasie, w którym rzeczą oczywistą było, iż jedynymi ludźmi zasługującymi na szacunek są kupcy i urzędnicy państwowi. Fale zajść politycznych tak się układały, że przyszłość wydawała się należeć do „pokojowego współzawodnictwa między narodami”, to jest do spokojnego, wzajemnego oszukiwania się poprzez wyłączenie metody gwałtu. Różne państwa okazały zainteresowanie tymi działaniami: odbierały sobie nawzajem ziemie, przechwytywały klientów i kontrakty oraz szukały dla siebie korzyści na wszelkie możliwe sposoby. Ten rozwój wydarzeń wydawał się być permanentnym i za powszechną aprobatą miał przekształcić świat w jeden wielki dom handlowy będący pod kontrolą Żydów.

Dlaczego nie mogłem się urodzić sto lat wcześniej, gdzieś w czasach wojen wyzwoleńczych, kiedy człowiek był jeszcze poza biznesem coś wart?

Kiedy wiadomość o zamordowaniu arcyksięcia Franciszka Ferdynanda dotarła do Monachium, byłem w domu i tylko niewyraźnie usłyszałem, jak to się stało. Obawiałem się, że kule padły z pistoletów niemieckich studentów, którzy zapragnęli uwolnić niemiecki naród od tego wewnętrznego wroga, prowadzącego politykę prosłowiańską. Łatwo mogłem wyobrazić sobie, co by się działo: nowa fala prześladowań, którą byłoby łatwo wyjaśnić i „usprawiedliwić” przed całym światem. Ale kiedy usłyszałem nazwiska domniemanych przestępców i kiedy zostali oni rozpoznani jako Serbowie, poczułem lekkie przerażenie na myśl o zemście tajemniczego przeznaczenia.

Największy przyjaciel Słowian stał się ofiarą słowiańskich fanatyków.

 

Wiedeński rząd spotkała niesprawiedliwość – został zasypany zarzutami dotyczącymi formy i treści postawionego przez niego ultimatum. Żadna siła na świecie nie mogłaby inaczej postąpić w podobnej sytuacji. Na południowej granicy Austria miała śmiertelnego wroga, który w coraz to krótszych odstępach czasu rzucał monarchii wyzwanie, aby w odpowiednim momencie spowodować upadek imperium. Istniała uzasadniona obawa, że stanie się to zaraz po śmierci cesarza. Gdyby to nastąpiło, monarchia nie byłaby w stanie dłużej stawiać oporu. W ostatnich latach państwo było uzależnione od Franciszka Józefa tak bardzo, że jego śmierć w oczach społeczeństwa była równoznaczna ze śmiercią samego państwa.

Tak, to był naprawdę niesprawiedliwy zarzut wobec wiedeńskiego rządu, że zmierzał do wojny, której jeszcze wówczas można było uniknąć. Wojna była jednak nieunikniona. Można było jedynie odroczyć ją na rok, może dwa lata. Ale przekleństwem zarówno niemieckiej, jak i austriackiej dyplomacji było to, że zawsze usiłowały one przesunąć w czasie nieunikniony dzień rozrachunku, dopóki nie zostały zmuszone do uderzenia, i to w nieszczęśliwą godzinę. Możemy być pewni, że dalsze próby ratowania pokoju doprowadziłyby do wybuchu wojny w jeszcze gorszym momencie.

Od wielu lat socjaldemokracja agitowała w Niemczech za wojną przeciw Rosji, podczas gdy centrum, z pobudek religijnych, kierowało politykę niemiecką głównie na Austro-Węgry. Teraz trzeba ponieść konsekwencje tego błędu. To, co się stało, musiało się stać i żadne okoliczności nie mogły tego odmienić. Wina niemieckiego rządu tkwiła w fakcie, że dla utrzymania pokoju spóźnił się z działaniem i podjął je w nieodpowiednim momencie, angażując się w układy pokojowe na świecie, w wyniku czego stał się ofiarą Światowej koalicji, sprzeciwiającej się podtrzymywaniu pokoju na świecie i z determinacją zmierzającej ku wojnie. Wybuchła wojna o wolność, większa niż świat kiedykolwiek widział.

Zaledwie doszła do Monachium wiadomość o zamachu, natychmiast dwie myśli zaprzątnęły mój umysł pierwsza, że wojna była absolutnie nieunikniona, i druga, że państwo habsburskie będzie zmuszone pozostać wierne swoim sojusznikom, gdyż najbardziej obawiałem się ewentualności, że pewnego dnia Niemcy właśnie z powodu tego sojusznika popadną w konflikt, którego przyczyną może być Austria i że to austriackie państwo z powodów polityki wewnętrznej nie okaże pomocy swoim sprzymierzeńcom. To stare państwo musiało walczyć, czy tego chciało, czy nie.

Mój stosunek do tego konfliktu był prosty i jasny. Według mnie, to nie Austria walczyła o uzyskanie zadośćuczynienia ze strony Serbów, ale Niemcy walczyły o przetrwanie, naród niemiecki walczył o swoje „być albo nie być”, o swoją wolność. Należało pójść śladami Bismarcka; młode Niemcy muszą znowu bronić tego, za co ojcowie walczyli heroicznie od Weisenbergu do Sedanu i Paryża. Ale jeżeli walka byłaby zwycięska, nasz naród dzięki swej sile znów znalazłby się między narodami, a wtedy niemiecka Rzesza stałaby się potężnym strażnikiem pokoju, bez konieczności pozbawiania swoich dzieci chleba, z powodu tego pokoju.

 

Trzeciego sierpnia wniosłem podanie do Jego Królewskiej Mości – Ludwika III o pozwolenie podjęcia służby w bawarskim pułku. Z pewnością w tych dniach biuro rządu miało pełne ręce roboty, więc tym większa była moja radość, że jeszcze tego samego dnia moja prośba została pomyślnie rozpatrzona.

Zaczął się teraz dla mnie, tak jak dla każdego Niemca, największy i najbardziej pamiętny okres mojego życia. W porównaniu z wypadkami tej wielkiej wojny, cała przeszłość poszła w niepamięć. Z dumą i smutkiem myślę o tych dniach i wracam do pierwszych dni naszej bohaterskiej, narodowej walki, w której łaskawy los pozwolił mi wziąć udział.

I tak to szło z roku na rok; przerażenie zastąpił romantyzm walki. Zapał stopniowo opadał, radość tonęła w agonii śmierci. Przyszedł czas, gdy każdy musiał toczyć walkę między instynktem samozachowawczym a poczuciem obowiązku. Ta walka zakończyła się u mnie zimą 1915-1916 roku. W końcu zwyciężyła we mnie wola walki. W pierwszych dniach byłem gotów atakować z okrzykami radości i śmiechem, teraz byłem spokojny i stanowczy.

Młody ochotnik przemienił się w doświadczonego żołnierza. Taka zmiana nastąpiła w całej armii. Ciągła walka hartowała albo powalała każdego, kto nie był w stanie przetrzymać uderzenia.

Dopiero wtedy można było oceniać armię. Po dwóch, trzech latach nieustannej walki z przeciwnikiem mającym przewagę liczebną i zbrojną, doznając głodu i niedostatku nadszedł czas, by ocenić wartość tej armii.

Nawet po upływie tysięcy lat nikt nie powie o bohaterstwie, nie myśląc jednocześnie o niemieckiej armii w czasie wojny światowej. Z mgły przeszłości wyłoni się szara stal hełmów, pomnik nieśmiertelności. Jak długo żyć będą Niemcy, trwała będzie świadomość, że ci ludzie byli synami tego narodu.

 

W tamtych dniach nie interesowałem się polityką, ale musiałem wyrazić opinię na temat pewnych zjawisk, które dotyczyły całego narodu, a szczególnie nas, żołnierzy.

Ostatecznym i stałym celem marksizmu było zniszczenie wszystkich nie żydowskich narodowych państw, toteż przywódcy tego ruchu patrzyli z niechęcią w tych lipcowych dniach 1914 roku, jak niemiecka klasa robotnicza budziła się i wstępowała coraz szybciej, z godziny na godzinę, do służby dla ojczyzny. W kilka dni mgła i oszustwo tej podłej, narodowej zdrady rozwiały się w powietrzu i banda żydowskich przywódców nagle znalazła się sama i opuszczona i nie pozostał nawet jeden ślad tej głupoty i szaleństwa, które były wpajane masom od sześćdziesięciu lat. Był to zły moment dla zdrajców niemieckiej klasy robotniczej. Jednak wkrótce przywódcy zrozumieli zagrażające im niebezpieczeństwo, pospiesznie naciągnęli czapkę-niewidkę kłamstw na uszy i bezczelnie udawali poparcie dla narodowego powstania.

Ale teraz nadszedł odpowiedni moment do zaatakowania całej tej zdradzieckiej organizacji żydowskich trucicieli narodu. Teraz – ponieważ robotnicy niemieccy odkryli na nowo drogę do narodowości – rząd powinien zadbać o wykorzenienie bez litości tych, którzy agitowali przeciwko narodowi.

Gdy najlepsi ginęli na froncie, można było wytępić tych szkodników, którzy pozostali.

Zamiast tego cesarz osobiście wyciągał rękę do starych kryminalistów, zapewnił im bezpieczeństwo i umożliwił utrzymanie ich organizacji.

Każdy światopogląd czy to natury religijnej, czy politycznej ma trudny do określenia początek i koniec. Nie wiadomo, kiedy jedna teoria się kończy, a zaczyna druga. Mniej walczy o zniszczenie przeciwnej teorii, bardziej o ustanowienie własnej. Walka sprowadza się raczej do ataku niż obrony. Już w wyznaczeniu swojego „celu uzyskuje przewagę, ponieważ zmierza do zwycięstwa własnej idei, podczas gdy trudno określić, kiedy negatywny cel zniszczenia wrogiej doktryny może być uznany za osiągnięty i bezpieczny. Dlatego Światopogląd lepiej można określić w planie, jest również silniejszy w ataku niż obronie, ponieważ ostateczne rozstrzygnięcie następuje nie w obronie, lecz w ataku właśnie.

Każda próba zwalczania jakiegokolwiek Światopoglądu przy pomocy środków przymusu ostatecznie źle się kończy, o ile walka nie przybrała form ataku w popieraniu nowej intelektualnej myśli. Gdy dwa Światopoglądy zmagają się ze sobą, zwycięży ta siła, która jest bardziej uparta i bezwzględna i spowoduje rozstrzygnięcie zbrojne dla poparcia swej intelektualnej koncepcji .

 

W 1914 roku walka przeciwko socjaldemokracji była rzeczywiście możliwa, ale brak praktycznych środków budził obawy, jak długo mogłaby być prowadzona pomyślnie. W tym względzie istniała poważna luka.

Uważałem tak na długo przed wojną i z tego powodu nie mogłem podjąć decyzji o wstąpieniu do jakiejkolwiek istniejącej wówczas partii, która musiałaby być czymś więcej niż partią „parlamentarną” i podjąć bezlitosną walkę przeciw socjaldemokracji.

Często rozmawiałem o tym z moimi bliskimi kolegami. To było wtedy, gdy pierwszy raz uznałem za możliwą do spełnienia myśl, aby w przyszłości podjąć aktywną działalność polityczną. Z tego powodu często w wąskim gronie przyjaciół wyrażałem swoje pragnienie podjęcia po wojnie, obok mojego właściwego zawodu, pracy mówcy. Sądzę, że już wówczas traktowałem to bardzo poważnie.

 

ROZDZIAŁ VI

 

Propaganda wojenna

 

W czasie, gdy z uwagą śledziłem wszelkie wydarzenia polityczne, zawsze bardzo interesowała mnie sprawa propagandy. Widziałem w niej instrument opanowany z mistrzowską zręcznością przez organizacje socjalistyczno-marksistowskie. Wkrótce zrozumiałem, że właściwe posługiwanie się propagandą jest prawdziwą sztuką, praktycznie nie znaną partiom mieszczańskim. Jedynie ruch chrześcijańsko-socjalistyczny, zwłaszcza za czasów Luegera, stosował ten instrument bardzo umiejętnie i dzięki temu odniósł wiele sukcesów.

Czy u nas istnieje w ogóle jakaś propaganda?

Niestety! Mogę odpowiedzieć jedynie przecząco. Wszystko, co robiono w tym kierunku, było tak niewłaściwe i błędne od samego początku, że nie nadawało się do niczego, czasami wręcz szkodziło.

Niewystarczające w formie, błędne psychologicznie powinno być efektem systematycznego badania niemieckiej propagandy wojennej. Brakowało nawet pewności, czy propaganda jest środkiem, czy celem?

Propaganda jest środkiem i musi być oceniana z punktu widzenia celu, któremu ma służyć. Musi być właściwie ukształtowana, aby pomagała w realizacji danego celu. J es t również oczywiste, że znaczenie tego celu może się różnić od ogólnie uznanego punktu widzenia. W czasie wojny walczono o cel najbardziej szlachetny i wzbudzający szacunek, jaki można sobie wyobrazić. Była nim wolność i niezależność naszego narodu, zagwarantowanie możliwości wyżywienia i narodowego honoru.

 

Co się tyczy kwestii humanitaryzmu, już Moltke powiedział, że podstawową sprawą na wojnie jest szybkość jej zakończenia – a więc najsroższe metody najskuteczniej prowadzą do jej końca.

 

Propaganda w czasie wojny była środkiem prowadzącym do celu, którym była walka o życie narodu niemieckiego – dlatego mogła być oparta wyłącznie na zasadach stanowiących wartości dla tego celu. Najokrutniejsza broń była humanitarna, jeżeli prowadziła do szybkiego zwycięstwa, a więc w istocie to były jedyne metody, które zapewniały narodowi prawo do wolności.

Nie można było przyjąć innej postawy dotyczącej zagadnienia propagandy wojennej w walce na śmierć i życie.

Cała propaganda powinna być narodowa i powinna zawierać taki poziom intelektualny, aby była przyjmowana przez tych, do których jest adresowana. Tym samym jej duchowy zakres musi być szerszy, proporcjonalnie do ilości ludzi, których ma objąć. Jeżeli jednak propaganda ma na celu, jak w przypadku wojny, wpłynąć na cały naród, wówczas nigdy nie będzie dość ostrożności.

Zdolność przyjmowania przez masy treści politycznych jest bardzo ograniczona, a możliwości zrozumienia ich niewielkie; z drugiej strony mają pewną zdolność zapamiętywania. Dlatego skuteczna propaganda musi się ograniczać do niewielu punktów, które z kolei muszą być lansowane w formie sloganów tak długo, aż każdy zrozumie, co przez ten slogan chce się powiedzieć.

 

Na przykład podstawowym błędem było ośmieszanie wrogów, jak to czyniła austriacka i niemiecka prasa humorystyczna. To było błędne, ponieważ rzeczywiste zetknięcie się z wrogiem wywoływało zupełnie odmienne wrażenie i mściło się później w straszliwy sposób, gdyż żołnierz niemiecki pod wrażeniem oporu wroga czuł się oszukany i zamiast odczuwania zapału do walki pojawiało się załamanie.

Z drugiej strony brytyjska i amerykańska propaganda wojenna była psychologicznie prawidłowa. Poprzez pokazywanie swoim żołnierzom Niemców jako barbarzyńców i Hunów, przygotowały ich do okropności wojny i pomagały uniknąć rozczarowań. Najstraszniejsza broń, którą później wobec nich użyto, była dla nich po prostu potwierdzeniem informacji, które już wcześniej otrzymali i ich wiara w prawdziwość rządowych zapewnień jeszcze się wzmacniała.

Dzięki temu brytyjski żołnierz nigdy nie czuł się oszukany, co w przypadku Niemców zdarzało się wiele razy, aż w końcu odrzucali jako kłamstwo.

 

Co na przykład możemy powiedzieć o plakacie reklamującym nowe mydło, jeżeli przedstawia także inne mydła jako dobre?

Podstawowym błędem było szukanie winnego tej wojny, sugerowanie, że nie tylko Niemcy ponoszą odpowiedzialność za wybuch tej katastrofy; właściwą rzeczą byłoby uznanie winy wroga, nawet gdyby to nie było prawdą, jak to w rzeczywistości miało miejsce.

Przeważająca większość ludzi jest tak sfeminizowana, że ich myśli i czyny są kierowane bardziej przez uczucia i sentymenty niż racjonalne przesłanki.

To stwierdzenie nie jest skomplikowane, jest bardzo proste i logiczne. Nie ma dużych różnic między miłością i nienawiścią, prawdą i kłamstwem, nigdy jednak nie powinno istnieć równocześnie jedno i drugie.

Z prawdziwą genialnością zrozumiała to propaganda brytyjska. W Anglii nie używano połowicznych stwierdzeń, które mogłyby wywoływać wątpliwości.

 

Zmiana metod nie powinna zmieniać istoty tego, do czego propaganda dąży i jej ogólny sens musi być taki sam na końcu, jak na początku.

cdn w następny poniedziałek

Część 1

Część 2

Część 3

Część 4

Komentarzy 8 to “Adolf Hitler: Moja walka. (część V)”

  1. bez komentarza said

    „…..w którym rzeczą oczywistą było, iż jedynymi ludźmi zasługującymi na szacunek są kupcy i urzędnicy państwowi. Fale zajść politycznych tak się układały, że przyszłość wydawała się należeć do „pokojowego współzawodnictwa między narodami”, to jest do spokojnego, wzajemnego oszukiwania się poprzez wyłączenie metody gwałtu. Różne państwa okazały zainteresowanie tymi działaniami: odbierały sobie nawzajem ziemie, przechwytywały klientów i kontrakty oraz szukały dla siebie korzyści na wszelkie możliwe sposoby. Ten rozwój wydarzeń wydawał się być permanentnym i za powszechną aprobatą miał przekształcić świat w jeden wielki dom handlowy będący pod kontrolą Żydów.….”

  2. Tą lekturę należy rozpatrywać w kontekście walki zła ze złem to jest faszyzmu z komunizmem.
    HOLOCAUST,jak każda zbrodnia,ma swoje : MOTYWY,WYKONAWCÓW i NARZĘDZIA ZBRODNI.

  3. gość said

    PASZPORT HITLERA – ŻYDA

    Według paszportu – był Żydem

    Jak doniosły agencje informacyjne i gazety w lutym 2002 roku, Adolf Hitler według paszportu był Żydem.

    Paszport ten, postemplowany w Wiedniu w 1941 roku, został odnaleziony wśród odtajnionych dokumentów brytyjskich z II Wojny Światowej. Paszport był przechowywany w archiwum jednostki specjalnej wywiadu brytyjskiego, która kierowała szpiegostwem i operacjami sabotażowymi w okupowanych przez nazistów krajach europejskich. Paszport po raz pierwszy ujawniono 8 lutego 2002 roku w Londynie.

    Strona wewnętrzna paszportu A. Hitlera

    Od tłumacza: Po prawej stronie paszportu są dane osobowe Hitlera. Obok znanych, takich jak: zawód – malarz, budowa – średnia, twarz – owalna, oczy – brązowe, włosy – czarne, są podane znaki szczególne, szokujące i nie do pomyślenia, aby takie intymne szczegóły mogły być ujawniane w naszych czasach: kleiner Penis, Schnurrbart, to znaczy: mały penis, wąsik…

    Na okładce paszportu jest pieczęć, potwierdzająca, że Hitler był Żydem. W paszporcie jest zdjęcie Hitlera, jak również jego podpis i pieczęć wizy, zezwalającej mu na osiedlenie się w Palestynie.

    Okładka paszportu A. Hitlera.

    Pochodzenie – żydowskie

    Litera „J” oznacza „Jude”, czyli Żyd.

    W świadectwie urodzenia Aloisa Hitlera (ojca Adolfa), jego matka, Maria Schiclgruber, pozostawiła imię ojca niewypełnione (puste), dlatego przez długi czas Adolf uważany był za dziecko nieślubne. Maria na ten temat nigdy nikomu się nie zwierzała. Istnieją dowody na to, że Alois urodził się z Marii od kogoś z Domu Rothschildów.

    „Hitler – Żyd po matce. Goering, Goebbels – Żydzi „. [„Wojna zgodnie z prawami podłości”. I. „Inicjatywa Prawosławna”, 1999, s. 116.]

    Sam Adolf Hitler nie miał wymaganego dokumentu, potwierdzającego jego rasowość czystej krwi, podczas gdy sam nalegał na przyjęcie ustawy o takim dokumencie.

    Czytaj całość:
    http://www.gazetawarszawska.com/judaizm-islam/3172-paszport-hitlera

  4. Marian said

    Czy publikowanie „biblii” niemieckiego faszyzmu nie wyczerpuje aby art.256 k.k ?
    W tej sprawie w najbliższych dniach zostanie złożone do prokuratury doniesienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez redakcję portalu wirtualnapolonia.com polegające na rozpowszechnianiu treści propagujących faszystowski ustrój państwa i nawołujących do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych, poprzez publikację fragmentów książki autorstwa Adolfa Hitlera p.t.Mein Kampf

  5. Stasiek said

    Ten osobnik z obrazka jest symbolem i wykonawcą ideologii, której wyznawcy na wielką skalę i z premedytacją mordowali głownie Polaków. Polska poniosła w II w. ś. największe straty ludnościowe (tak co do jakości jak i ilości) oraz niewyobrażalne straty materialne.
    Robienie z tego osobnika jakiegokolwiek autorytetu upodabnia Wirtualną Polonię do Gazety Gównianej.
    Szkoda słów.

  6. CHam ze WSI said

    @ 4 obecnie Marian

    „Komentant tej sprawy uważnie wysluchał,
    Rozłożył na ławie i dalej wy..chał” 🙂

    Ekstraktem komunizmu i jego naturą, tak samo jak naturą każdego komunisty i lewaka są: nienawiść, mord, rabunek, okrucieństwo i donos.

  7. Wiesiek said

    Świetny materiał Panie Włodku.

  8. Piotrx said

    „niemieckiego faszyzmu” – „niemieckiego narodowego socjalizmu”
    „propagujących faszystowski” – „….. narodowo-socjalistyczny”

    inna wersja tej samej zbrodniczej ideologii zwana czerwonym socjalizmem
    http://www.kompol.org/

    http://www.kompol.org/

    http://www.socjalizmteraz.pl/pl/Edukacja/?id=904/Lenin__O_paNstwie

    http://www.socjalizmteraz.pl/pl/Edukacja/?id=530/Karol_Marks_i_sens_zycia

    porównanie symboliki brunatnego i czerwonego socjalizmu

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: