Wirtualna Polonia

“-Wyśmiewani za niemodny patriotyzm, wierni Bogu i ojczyźnie podnieśliśmy głowy.”

Adolf Hitler: Moja walka. (część X)

Posted by Włodek Kuliński - Wirtualna Polonia w dniu 2016-03-07

2b5d6-o-adolf-hitler-570.

Tytuł oryginału Ι
Mein Kampf
Tłumaczenie
Irena Puchalska
Piotr Marszałek

 

ROZDZIAŁ XII – Pierwszy okres w rozwoju Narodowosocjalistycznej Niemieckiej Partii Robotniczej

.

 

Gdy na końcu tego tomu wyjaśniałem pierwszy okres rozwoju naszego ruchu i wspomniałem krótko o liczbie spraw z nim związanych, moim zamiarem nie było dać rozprawy o teoretycznych celach ruchu. Ma on bowiem zadania i cele tak ogromne, że musiałbym poświęcić cały tom, aby to omówić. Dlatego ograniczę się do zasad dotyczących programu tego ruchu i próby pokazania, co rozumiemy przez słowo „państwo”. Przez „my” rozumiem setki tysięcy ludzi, którzy pragną tych samych rzeczy, ale nie znajdują słów na wyrażenie tego, co niepokoi ich umysły. Znaczącym faktem wszystkich wielkich reform jest to, że na ich czele jako przywódca stoi tylko jeden człowiek, ale za to popierany przez miliony. Często jego cel jest taki sam, jak setek tysięcy ludzi, które pragnęły go w tajemnicy od wieków, aż do czasu, gdy ktoś głośno wypowie to uniwersalne żądanie i pokieruje nim do zwycięstwa nowej idei jako chorąży.

Głębokie poczucie niezadowolenia milionów ludzi dowodzi, że ich serca żywią pragnienie całkowitej zmiany warunków życia.

 

Pierwszym i głównym zagadnieniem odrodzenia naszej narodowej siły politycznej jest odbudowanie naszego narodowego instynktu samozachowawczego, ponieważ doświadczenie pokazuje, że budowanie polityki zagranicznej, a także oszacowanie znaczenia jakiegoś państwa w mniejszym stopniu opiera się na istniejącym uzbrojeniu niż na znanej bądź wyobrażonej sile obrony narodu. Porozumienie zawiera się nie z bronią, ale z ludźmi. Wskutek tego naród brytyjski będzie uważany za najcenniejszego sprzymierzeńca w świecie tak długo, jak długo świat będzie oczekiwał od kierownictwa bezwzględności i nieustępliwości w dążeniu do rozstrzygnięcia rozpoczętej walki, prowadzonej przy użyciu wszystkich środków i bez oglądania się na czas, a poniesione ofiary doprowadzą do zwycięstwa.

Młody ruch, mający na celu między innymi ustanowienie na nowo niemieckiego, suwerennego państwa, będzie musiał skoncentrować swoje siły na uzyskaniu poparcia mas. Nasze tak zwane „narodowe mieszczaństwo” jest tak beznadziejne, że z całą pewnością nie należy się spodziewać z tej strony poparcia mocnej narodowej wewnętrznej i zagranicznej polityki. Jednakże z powodu tej samej głupoty niemieckie mieszczaństwo wykazało postawę biernego oporu, nawet przeciwko Bismarckowi, w godzinie nadejścia liberalizmu. Także teraz, mając na uwadze jego przysłowiowe tchórzostwo, nie ma powodu obawiać się z tej strony aktywnego oporu.

Inaczej jest z masami naszych rodaków o internacjonalistycznych sympatiach. Im bardziej prymitywna natura, tym większe skłonności do myśli o przemocy – ich żydowscy przywódcy są bardziej brutalni i bezwzględni.

Dodać należy do tego jeszcze fakt, że kierownictwo tych partii narodowej zdrady przeciwstawia się i przeciwstawiać się musi każdemu ruchowi, ze względu na instynkt samozachowawczy. To jest historycznie niepojęte, żeby naród niemiecki mógł powrócić do swojego dawnego znaczenia bez uprzedniego rozliczenia się z tymi, co dali impuls przerażającej klęsce, która nawiedziła nasze państwo. Listopad 1918 roku nie będzie oceniany jako zdrada stanu, ale jako zdrada narodu.

Dlatego też każda idea przywrócenia Niemcom niezależności jest nieodłącznie związana z odbudowaniem zdecydowanego ducha naszego narodu.

 

Dla nas było już jasne w 1918 roku, że głównym celem nowego ruchu musi być obudzenie poczucia narodowościowego w masach. Z taktycznego punktu widzenia wynika cały szereg warunków:

  1. Aby pozyskać masy dla narodowego ruchu żadna ofiara nie jest zbyt wielka, ale
    ruch, którego celem jest pozyskanie niemieckiego robotnika dla niemieckiego narodu, musi
    zrozumieć, że ekonomiczne ofiary nie są jego podstawowym czynnikiem tak długo, jak długo
    utrzymanie i niezależność istnienia narodowej gospodarki nie jest przez nie zagrożona.
  1. Unarodowienie mas nigdy nie może być skutecznie osiągnięte za pomocą półśrodków albo łagodnego stwierdzenia typu: „obiektywny punkt widzenia”, ale przez zdecydowaną i fanatyczną koncentrację na przedmiocie swojego celu. Masy nie składają się z profesorów i dyplomatów. Człowiek, który pragnie pozyskać zwolenników, musi znać klucz, którym otworzy ich serca. To nie oznacza słabości, ale zdecydowanie i siłę.
  2. Pozyskanie ludzkich dusz może się zakończyć powodzeniem tylko wtedy, gdy podczas prowadzenia walki o polityczne cele równocześnie zniszczymy tych, którzy się temu sprzeciwiają.

Masy są częścią przyrody i nie muszą rozumieć wzajemnego uścisku dłoni między ludźmi, którzy są w opozycji do siebie. Oni pragną zobaczyć zwycięstwo mocniejszego i zniszczenie słabszego.

  1. Włączenie tej części narodu, która wyodrębniła się jako klasa, do społeczeństwa
    albo po prostu państwa, będzie skuteczne nie przez poniżenie wyższych klas, ale przez
    podniesienie niższych. Z tym że klasa biorąca udział w tym procesie nigdy nie może być wyższą klasą, ale tą, która walczy o prawo równości. Dzisiejsze mieszczaństwo nie zostało włączone do państwa wskutek pomocy szlachty, ale przez swoją działalność prowadzoną pod własnym przywództwem.

Najpoważniejszą przeszkodą na drodze do zbliżenia robotników nie jest ich zazdrość o swoje klasowe interesy, ale postawa międzynarodowego przywództwa, które jest wrogie narodowi i ojczyźnie. Te same związki zawodowe, kierowane w fanatycznie narodowym duchu w odniesieniu do polityki i narodowości, przemienią miliony robotników w bardzo wartościowych członków narodu i to nie będzie miało żadnego związku z walką pojawiającą się tu i tam w dziedzinie gospodarczej .

Ruch, który uczciwie odzyska niemieckiego robotnika dla niemieckiego narodu i uratuje go przed szaleństwem internacjonalizmu, musi znajdować się w opozycji do postawy obowiązującej wielkich pracodawców, którzy pojmują narodowość w sensie bezradnej, ekonomicznej zależności pracownika od pracodawcy.

Robotnik grzeszy wobec wspólnej narodowości, gdy bez własnego stosunku do wspólnego dobra i bezpieczeństwa narodowej gospodarki głosi zdziercze żądania z ufnością w swoją siłę, tak wyniośle, jak to robotnik potrafi; pracodawca, kiedy nadużywa roboczej siły narodu przez nieludzkie metody jej eksploatacji i domaga się zdzierczych profitów z potu milionów ludzi.

Dlatego rezerwą, z której powinien czerpać zwolenników młody ruch, musi być młode ciało robotników. Jego zadaniem będzie zwrócenie ich społeczeństw wolnych od szaleństwa internacjonalizmu, socjalnego ubóstwa, podniesionych z kulturalnego upadku i przemienienie w trwały, wartościowy, pełen narodowych uczuć i aspiracji element społeczeństwa.

Naszym celem oczywiście nie jest dokonywanie przewrotu w obozie narodowym, ale zwyciężenie antynarodowego obozu dla osiągnięcia naszych celów. Ta zasada jest absolutną podstawą dla taktyki kierowania naszym ruchem.

 

Ta konsekwentna i dlatego jasna postawa musi być wyrażona w propagandzie ruchu i będzie konieczna z propagandowych względów.

Propaganda, zarówno w treści, jak i w formie, tak powinna być ukształtowana, aby pozyskać masy: jedynym kryterium jej poprawności jest osiągnięcie sukcesu w praktyce. Na dużym ludowym zgromadzeniu najskuteczniejszym mówcą nie jest ten, kto jest najbardziej bliski wy kształconej części słuchaczy, ale ten, który zdobywa serca tłumu.

 

Cel ruchu politycznych reform nie jest nigdy osiągany pracą wyjaśniającą lub przez uzyskanie wpływu na utrzymanie siły, ale wyłącznie przez wzięcie w posiadanie siły politycznej .

Zamach stanu nie może być uważany za pomyślny wtedy, kiedy rewolucjoniści biorą w posiadanie administrację, ale tylko wtedy, gdy sukces w osiąganiu ich celów i intencji realizuje się w takich rewolucyjnych działaniach, które przynoszą narodowi więcej dobrego niż miał on za poprzedniego reżimu. Dlatego nie można mówić o niemieckiej rewolucji jesienią I 9 I 8 roku jako o akcie terroru.

Jeżeli zdobycie politycznej siły jest wstępem do przeprowadzenia reform w praktyce, wówczas ruch od pierwszego dnia swego istnienia musi czuć się w reformatorskich intencjach ruchem społecznym, a nie klubem kawiarnianym czy partią małych drobnomieszczańskich kombinatorów.

Ten młody ruch jest w swojej istocie i organizacji ruchem antyparlamentarnym, to znaczy sprzeciwia się każdej teorii opartej na zasadzie głosowania i przyjmowania woli większości, zakładającej, że lider jest tylko po to, by wypełniać rozkazy i stosować się do opinii innych. We wszelkich sprawach, małych i dużych, ruch opowiada się za zasadą niekwestionowanego autorytetu przywódcy, autorytetu połączonego z pełną odpowiedzialnością.

Jednym z głównych zadań ruchu jest wprowadzenie tej zasady jako decydującej i to nie tylko w swoich własnych szeregach, ale w całym państwie.

Ostatecznie, nie jest obowiązkiem ruchu utrzymanie czy odbudowa jakiejkolwiek formy państwa w opozycji do jakiejś innej, ale raczej stworzenie fundamentalnych zasad, bez których nie może istnieć ani republika, ani monarchia. Jego misją nie jest utworzenie monarchii czy ustanowienie republiki, ale stworzenie państwa niemieckiego.

 

Zagadnieniem wewnętrznej organizacji ruchu nie jest sprawa zasady, ale celowości. Najlepszą organizacją jest ta, która wprowadza jak najmniej, a nie najwięcej biurokratycznej machiny państwa pomiędzy przywódców a jednostki od nich zależne. Dlatego zadaniem organizacji ma być przekazywanie określonych idei – które zawsze mają swój początek w umyśle jednostki – ogółowi, a także zadbanie o ich zrealizowanie.

Gdy zacznie wzrastać liczba zwolenników, będą z nich tworzone małe grupy stanowiące komórki przyszłych organizacji politycznych.

Wewnętrzna organizacja ruchu powinna być oparta na następujących zasadach:

Koncentracja całej pracy od samego początku w jednym miejscu – Monachium. Należy stworzyć sztab zwolenników o nieskazitelnej wiarygodności oraz szkołę, której zadaniem w przyszłości będzie propagowanie idei ruchu. Z czasem nastąpi uzyskanie koniecznego autorytetu dzięki wielkim i rzucającym się w oczy sukcesom, skupionym w tym jednym centrum.

Lokalne grupy mogą być kształtowane tylko wtedy, gdy władza kierownictwa w Monachium zyska konieczny dowód uznania.

Kierownictwu oprócz siły woli jest potrzebna zdolność, będąca źródłem energii o większej wadze, niż ta płynąca z genialności. Najcenniejsze jest połączenie tych trzech wartości.

 

Przyszłość ruchu zależy od fanatyzmu, a nawet nietolerancji; przy ich pomocy zwolennicy bronią go jako słusznego ruchu i kultywują w opozycji do programów o podobnym charakterze.

Jest wielkim błędem myśleć, że ruch staje się mocniejszy przez połączenie go z innymi o podobnych celach. Przyznaję, że każdy wzrost rozmiarów oznacza poszerzenie zakresu i w – oczach postronnych obserwatorów – także jego siły. W rzeczywistości jednak na ruch pada ziarno słabości, która w późniejszym czasie daje o sobie znać.

Wielkość każdej aktywnej organizacji, która stanowi uosobienie jakiejś idei, leży w duchu religijnego fanatyzmu i nietolerancji, przy pomocy tych czynników atakuje pozostałych, będąc fanatycznie przekonaną o swojej słuszności. Jeżeli idea sama w sobie jest słuszna i zostaje wyposażona w taką broń, to jest niezwyciężona w prowadzeniu wojny na tej ziemi.

 

Wielkość chrześcijaństwa leży w nieubłaganym, fanatycznym głoszeniu i obronie swojej własnej doktryny, a nie w próbach pogodzenia go z filozoficznymi poglądami starożytnych, najbardziej zbliżonych do niej.

 

Członkowie ruchu nie mogą dać się zastraszyć nienawiścią wrogów naszego narodu i ich teoriami rządzenia, a także słowami: oni muszą widzieć to wszystko. Kłamstwa i oszczerstwa są nierozerwalnie związane z tą nienawiścią.

Każdy człowiek, który nie jest atakowany, zniesławiany i szkalowany w żydowskiej prasie, nie jest prawdziwym Niemcem, nie jest prawdziwym narodowym socjalistą. Najlepszym kryterium wartości jego uczuć, prawdziwości jego przekonań i siły woli jest okrucieństwo okazywane mu przez wrogów naszego narodu.

 

Ruch powinien stosować wszelkie środki, aby wpoić szacunek dla jednostki. Powinien zachować w pamięci, że wartość każdego człowieka leży w osobowości, że każda idea, każdy czyn jest rezultatem pracy twórczej jakiegoś człowieka i że podziw dla wielkości nie jest po prostu ofiarą dziękczynną, ale stanowi więź jednoczącą wszystkich wdzięcznych mu za to. Osobowości nie można niczym zastąpić.

 

W najwcześniejszym okresie naszego ruchu cierpieliśmy ogromnie z powodu faktu, że nasze nazwiska nie miały znaczenia i były nieznane; to samo przez się daje niewielką, całkowicie niejasną szansę sukcesu. Społeczeństwo, oczywiście, nic o nas nie wiedziało. W Monachium nikt nawet nie znał nazwy partii, z wyjątkiem niewielkiej liczby jej członków i ich znajomych. Dlatego podstawową sprawą było rozszerzenie tego małego kręgu i pozyskanie nowych zwolenników i doprowadzenie – za wszelką cenę – do tego, aby nazwa ruchu stała się znana.

W tym celu próbowaliśmy początkowo co miesiąc, a później co dwa tygodnie odbywać spotkania. Zaproszenia pisaliśmy częściowo na maszynie, a częściowo ręcznie. Przypominam sobie, jak dostarczyłem przy takiej okazji osiemdziesiąt karteczek, a wieczorem oczekiwaliśmy na przybycie tłumów. Po odroczeniu spotkania o godzinę przewodniczący musiał je otworzyć dla siedmiu. uczestników, poza nami nikt nie przyszedł!

M y, biedacy, zebraliśmy niewielką sumę i w końcu zamieściliśmy ogłoszenie o spotkaniu w „Munchener Beobachter” – niezależnej gazecie. Tym razem sukces był zdumiewający.

Na odbycie tego zebrania wynajęliśmy pomieszczenie. Już o godzinie siódmej obecnych było sto jedenaście osób i rozpoczęliśmy zebranie. Jeden z monachijskich profesorów wygłosił wprowadzające przemówienie, a ja miałem zabrać głos jako drugi. Przemawiałem przez trzydzieści minut i teraz sprawdziło się to, co instynktownie czułem, ale czego nie byłem pewien potrafiłem przemawiać. Po trzydziestu minutach publiczność w małej sali była zelektryzowana, a entuzjazm był taki, że mój apel spowodował wśród obecnych gotowość podarowania nam trzystu marek na koszty’ działalności. To uwolniło nas od wielkiego zmartwienia.

 

Ówczesny przewodniczący partii, pan Harrer, był z zawodu dziennikarzem, ale jako przywódca partii miał jedną wadę, nie był dobrym mówcą. Chociaż dokładna i sumienna była jego praca, brakowało mu siły przewodzenia. Pan Drexler, ówczesny lokalny przewodniczący ruchu w Monachium, był prostym robotnikiem i również nie sprawdzał się jako mówca; ponadto nie był żołnierzem. On nigdy nie brał udziału w wojnie – tak więc oprócz tego, że oczywiście był słaby i niezdecydowany, nigdy nie miał tej jedynej praktyki sprawiającej, że mężczyzna traci łagodność i niezdecydowaną osobowość. Dlatego żaden z nich nie posiadał umiejętności przyswojenia fanatycznej wiary w zwycięstwo na rzecz jakiegokolwiek ruchu.

Ja sam byłem wtedy jeszcze żołnierzem.

 

Najbardziej ze wszystkich ruchów marksistowscy zdrajcy narodu musieli nienawidzić tego, którego jawnym celem było pozyskanie mas, pozostających do tej pory na usługach marksistowsko-żydowskich partii giełdowych. Nazwa Niemiecka Partia Robotnicza była irytująca.

 

Przez całą zimę 1919-1920 roku naszą jedyną walką było wzmocnienie wiary w zwycięską moc młodego ruchu i doprowadzenie do fanatyzmu mającego siłę przesuwania gór.

Spotkanie „Deutches Reich” przy Dachauer Strasse jeszcze raz udowodniło, że miałem rację. Audytorium liczyło ponad dwieście osób i nasz sukces, zarówno co do frekwencji, jak i finansów, był olśniewający. Miesiąc później na nasze spotkanie przyszło ponad czterysta osób.

 

Nie bez przyczyny ten młody ruch oparto na jasno sprecyzowanym programie i nie posługiwano się słowem „ludowy” (volkisch). Z braku możliwości precyzyjnego określenia tego pojęcia nie daje ono żadnemu ruchowi możliwości oparcia się na nim. Ponieważ jest ono trudne do zdefiniowania, w praktyce jest otwarte na różnorodne interpretacje, a jego zakres jest za szeroki. Wprowadzenie do politycznej walki pojęcia tak osiągnąć to, czego nie można pozostawić jednostce do ustalenia według jej indywidualnych pragnień i przekonań.

 

Nie potrafię wystarczająco ostrzegać tego młodego ruchu przed wciągnięciem go w sieć tak zwanych „milczących robotników”. Oni są nie tylko tchórzami, ale także osobnikami pozbawionymi zdolności i leniami. Człowiek znający sprawę rozpoznaje potencjalne niebezpieczeństwo i dostrzega środki mogące mu zaradzić, jego obowiązkiem jest – nie praca w milczeniu ale wystąpienie publiczne przeciwko złu i praca nad jego uleczeniem. Jeżeli nie czyni tego, jest słabym, zapominającym o obowiązkach człowiekiem, który ” wysiada” zarówno z tchórzostwa, jak i lenistwa oraz braku zdolności. nieokreślonego i o tak dużych możliwościach interpretacji zmierzałoby do zniszczenia społecznego celu w walce po to, by Tak oto zwykle reaguje większość tych „milczących robotników”, jakby wiedzieli Bóg wie co. Oni zupełnie nie mają zdolności, a przy tym jeszcze usiłują oszukać cały świat; są leniwi, a sprawiają wrażenie ogromnie zajętych działalnością – tą ich „milczącą” robotą. Krótko mówiąc, oni są oszustami, politycznymi spekulantami, którzy nienawidzą uczciwej pracy, wykonywanej przez innych. Każdy agitator, który odważnie stanie w tawernie przeciwko nim, śmiało broniąc swoich poglądów, uzyska większy efekt niż tysiąc takich płaszczących się, podstępnych hipokrytów.

 

Na początku 1920 roku nalegałem na zorganizowanie pierwszego wielkiego, masowego zebrania. Pan Harrer, który był wówczas przewodniczącym partii, nie zgadzał się z moimi poglądami i z honorem ustąpił ze stanowiska w ruchu. Jego następcą został Drexler. Ja podjąłem się organizacji propagandy w ruchu i kontynuowałem ją bezwzględnie dalej.

Dwudziesty czwarty lutego 1920 roku był datą wyznaczenia pierwszego wielkiego masowego wiecu, który do tej pory był nie znany naszemu ruchowi. kierowałem nim osobiście.

Wybraliśmy kolor czerwony jako najbardziej rzucający się w oczy i było bardzo prawdopodobne, że rozdrażni to i zirytuje naszych przeciwników politycznych i dlatego najpewniej zachowają nas w pamięci.

Rozpoczął się wiec; o godzinie siódmej piętnaście poszedłem przez salę przy Hofbrahausfestsaal w Platzl w Monachium, a moje serce omal nie pękło z radości. Tamta wielka sala – taką mi się wówczas wydawała – była szczelnie wypełniona przez niemal dwutysięczne audytorium.

Kiedy pierwszy mówca skończył, ja zacząłem przemawiać. W ciągu kilku pierwszych minut przerywano mi wielokrotnie, wśród zgromadzonych na sali powstały gwałtowne awantury. Garstka oddanych mi towarzyszy wojennych i kilku innych zwolenników zajęła się zakłócającymi porządek i po chwili przywróciła spokój. Mogłem kontynuować. Pół godziny później aplauz zagłuszał krzyki i gwizdy i w końcu, kiedy objaśniłem dwadzieścia pięć punktów, miałem przed sobą hol pełen ludzi połączonych nową myślą, nową wiarą, nową wolą. Zapłonął ogień, z którego wyłonił się miecz przeznaczony do odzyskania wolności i życia niemieckiego narodu.

 

W następnych rozdziałach w szczegółach opiszę kierujące nami zasady, zawarte w naszym programie.

Te, tak zwane inteligenckie klasy, śmiały się i Żartowały w swoich próbach dokonania krytycznej oceny. Ale skuteczność naszego programu dostarczała najlepszych dowodów na prawidłowość naszych poglądów.

Część II

 

Ruch

narodowosocjalistyczny

 

ROZDZIAŁ I

 

Światopogląd a partia

 

Było jasne, że nowy ruch nie dawał nadziei na osiągnięcie znaczenia i siły potrzebnych w wielkiej walce, jeśli nie zapewniał od samego początku wszczepienia w serca zwolenników imponującego przeświadczenia, że nie dostarcza życiu politycznemu nowego, wyborczego hasła, ale przedstawia nowy światopogląd jako zasadę.

Powinno się rozważyć, jak godne pożałowania są motywy partii, będące w swej istocie programem, który jest od czasu do czasu wygładzany i przemodelowywany. Dominuje tam jeden motyw prowadzący albo do nanoszenia nowych, albo do zmiany już istniejących ustaleń – niepokój o rezultaty następnych wyborów.

Po zakończeniu wyborów członek parlamentu wybrany na pięć lat – chodzi każdego ranka do gmachu parlamentu – być może nie do wnętrza, ale do miejsca, gdzie znajduje się lista obecności.

Jego męcząca, służąca ludziom praca prowadzi do zaznaczenia jego nazwiska i w zamian za wyczerpujący, codzienny wysiłek otrzymuje niewielkie honorarium, jako dobrze zapracowane wynagrodzenie.

Nie ma nic bardziej przygnębiającego od obserwowania trzeźwym okiem zjawisk zachodzących w parlamencie i przypatrywania się stale powtarzającym się zdradom.

Na takim gruncie intelektualnym nie należy się spodziewać wytworzenia w obozie burżuazyjnym sił zwalczających zorganizowane siły marksizmu.

Rzeczywiście, gentlemani w parlamencie nie myślą o tym poważnie.

Obserwując to, dochodzi się do wniosku, że dla wszystkich partii o tak zwanych burżuazyjnych tendencjach polityka polega aktualnie wyłącznie na szamotaniu się o każde miejsce w parlamencie, z którego i tak zostają w odpowiednim momencie wyrzuceni za burtę jak piasek-balast. Ich programy są naturalnie stanowcze, a ich siły oceniane są – okrężną oczywiście drogą- w zgodności z tym. Oni nie posiadają wielkiego magnetycznego przyciągania, na które reagują masy pod natarczywym oddziaływaniem wielkich i wzniosłych idei, jak nie kwestionowana wiara połączona z fanatyczną, wojowniczą odwagą. Ale w czasie, gdy jedna strona uzbrojona w tysiące częstokroć kryminalistów, atakuje istniejący stan rzeczy, druga strona może tylko wyrazić swój sprzeciw, pod warunkiem, że przybierze formę nowej wiary – w naszym wypadku politycznej – odrzuci słaby, bojaźliwy, defensywny stosunek na korzyść śmiałego i bezwzględnego ataku.

 

Koncepcja „popularna” (Volkisch) wydaje się być niesprecyzowana i pozbawiona praktycznych ograniczeń, dająca się zmiennie interpretować jako słowo „Religious”. Obie zawierają ustalone podstawowe elementy wiary. A chociaż nie posiadają jeszcze ostatecznego znaczenia, nie wznoszą się powyżej wartości poglądów, które muszą być w jakimś stopniu przyjęte, dopóki nie utrwalą się jako podstawowe elementy w ramach partii politycznej .

Dla samego sentymentu czy pragnienia ludzkość nie jest zdolna do zmiany światowych ideałów i żądań,

 

które poza tym pojawiają się w rzeczywistości, jako że chce osiągnąć wolność jedynie poprzez powszechne jej pragnienie. Nie jest to możliwe, dopóki idea zmierzająca w kierunku niepodległości nie zostanie wsparta przez walczącą organizację w formie siły militarnej, która znakomicie zrealizuje żądania narodu.

 

Jakakolwiek światowa idea, będąca tysiąckrotnie prawdziwą i korzystną dla ludzkości, nie będzie miała siły i znaczenia w narodzie, dopóki jej zasady nie utworzą bazy walczącego ruchu, zdolnego utrzymać się w ramach partii do czasu, aż działanie zostanie ukoronowane sukcesem, a dogmaty partii staną się nowymi, podstawowymi prawami państwa obowiązującymi całe społeczeństwo.

 

Powszechny stosunek do politycznych prądów jest u nas dzisiaj oparty zwykle na wyobrażeniach, że atrybutami państwa powinna być twórcza i cywilizująca moc, państwo nie odgrywa roli w kwestiach dotyczących rasy, ale jest wynikiem potrzeb ekonomicznych, a w najlepszym przypadku, naturalnym rezultatem działań politycznych. Konkludując – te podstawowe zasady prowadzą nie tylko do fałszywego przedstawienia kwestii rasowych, ale również do braku oznaczenia ich indywidualnych charakterystycznych wartości. Przecząc różnicy między rasami przejawiającej się w zdolności do rozwijania kultury, rozszerzamy ten wielki błąd na kształtowanie sądów dotyczących podstaw jednostki ludzkiej. Z założenia, że wszystkie rasy są równe pod względem charakteru, będzie wynikać podobna droga rozwoju poszczególnych narodów czy też jednostek. Tak oto międzynarodowy marksizm jest jedynie ogólnym poglądem na świat – który obowiązywał od dawna – przetworzonym przez Żyda Karola Marksa w formę sprecyzowanych wyznań politycznego credo. Brak fundamentów tego trochę trującego procesu już w ogólnym działaniu czyni niemożliwym nadzwyczajny sukces polityczny tej doktryny. Karol Marks był w rzeczywistości po prostu jednym z milionów, któremu udało się rozpoznać nieomylnym okiem proroka w trzęsawisku skorumpowanego świata niezbędną truciznę i wyekstrahował ją z magiczną zręcznością w skoncentrowanej formie, ażeby spowodować szybszą destrukcję niepodległych bytów wolnych narodów świata. A wszystko po to, ażeby służyć swojej własnej rasie.

Na tej drodze doktryna marksistowska jest intelektualnym skrótem dzisiejszych ogólnoświatowych poglądów.

W tej części światowej kultury i cywilizacji są nie dające się rozwikłać problemy, związane z obecnością aryjskiego elementu. Jeśli on wyginie albo zmniejszy swą liczebność, czarna maska okresu upadku kultury znowu spadnie na glob.

Dla każdego, kto patrzy na świat okiem nacjonalisty, każda wyrwa w istnieniu cywilizacji ludzkiej, powodowana przez zniszczenie rasy, która ją podtrzymuje, będzie się wydawać w tym świetle przeklętą zbrodnią. Ktokolwiek śmie kłaść swoją rękę na najszlachetniejszą podobiznę Boga, grzeszy przeciwko łaskawemu Stwórcy tego cudu i zasługuje na wypędzenie z raju.

Mamy wszyscy świadomość, że w dalekiej przyszłości rodzaj ludzki będzie miał do czynienia z problemami, którym będzie musiał stawić czoła i uczyni to najszlachetniejsza rasa wysunięta na przywódcę świata i popierana przez siły całego globu.

 

Organizacja polityki światowej może dać wyniki tylko przez dokładne, wyraźne, publiczne wypowiedzi; zasady polityczne partii, która jest w okresie formowania się, są dla niej tym, czym dogmaty dla religii.

Dlatego polityka narodowa musi mieć jakiś instrument, który umożliwi nam obronę przed takimi siłami – jaką właśnie jest teraz partia marksistowska, otwierająca drogę do internacjonalizmu. To jest cel, do którego dąży NSDAP.

Spostrzegłem więc, że moim specjalnym zadaniem jest wyciągnąć główne pojęcia z masy nieukształtowanego materiału uniwersalnej światowej teorii i przekształcić je w mniej czy bardziej dogmatyczne formy, które jasno sformułowane powinny być rodzajem solidnego połączenia tych wszystkich, którzy je wspierają. Innymi słowy, NSDAP podejmuje się zaadaptować istotne zasady uniwersalnej, narodowej, światowej teorii. I mając należyty wzgląd na praktyczne możliwości czas, podaż czynnika ludzkiego i jego słabości – formułować z nich jakieś polityczne credo, które powinno w najbliższym czasie być wstępnym warunkiem ostatecznego triumfu światowej teorii, kiedy takie właśnie metody umożliwią silne związanie organizacyjne wielkich mas ludzkich.

 

ROZDZIAŁ II Państwo

Już w latach 1920-1921 świat burżuazyjny, który potępiał nasz stosunek do państwa, oskarżył nasz młody ruch. Z tego powodu partie polityczne wszelkiego rodzaju uznały, że trzeba przy pomocy wszystkich możliwych środków zniszczyć młodego, kłopotliwego obrońcę światopoglądu. Oni rozmyślnie zapomnieli o tym, że świat burżuazyjny reprezentuje pogląd, iż państwo nie jest jednolitym ciałem, a więc nie ma i być nie może logicznej definicji tego słowa.

W dodatku w naszych wyższych szkołach państwowych nauczyciele, wykładowcy prawa państwowego, muszą znajdować uzasadnienie dla mniej lub więcej szczęśliwego bytu państwa, które im płaci. Gorsza konstytucja państwa, głupsza, bardziej napuszona i mniej zrozumiała – to określenia powstałe z takiej właśnie przyczyny. Jak na przykład mógł profesor wyższej uczelni napisać kiedyś o znaczeniu i celu państwa w kraju, którego byt państwowy jest najgorszą potwornością XX wieku? Naprawdę trudne zadanie!

 

Można wyróżnić wśród nich trzy grupy:

Do pierwszej grupy można zaliczyć tych, którzy widzą państwo jako więcej czy mniej dobrowolny zbiór ludzi pod administracją rządu. Dla nich istnienie państwa stanowi wyłącznie żądanie jego nienaruszalności. Na poparcie tej szalonej koncepcji ludzkiego umysłu wyrażają podziw dla tak zwanego „państwowego autorytetu”.

To nie państwo ma służyć ludziom, ale ludzie mają oddawać cześć autorytetowi państwa, który przybiera ostatecznie formę ducha biurokracji.

Druga grupa nie uważa, aby autorytet państwa był wyłącznym i jedynym celem państwa, ale liczy się tu jeszcze dobro poddanych. Rozważanie „wolności” niewłaściwie rozumiane przez większość wchodzi w skład tej koncepcji państwa. Sam fakt, że istnieje rząd, nie jest wystarczającym powodem, by otaczać go najwyższą czcią, ale musi zdać egzamin pod względem praktycznym. Najwięcej zwolenników tego poglądu jest wśród naszego, niemieckiego mieszczaństwa, a szczególnie wśród liberalnych demokratów.

 

Trzecia grupa jest liczebnie najsłabsza. Postrzega ona państwo jako środek realizacji bardzo niejasno wyobrażonych tendencji polityki siły przez zjednoczony naród, mówiący tym samym językiem.

 

Naprawdę mógł niepokoić sposób, w jaki ludzie, wyrażając przez ostatnie sto lat swoje poglądy – większość z nich w dobrej wierze – używali słowa „germanizacja”. Pamiętam, jak w mojej młodości to słowo prowadziło do zaskakująco błędnych koncepcji. W pan-germańskich kręgach sugerowano, że z pomocą rządu można pomyślnie dokonać germanizacji słowiańskiej ludności Austrii. Trudno sobie wyobrazić, że ktokolwiek mógł myśleć, że z Murzyna albo Chińczyka można zrobić Niemca, tylko dlatego, że nauczył się języka niemieckiego i może mówić nim przez resztę swego życia oraz głosować na jakieś niemieckie partie polityczne.

Ten proces oznacza początek mieszania naszej rasy i w naszym przypadku nie germanizację, ale niszczenie niemieckiego elementu.

Ponieważ narodowość, a raczej rasa nie jest sprawą języka, ale krwi, można by było prowadzić dyskusję o germanizacji, gdyby ten proces mógł spowodować wymianę krwi. Jest to jednak niemożliwe. To musiałoby się odbyć przez zmieszanie krwi, co oznaczałoby obniżenie poziomu wyższej rasy.

 

Historia pokazuje, że miała miejsce germanizacja „ziemi”, dokonana przez naszych przodków mieczem, która przyniosła korzyści, ponieważ to była kolonizacja dokonana dzięki rolnictwu. Zawsze, kiedy obcą krew wprowadzano do ciała naszego narodu, nieszczęśliwym skutkiem tego faktu była utrata naszego narodowego charakteru.

Główną zasadą, którą musimy zauważyć, jest to, że państwo nie jest celem, ale środkiem. Jest podstawą, na której opiera się kultura, ale ono nie dało jej początku. To raczej obecność rasy wyposażonej w możliwości cywilizacyjne wytworzyła ją. Mogłyby być setki modeli państwa na świecie, ale jeżeli skończyłoby się aryjskie podtrzymywanie kultury, nie istniałaby ona obecnie na intelektualnym poziomie największych narodów. Możemy iść nawet dalej i powiedzieć, że fakt, iż ludzie kształtują państwa, nie eliminuje możliwości zaniku ludzkiej rasy, zakładając, że większe intelektualnie zdolności i możliwości przystosowania zaczynają gubić.

Stąd koniecznym warunkiem dla stworzenia lepszej natury ludzkiej nie jest państwo, ale rasa, która posiada w tym celu niezbędne własności.

Narody czy jeszcze lepiej rasy, posiadające kulturalne i twórcze talenty, mają te pożądane, ukryte zalety, choćby nawet zewnętrzne okoliczności, niekorzystne w danym momencie, wstrzymywały ich rozwój. Dlatego jest oburzającym przedstawianie Niemców w erze przedchrystusowej jako pozbawionych kultury barbarzyńców. Nigdy nimi nie byli. Surowy klimat północnej ojczyzny zmuszał ich do życia w warunkach, które stawały na drodze rozwoju ich twórczych zdolności. Jeżeli nie było tam żadnego klasycznego, antycznego świata i gdy przybywał on do łaskawszych, południowych krajów, spotykał się z technicznymi urządzeniami stworzonymi dzięki wykorzystaniu dla swoich celów niższych ras i zdolności tworzenia kultury, które w nich drzemały i umożliwiły stworzenie kwitnącego i tak wspaniałego świata, jak w rzeczywistości miało to miejsce w przypadku Greków.

Dopiero kiedy naród jest zdrowy we wszystkich częściach, na ciele i duszy, wtedy radość z przynależności do niego może odpowiednio wzrosnąć do tego wzniosłego uczucia, które my nazywamy narodową dumą. Ale ta wzniosła duma pojawi się tylko w człowieku, który zna wielkość swojego narodu. Obawa przed szowinizmem, która jest odczuwana w naszych czasach, jest oznaką jego bezsilności. Ten świat niewątpliwie przechodzi okres wielkich zmian. Pytanie, czy wynik będzie dobry dla ludności aryjskiej, czy przyniesie on korzyści nieśmiertelnemu Żydowi?

Dlatego zadaniem narodowego państwa będzie zachowanie rasy i dostosowanie jej do spełnienia końcowych i największych decyzji na tym globie przez odpowiednie wykształcenie swojej młodzieży. Naród, który będzie pierwszy na tym polu, osiągnie zwycięstwo. Z punktu widzenia rasy wykształcenie powinno być zakończone służbą w armii. Właśnie dla zwykłych Niemców okres służby wojskowej powinien być zakończeniem normalnej edukacji.

Chociaż będzie się przykładać wielką wagę do cielesnego i umysłowego szkolenia w narodowym państwie, wybór najlepszych jednostek będzie bardzo ważny. Jest to traktowane dzisiaj bardzo przypadkowo. Stało się regułą, że dzieci rodziców lepszej klasy w dobrych okolicznościach uważa się za nadające się do wyższego szkolenia.

Kwestia talentu odgrywa podrzędną rolę. Ocena talentu może być tylko względna. Syn farmera może mieć daleko większy talent niż syn tych rodziców, którzy od wielu pokoleń mają za sobą wysoką pozycję. chociaż ich dziecko ustępuje talentem dziecku zwykłego obywatela. Nie ma to żadnego związku z mniejszym czy większym talentem, ale jest zakorzenione w zasadniczo większym bogactwie wrażeń otrzymanych przez dziecko jako rezultat jego bardziej wszechstronnego wykształcenia i bardziej zróżnicowanego środowiska jego życia.

Wiedza uzyskana przez wtłaczanie nie wytworzy twórczych jakości, ale tylko te, które są inspirowane przez talent. Jednakże nikt w Niemczech nie przykłada do tego obecnie żadnej wagi. Tylko krzycząca potrzeba może to ujawnić.

Oto jest następne edukacyjne zadanie dla narodowego państwa. Jego obowiązkiem nie jest ograniczenie decydującego wpływu znajdującego się w rękach panującej obecnie klasy społecznej, ale wyselekcjonowanie najbardziej kompetentnych umysłów z całej masy narodu i awansowanie ich na miejsce ich dostojeństwa. Obowiązkiem państwa jest przekazać pewną określoną edukację w narodowej szkole przeciętnemu dziecku, jednak musi ono także dysponować talentem, z którego czerpać będzie radość. Państwo powinno uznawać za swój najwyższy obowiązek otwieranie drzwi państwowych instytucji dla wyższego wykształcenia bez względu na to, jakiego rodzaju talent pojawi się w danej klasie.

Jest jeszcze inny powód, dla którego państwo powinno zwracać uwagę na tę sprawę. W Niemczech szczególnie inteligencka klasa jest tak mocno zamknięta w sobie i oddzielona od reszty świata, że nie ma powiązań życiowych z niższymi od niej klasami. To rodzi dwa chorobliwe skutki: po pierwsze ta klasa nie ma żadnego zrozumienia i sympatii u ludzi. Zbyt długo była odcięta od wszystkich powiązań z nimi, aby mogła posiadać konieczne, psychologiczne zrozumienie u ludzi. Była dla nich obca. Po drugie – tej wyższej klasie brakuje podstawowej siły woli, która jest zawsze słabsza pośród inteligencji niż w prymitywnych masach. Bóg wie, że my, Niemcy, nigdy nie zawiedliśmy w dziedzinie wiedzy, ale zawiedliśmy jako naród najwięcej, jeżeli chodzi o siłę woli i determinację. Im większymi intelektualistami byli nasi mężowie stanu, tym słabsza okazywała się większość z nich w realnych osiągnięciach. Było naszą narodową, smutną dolą, że musieliśmy walczyć o życie ojczyzny pod przewodnictwem kanclerza, który był filozofującym cherlakiem. Jeżeli bylibyśmy prowadzeni przez jakiegoś krzepkiego mężczyznę z ludu, zamiast Bretchmana Hollwega, grenadiera – nasza heroiczna krew nie byłaby przelana na próżno. Ponadto przesadnie intelektualne cechy materiału, z którego nasi przywódcy zostali ukształtowani, zapewniły najlepszych możliwych sprzymierzeńców dla tych łajdaków z listopada.

Rzymski kościół katolicki daje przykład, dzięki któremu można się dużo nauczyć. Celibat obowiązujący jego kapłanów zmusza go do przyciągania przyszłych pokoleń do kapłaństwa nie ze swoich własnych szeregów, ale z mas ludzkich. Większość ludzi jest nieświadoma tej szczególnej roli celibatu. Jest on podwaliną żywotnej siły i wynikiem instynktu samozachowawczego tej starej instytucji. Będzie obowiązkiem narodowego państwa w jego edukacyjnych możliwościach zajęcie się ciągłym odnawianiem inteligenckiej klasy przez świeżą krew z dołów. Obowiązkiem ciążącym na państwie jest wybieranie z ogromną troską i dokładnością ze wszystkich nacjonalistów, z całego materiału ludzkiego ” ludzi dysponujących oczywistym, naturalnym talentem i wcielanie ich do służby państwowej.

W naszym Świecie, takim jakim jest on obecnie, nie wydaje się to możliwe. Cała ta praca ma podwójne znaczenie, czysto moralne i idealistyczne. Jej materialna wartość polega na znaczeniu wykonanej pracy, mierzonej nie przez materialny aspekt, ale przez jej podstawową potrzebę, gdzie – idealnie rzecz ujmując – istnieje równość od momentu, gdy każda jednostka w swojej sferze, cokolwiek by to nie było, mobilizuje się sama, aby zrobić wszystko, co jest w jej mocy.

Ocena wartości mężczyzny musi zależeć od sposobu, w jaki wykonuje zadanie powierzone mu przez społeczeństwo. Dla jednostki praca jest tylko środkiem, a nie celem jej egzystencji. Musi ona raczej kontynuować formowanie i doskonalenie siebie jako mężczyzny, ale jest to możliwe tylko w ramach kultury, w której ona uczestniczy i która musi mieć zawsze swoje podwaliny w państwie. Obecny czas pracuje na swój własny upadek -wprowadza powszechne prawo głosowania, mówi o różnych prawach i nie może podać żadnego powodu dla takiego myślenia. W jego oczach materialne profity są wyrazem wartości człowieka, w ten sposób przekreśla podstawę najszlachetniejszej równości, która by mogła istnieć.

Równość nigdy nie opiera się i nie może się opierać na samych osiągnięciach człowieka, ale można założyć, że każdy człowiek wypełnia swoje specjalne zobowiązania. Tylko to może odsunąć na bok szansę, kiedy ocenia się wartość człowieka i każdy człowiek odczuwa swoje znaczenie. Prawdopodobne, że złoto stało się jedyną dominującą siłą w obecnym życiu; jednak przyjdzie czas, kiedy ludzie ugną się przed większymi bogami. Dzisiaj jest dużo takich, którzy zawdzięczają swą egzystencję pragnieniu posiadania dóbr, ale niewielu jest włączonych w to posiadanie. Jednym z zadań naszego ruchu jest wykorzystanie perspektywy czasu, w której da się jednostce to, czego ona potrzebuje do życia, ale także utrzymanie zasady, że człowiek nie żyje tylko dla dóbr materialnych. Znajdzie to wyraz w mądrym stopniowaniu zarobków, tak aby umożliwiło to każdemu robotnikowi być pewnym jutra.

To powinno być możliwe na świecie, gdzie setki tysięcy mężczyzn związanych tylko przykazaniami kościoła ochotniczo poddaje się celibatowi.

Jeżeli pokolenie cierpi na słabości, o których wiadomo i do których się przyznaje, i jeżeli ono zadowala się – jak to ma miejsce dzisiaj w naszym burżuazyjnym świecie – tylko deklaracją, że nic nie może być zrobione w tej sprawie, to takie społeczeństwo jest skazane na upadek.

Nie, my wszyscy musimy odrzucić poddanie się temu rozczarowaniu. Nasza obecna burżuazja jest teraz zbyt chora i niezdolna do dokonania wielkiego zadania dla ludzkości. Ona jest chora – w mojej opinii – nie od rozmyślnego zepsucia, ale od olbrzymiej indolencji i od wszystkiego, co z niej wypływa. Już dawno kluby polityczne, które skupiły się pod pospolitą nazwą partii burżuazyjnych – nie były niczym innym, jak tylko towarzystwami reprezentującymi pewne odrębne klasy i zawody i poza chronieniem samolubnych interesów, jak tylko to potrafią, nie mają nic wznioślejszego do roboty. Oczywistym jest, że bractwo polityków burżuazyjnych, tak jak nasze, dostosowane jest tylko do walki; szczególnie, gdy druga strona nie składa się z ostrożnych sklepikarzy, ale z proletariackich mas, burzliwie powstałych i całkowicie zdeterminowanych.

Obowiązkiem państwa jest przemienić młodą latorośl w wartościowy instrument dla późniejszego powiększenia rasy. Mając to na względzie państwo narodowe musi tak kierować swoją pracą edukacyjną, aby na pierwszym miejscu nie było wpompowywanie czystej , wiedzy, ale rozwijanie zdrowych ciał. Potem przychodzi czas na rozwój zdolności umysłowych. Zawsze Zaczyna się od formowania charakteru, szczególnie rozwijania siły woli i determinacji połączonej z nauczaniem przyjmowania odpowiedzialności z radością i dopiero na końcu przychodzi czas na przekazywanie czystej wiedzy.

Państwo narodowe musi opierać się na założeniu, że człowiek o średnim wykształceniu, ale zdrowy ciałem, o silnym charakterze, wypełniony radosną pewnością siebie i siłą woli jest większą wartością dla społeczeństwa niż wysoko wykształcony cherlak.

Dlatego rozwijanie ciała w narodowym państwie nie jest sprawą jednostki, nawet nie jest sprawą dotyczącą tylko rodziców, która jest drugo lub nawet trzeciorzędnym obiektem zainteresowania społeczeństwa, ale jest nakazem związanym z utrzymaniem rasy, którą

państwo ma bronić i chronić. Państwo musi tak rozkładać swoją pracę edukacyjną, żeby młode ciała były kształtowane we wczesnym dzieciństwie i otrzymywały konieczną hardość potrzebną w późniejszym życiu. Musi się ono w szczególności troszczyć o to, aby nie dorastały pokolenia pozostające w domach.

Szkoły w narodowym państwie powinny pozostawiać więcej czasu na ćwiczenia cielesne. Nie powinno być dnia, w którym chłopiec nie miałby przynajmniej jednogodzinnego ćwiczenia cielesnego, zarówno rano, jak i po południu, w grach i gimnastyce. W szczególności nie powinien być pomijany boks, który wielu „nacjonalistów” uważa za brutalny i bezwartościowy. To niewiarygodne, jak fałszywe pojęcia są rozpowszechniane o nim pomiędzy wykształconymi ludźmi. Oni uważają za naturalne i godne honoru, aby młody człowiek nauczył się walczyć i walczył w pojedynkach, ale żeby boksować się z brutalnością? Dlaczego? Nie ma takiego sportu, który bardziej pobudza ducha ataku niż boks. Wymaga on błyskawicznej decyzji, utwardza i czyni giętkim ciało. Dla dwóch młodych chłopców nie jest bardziej brutalne załatwianie sporu pięściami niż wypolerowaną taśmą stali. Jeżeli cała nasza inteligencja nie byłaby wyłącznie wytrenowana w wysokoklasowym zachowaniu i zamiast tego nauczyłaby się dokładnie boksować, nie byłoby niemieckiej rewolucji tyranów, dezerterów i poddanych. To było możliwe tylko dlatego, że nasz system wyższego wykształcenia nie produkuje mężczyzn, ale urzędników, inżynierów, prawników i – aby podtrzymać tę intelektualną żywotność – profesorów.

Nasze intelektualne kierownictwo zawsze uzyskiwało wspaniałe rezultaty, ale kształtowanie naszej siły woli było poniżej krytyki.

 

Nasz naród niemiecki, który teraz znajduje się w stanie załamania, przez każdego kopany, potrzebuje sugestywnej siły wytworzonej przez pewność siebie. Ta pewność siebie musi być wykształcona w młodszych członkach narodu, począwszy od dzieciństwa. Cała edukacja i ćwiczenia muszą być skierowane tak, aby wpoić im przekonanie, że przewyższają innych. Przez siłę cielesną i zręczność młodzież musi odzyskać wiarę w niezwyciężoność swego narodu. To, co kiedyś prowadziło niemieckie zastępy do zwycięstwa, było sumą pewności, którą każda jednostka czuła w sobie, a wszyscy czuli ją w swoich przywódcach. Istnieje przekonanie, że wolność może być jeszcze raz osiągnięta. Ale to przekonanie może być tylko końcowym produktem uczucia, odczuwanym przez miliony jednostek.

Niech nikt nie popełnia w związku z tym błędu: tak jak olbrzymi był upadek naszego narodu, tak rozległy musi być wysiłek, aby pewnego dnia zakończyć ten nieszczęśliwy stan. Tylko przez ogromny wpływ narodowej siły woli, wolność i namiętne poświęcenie możemy odtworzyć to, co zaginęło w nas. Obowiązkiem narodowego państwa jest kształtowanie sprawności cielesnej nie tylko w czasie urzędowych lat szkolnych, ale także po skończeniu szkoły musi pilnować ono tego tak długo, jak długo młody mężczyzna rozwija się fizycznie, a wtedy rozwój ten okaże się błogosławieństwem dla niego.

Głupio jest myśleć, że prawo państwa do nadzorowania swoich młodych obywateli kończy się nagle z ukończeniem przez nich szkoły, a potem powtórnie zaczyna, kiedy rozpoczynają służbę wojskową.

Prawo to jest obowiązkiem jednakowo równym we wszystkich okresach. Armia także nie może jedynie uczyć mężczyzny, jak ma maszerować i stać na baczność, ale musi funkcjonować jako końcowa i najwyższa szkoła narodowego kształcenia. Młody rekrut musi oczywiście nauczyć się posługiwania bronią, ale w tym samym czasie musi on także kontynuować swoje szkolenie potrzebne w przyszłym życiu. Ta szkoła przekształci chłopca w mężczyznę; nie tylko nauczy się posłuszeństwa, ale będzie szkolony z myślą o dowodzeniu kiedyś w przyszłości. Nauczy się być cichy nie tylko wtedy, kiedy jest karcony, ale także znosić niesprawiedliwość w ciszy, jeżeli będzie taka potrzeba.

Umocniony przekonaniem o własnej sile, wypełniony „duchem ciała”, którego będzie odczuwał wspólnie z innymi, chłopiec uzyska przekonanie, że jego naród jest niezwyciężony.

Kiedy skończy się jego służba wojskowa, musi być w stanie wykazać się dwoma świadectwami: dokumentem stwierdzającym, że jest prawnym obywatelem państwa, umożliwiającym mu uczestnictwo w sprawach publicznych, i świadectwem zdrowia, wykazującym, że jest gotów do zawarcia małżeństwa.

W przypadku wykształcenia kobiety główny nacisk powinien być położony na ćwiczenia cielesne, następnie na rozwój charakteru i na końcu – intelektu. Ale absolutnym celem wykształcenia kobiety musi być przygotowanie jej do roli matki.

Jak rzadko podczas wojny słyszano skargi na to, że tylko nieliczni ludzie byli w stanie utrzymać język za zębami i dlatego tak trudno było dochować ważnych tajemnic przed nieprzyjacielem. Ale rozważ sam, czy wykształcenie niemieckie przed wojną kiedykolwiek uważało milczenie za cechę męską? Nie, istniejący wówczas system szkolny uważał je za sprawę błahą. Ale ta błaha sprawa kosztuje państwo niewyobrażalne miliony w wydatkach prawnych, ponieważ dziewięćdziesiąt procent przypadków zniesławienia i im podobnych powstaje po prostu z nieumiejętności utrzymania milczenia.

Nasz handel narodowy nieustannie cierpi z powodu ujawniania tajemnic wytwórców, będących wynikiem nieuwagi i każde tajne przygotowania do obrony kraju są iluzoryczne, ponieważ ludzie nie nauczyli się trzymać języka za zębami i nigdy nie potrafią dochować tajemnicy. Na wojnie ta pasja plotkowania może kosztować przegrane bitwy i być podstawową przyczyną złego zakończenia wojny. Trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że nie można nauczyć dorosłego mężczyzny tego, czego nie wykształcono w młodości.

Nie istnieje dzisiaj w naszych szkołach świadomy rozwój wznioślejszych jakości. Od tej chwili problem ten trzeba rozważać w całkowicie innym świetle. Godność zaufania, gotowość do poświęcenia siebie, milczenie są cnotami, których potrzebuje wielki naród, a nauczanie ich w naszych szkołach jest ważniejsze od ogromu materiału naukowego, który wypełnia program szkolny. Dlatego praca edukacyjna w państwie narodowym musi kłaść duży nacisk na formowanie charakteru, krok po kroku z kształtowaniem ciała. Wiele moralnych wad przylegających teraz do ciała narodu mogłoby być przez konsekwentne szkolenie w dużej mierze złagodzone, jeżeli nawet nie całkowicie wykorzenione. Ludzie często się skarżyli, że przez listopad i grudzień 1918 roku spotykały ich niepowodzenia na każdym kroku i że od monarchy w dół do ostatniego dowódcy dywizyjnego, nikt nie mógł zdobyć się na odwagę, aby podjąć jakąkolwiek niezależną decyzję. Ten okropny fakt jest przekleństwem naszego kształcenia i wówczas, w tej bolesnej katastrofie, pojawiło się na szeroką skalę to, co było zwykle obecne w mniejszych sprawach. Właśnie ten brak siły woli, a nie brak materiału wojennego, sprawia, że dzisiaj jesteśmy niezdolni do poważnego oporu. Leży to głęboko w naszym narodzie i powstrzymuje nas przed podejmowaniem decyzji połączonej z ryzykiem, tak jak gdyby wielkość w działaniu nie składała się z popisów śmiałości.

Powiodło się niemieckiemu generałowi, który nie zdając sobie z tego sprawy, odkrył klasyczną formułę dla tej miernej potrzeby decyzji – powiedział on: „Ja nigdy nie działam, dopóki nie mogę liczyć na pięćdziesiąt jeden procent sukcesu „. Te pięćdziesiąt jeden procent stanowi podsumowanie tragedii niemieckiej klęski. Obecny terror braku odpowiedzialności jest właśnie w tym zawarty. Wina leży w wykształceniu młodych. Przenika całe publiczne życie i znajduje swoje oparcie w instytucji rządu parlamentarnego.

Narodowe państwo musi w przyszłości zwracać baczną uwagę na kształtowanie siły woli i decyzji, musi zaszczepić w sercach młodych, począwszy od dzieciństwa, radość z odpowiedzialności i odwagę przyznawania się otwarcie do win.

Przekazywanie wiedzy, które dzisiaj stanowi całe wykształcenie państwowe, może być zaadaptowane przez narodowe państwo z pewnymi zmianami, które mogą być rozważane według trzech kategorii. Na pierwszym miejscu trzeba przyjąć, że młodzieńczy umysł nie może być obciążony przedmiotami, których w dziewięćdziesięciu procentach nie potrzebuje i z tego powodu zapomina. Weźmy przykład zwykłego urzędnika państwowego, który ukończył gimnazjum (publiczną szkołę dzienną) lub szkołę matematyczno-przyrodniczą, mającego trzydzieści sześć, czterdzieści lat. Jak niewiele on zachował z tego wszystkiego, co w niego wtłoczono!

System nauczania, który tu ogólnie wskazuję, będzie całkowicie wystarczający dla większości młodych ludzi; pozostali, którym potrzebna będzie znajomość języka, mogą studiować całkowicie według własnego wyboru. On także zapewni podczas szkolnego dnia czas na Ćwiczenia cielesne i na – wskazane już wcześniej przeze mnie – zwiększone potrzeby pod innymi względami.

Szczególnie rozważone muszą być zmiany w metodach nauczania historii. W dziewięćdziesięciu dziewięciu przypadkach na sto wyniki obecnego systemu są godne ubolewania. Kilka dat i nazwisk są wszystkim, co pozostaje, podczas gdy szerokie, jasne tematy są całkowicie nieobecne w szkole. Zasadnicze tematy, które naprawdę mają znaczenie, nigdy nie są nauczane, odkrycie wewnętrznego znaczenia potoku dat i kolejności wydarzeń pozostawia się mniej lub więcej utalentowanemu geniuszowi jednostki.

Ograniczenie materiału w nauczaniu historii musi zostać rozważone. Historii nie studiuje się zwykle po to, aby odkryć, co się wydarzyło, ale po to, aby mogła ona dawać wskazówki na przyszłość i pomagała w kontynuowaniu egzystencji naszego własnego narodu.

Nie powinna być oderwana od studiowania starożytności. Historia rzymska, właściwie ujęta według odpowiednich zasad, może być uważana za najlepszą instrukcję nie tylko na teraz, ale dla wszystkich okresów. Obowiązkiem narodowego państwa jest dopilnowanie, żeby w końcu napisano historię świata, w której kwestia rasy zajmuje dominującą pozycję.

Niewielkie sprawozdanie, przeprowadzone przez nasze dzisiejsze szkolnictwo, szczególnie w szkołach Średnich, dotyczące zawodów wykonywanych w późniejszym życiu, najlepiej udowadnia fakt, że mężczyźni po ukończeniu trzech całkiem różnych szkół mogą wykonywać ten sam zawód. Liczy się tylko ogólne wykształcenie, a nie wtłaczanie wyspecjalizowanej wiedzy. Ale przypadki wymagające takiej wiedzy nie mogą być uwzględniane w programie nauczania szkół średnich jak to ma miejsce dzisiaj.

Narodowe państwo nie może tracić czasu na usuwanie takich niedoskonałości. Drugą zmianą, której wymaga nasz system szkolny, jest wprowadzenie ostrego podziału pomiędzy ogólnym a wyspecjalizowanym szkoleniem technicznym. Ponieważ to drugie grozi coraz większym popadaniem w służbę mamony, wykształcenie ogólne, przynajmniej w swoim idealnym założeniu, musi działać jako przeciwwaga dla niego.

Musimy trzymać się zasady, że przemysł, nauka techniczna i handel mogą się rozwijać tylko tak długo, jak długo narodowa społeczność ze wzniosłymi ideałami stwarza odpowiednie warunki. Przez to rozumie się nie materialne samolubstwo, ale gotowość do poświęceń i radość z wyrzeczenia się.

Dzisiaj nie ma jasnej definicji państwa jako koncepcji; nic nie pozostało do nauczenia poza lokalnym patriotyzmem. W starych Niemczech przybierało to głów, nie formę cokolwiek niejasnej gloryfikacji chwilowych potentatów, których znaczna część nie przyczyniła się do żadnej wartościowej oceny wielkości naszego narodu, uważając to od samego początku za niemożliwe. Rezultat był taki, że nasi ludzie jako naród otrzymali bardzo niedoskonałą koncepcję niemieckiej historii. Pominięto w niej najważniejsze zagadnienia. Jest więc oczywiste, że żaden człowiek nie mógł nigdy zdobyć się na rzeczywisty entuzjazm do narodu.

Nikt nie wiedział, jak uczniom zaprezentować jako wspaniałych bohaterów znaczących ludzi dla naszego narodu, jak skupić na nich powszechną uwagę i stworzyć w ten sposób trwały sentyment.

Odkąd rewolucja weszła do Niemiec, a monarchistyczny patriotyzm zaniknął sam, nauczanie historii sprowadzono do jednego celu, a mianowicie – do zwykłego przekazywania wiedzy. Obecne państwo nie ma żadnego pożytku z narodowego entuzjazmu i nigdy nie osiągnie tego, co chce. Istnieje niewielka szansa w trwałej, przeciwstawiającej się sile. Dlatego nie może być wątpliwości, że Niemcy nie utrzymałyby się nigdy na polu bitwy przez cztery i pół roku, gdyby ich motto brzmiało: „za republikę”. Ta republika jest popularna w pozostałej części świata.

 

Słaby mężczyzna jest bardziej lubiany przez tych, którzy go wykorzystują, niż mężczyzna o szorstkich manierach. Rzeczywiście sympatia wroga do tej formy państwa stanowi jego najbardziej niszczącą krytykę. Podobała im się Republika Niemiecka i pozwalali się jej rozwijać, ponieważ nie mogli znaleźć lepszego sprzymierzeńca w ujarzmieniu naszego narodu.

Narodowe państwo musi walczyć o swoje życie. Propozycje Dawesa nie pomogą mu obronić się samemu. „‚ Dla swojej egzystencji i samoobrony będzie wymagało właśnie tego,

co ludzie uważają za niepotrzebne. Im bardziej doskonałe i wartościowe jest narodowe państwo w formie i w istocie, tym większą urazę będą czuli do niego oponenci i tym bardziej przeciwstawiali się jemu.

Wtedy jego najlepszą ochroną będą mieszkańcy, nawet lepszą niż uzbrojenie. Nie osłonią go ściany fortecy, ale żywe ściany mężczyzn i kobiet, pełne miłości do ojczyzny i fanatycznego, narodowego entuzjazmu.

Trzecie zalecenie dotyczy naukowego nauczania. Narodowe państwo będzie traktować naukę jako środek służący zwiększeniu narodowej dumy. Nie tylko Światowa historia, ale także historia cywilizacji musi być nauczana pod tym kątem. Wynalazcę powinno uważać się za wielkiego człowieka. Podziw dla każdego wielkiego czynu musi być połączony z dumą, ponieważ jego szczęśliwy twórca jest członkiem naszego narodu. Musimy największych ludzi wydobyć z masy wielkich nazwisk historii niemieckiej i przedstawić ich młodzieży w tak imponujący sposób, żeby mogli się stać filarami niewzruszonego, nacjonalistycznego państwa.

Nie ma takich rzeczy jak nacjonalizm wyróżniający jakąś klasę. Być dumnym ze swojego narodu można wtedy, jeżeli nie ma klasy, która by zawstydzała; ale naród, którego połowa jest w biedzie, wyczerpany troską czy rzeczywiście skorumpowany, przedstawia tak zły obraz, że nikt nie może czuć się z niego dumny.

 

ROZDZIAŁ III

 

Obywatele państwa

 

Instytucja, którą obecnie niewłaściwie nazywa się państwem, zna tylko dwa rodzaje jednostek: obywateli państwa i obcokrajowców. Obywatelami państwa są wszyscy ci, którzy zarówno przez urodzenie, jak i naturalizację korzystają z praw obywatelstwa państwa; obcokrajowcami są ci, którzy korzystają z podobnych praw w innych państwach. Obecnie te prawa są nabywane w pierwszym rzędzie przez fakt urodzenia się w obrębie granic państwa. Rasa i narodowość nie odgrywają tu żadnej roli. Dziecko murzyńskie, które kiedyś żyło w protektoracie niemieckim, a teraz jest osiedlone w Niemczech, jest automatycznie obywatelem niemieckiego państwa. Cała procedura uzyskiwania obywatelstwa państwa nie różni się bardzo od uzyskiwania członkostwa klubu automobilowego. Wiem, że to nie będzie mile przyjęte, ale coś bardziej szaleńczego i mniej przemyślanego niż nasze obecne prawa obywatelstwa państwa trudno sobie wyobrazić. Jest jednak takie państwo, w którym są widoczne słabe próby uporządkowania tych spraw. Ja oczywiście nie mam na myśli naszej Republiki Niemieckiej, ale Stany Zjednoczone Ameryki, gdzie próbuje się przynajmniej częściowo włączyć w te sprawy zdrowy rozsądek. Stany Zjednoczone odmawiają pozwolenia imigracyjnego elementom, które są złe z punktu widzenia zdrowia i absolutnie zakazują naturalizacji pewnych określonych ras. I w ten sposób stawiają mały krok w kierunku poglądów, który nie różni się od koncepcji narodowego państwa.

Narodowe państwo dzieli swoich mieszkańców na trzy klasy: obywateli państwa, poddanych państwa i obcokrajowców.

W zasadzie urodzenie daje tylko status poddanego. Nie niesie ono z sobą prawa do piastowania urzędów państwowych ani do brania aktywnego udziału w polityce, to znaczy głosowania w wyborach. W wypadku każdego poddanego państwa rasa i narodowość muszą być udowodnione. „Poddany” może o każdym czasie przestać być poddanym i stać się obywatelem kraju odpowiadającym jego narodowości. Obcokrajowiec tym tylko różni się od „poddanego”, że jest on poddanym w obcym państwie.

Młody poddany narodowości niemieckiej jest zobowiązany podjąć edukację szkolną, która jest dostępna dla każdego Niemca. Później musi on zgodzić się na podjęcie ćwiczeń cielesnych wymaganych przez państwo i w końcu wstępuje do armii. Szkolenie militarne jest uniwersalne. Po zakończeniu służby wojskowej zdrowy, młody człowiek z nienagannym rejestrem będzie uroczyście obdarowany prawami obywatelstwa państwa. Będzie to najważniejszy dokument w całym jego doczesnym życiu.

Być obywatelem Rzeszy, nawet jeżeli jest się tylko zamiataczem ulic, musi być uważane za większy honor niż bycie królem w obcym kraju.

Niemiecka dziewczyna jest „poddaną państwa”, ale małżeństwo czyni ją obywatelem.

Jednak niemieckiej kobiecie zaangażowanej w business mogą być również przyznane prawa obywatelstwa.

 

ROZDZIAŁ IV Osobowość a koncepcja państwa narodowego

Byłoby szaleństwem z naszej strony mierzyć wartość człowieka rasą, do której on należy i tym samym deklarować wojnę z marksistowskim aksjomatem: wszyscy ludzie są sobie równi, jeżeli nie bylibyśmy przygotowani na doprowadzenie tej sprawy do końca.

Każdy, kto dzisiaj wierzy, że narodowosocjalistyczne państwo powinno za pomocą czysto mechanicznych środków i lepszej konstrukcji jego ekonomicznego Życia różnić się od innych państw przez lepszy kompromis pomiędzy bogactwem a biedą, przez rozszerzenie sterowania ekonomicznym procesem, przez sprawiedliwsze wynagradzanie czy też przez pozbywanie się zbyt dużych różnic w płacach – znalazłby się w impasie, ponieważ nie ma dobrej koncepcji tego, co my rozumiemy przez obraz świata. Metody opisane powyżej nie oferują trwałej nadziei i coraz rzadziej zapewniają o wielkiej przyszłości. Naród, który kładzie ufność w reformie tak powierzchownej, nie zyska gwarancji jakiegokolwiek zwycięstwa w ogólnej walce narodów. Ruch, który opiera swoją misję na takich kompromisach jak te, nie wprowadzi wielkich reform, ponieważ jego działanie nigdy nie dotknie niczego poza powierzchnią rzeczy.

Pierwszym krokiem, który w sposób widoczny oddzielił ludzkość od świata zwierzęcego, był ten, który prowadził do wynalazku. Pierwsze środki w walce z resztą zwierząt godne ludzkiej miary wywodziły się niewątpliwie z potrzeby rządzenia istot, które miały specjalne zdolności.

Nawet wtedy osobowość kierowała wyraźnie tworzeniem decyzji i osiągnięć, które później przyjmowała cała ludzkość jako rzeczy zrozumiałe. Wiedza ludzka i jej siła, którą rozpatruję, nawet teraz jest podstawą całej strategii. Była wytworem oryginalnego i zdeterminowanego umysłu i dopiero może po upływie tysięcy lat została wszechstronnie przyjęta za doskonałą, naturalną rzecz.

Człowiek ukoronował to pierwsze odkrycie drugim: nauczył się między innymi, jak żyć w czasie, gdy jest się zaangażowanym w walkę o życie. I tak zaczęła się działalność inwestycyjna, właściwa człowiekowi, której rezultaty wszyscy widzimy dookoła nas. Jest to rezultat mocy twórczej i indywidualnych możliwości jednostki. Było to głęboko fundamentalne w działalności twórczej człowieka, który ma ciągle jeszcze siłę, aby wspinać się wyżej. Tym samym czym były kiedyś proste tricki pomagające myśliwym w lesie w ich walce o byt, są teraz wspaniałe naukowe odkrycia pomagające ludzkości w walce o byt dzisiaj i wykuwające broń do walk w przyszłości.

Umiejętność rozwijania czystej teorii naukowej, której nie można zmierzyć, ale która jest konieczna dla całego dalszego materialnego odkrycia, jest znowu uważana za wyłączny wytwór jednostki.. Tłum nie dokonuje wynalazków, nie organizuje, nie myśli… Robi to zawsze pojedynczy człowiek, jednostka.

Społeczność ludzka uważana jest za dobrze zorganizowaną, jeżeli popiera ona w każdy możliwy sposób pracę tych twórczych sił i zatrudnia je dla dobra ogółu. Organizacja musi być ucieleśnieniem wysiłku, aby wielkie umysły wznieść ponad tłum i podporządkować im go.

Organizacja nie powinna powstrzymywać umysłów od wyłaniania się z tłumów, a nawet wprost przeciwnie, przez swoje świadome działania musi czynić to możliwym w największym stopniu i pomagać im.

Trudna walka o życie powoduje pojawienie się inteligencji.

Administracja państwa i siła narodu włączone w siły obronne są zdominowane przez ideę osobowości i związany z tym autorytet oraz odpowiedzialność w stosunku do wysoko postawionej jednostki. Obecnie życie polityczne samo odwróciło się od tej naturalnej zasady. Podczas gdy cała ludzka cywilizacja jest wynikiem twórczej siły osobowości. W społeczeństwie, jako całości, a szczególnie między jego przywódcami, zasada godności grupy stanowi pretekst do zdobycia decydującej władzy i zaczyna stopniowo zatruwać całe życie. Niszczące prace judaizmu w różnych warstwach społecznych, aby podkopać wagę osobowości w narodach, które są ich gospodarzami i zastąpić ją wolą tłumu, mogą tylko na dole być przypisane trwałemu, wiecznemu wysiłkowi.

My teraz rozumiemy, że marksizm jest jawnie głoszoną, żydowską próbą obalenia znaczenia osobowości we wszystkich dziedzinach ludzkiego życia i zastąpienia jej przez masy jednostek. W polityce wyrazem tego jest forma parlamentarna rządów, która wyrządza tyle krzywdy: od najmniej szych rad parafialnych do siły sterującej całą Rzeszą.

Marksizm nigdy nie był zdolny położyć fundament pod kulturę lub wytworzyć ekonomiczny system, a ponadto nigdy rzeczywiście nie był w opozycji pozwalającej przetrwać istniejącemu systemowi zgodnie z jego własnymi zasadami. Po krótkim okresie czasu został zmuszony do odwrotu i przyznania słuszności teorii znaczenia osobowości; nawet w jego własnej organizacji nie może zaprzeczyć tej zasadzie.

 

Narodowa teoria świata musi przeto być całkowicie odróżniana od teorii marksistowskiej; musi ona wierzyć ślepo rasie, a także uznawać znaczenie osobowości i uczynić je filarami podtrzymującymi całą jej budowlę. Są to jej podstawowe czynniki pojmowania świata. Narodowe państwo musi pracować niestrudzenie nad uwolnieniem całego rządu, szczególnie najwyższego, to znaczy politycznego kierownictwa od zasady sterowania przez większość, to jest od tłumu, tak aby zabezpieczyć niekwestionowaną władzę jednostki.

Najlepszą formą państwa i konstytucji jest ta, która z wrodzoną pewnością ręki podnosi najlepsze umysły społeczeństwa na pozycje kierownictwa i dominacji. To nie większość będzie podejmować decyzje, ale zwykłe gremium składające się z odpowiedzialnych osób i słowo „rada” wróci do swego dawnego znaczenia. Każdy będzie mógł mieć doradców, ale decyzje będą podejmowane przez jednego człowieka.

Narodowe państwo nie ucierpi z tego powodu, że ludzie, którym wykształcenie i stanowisko nie dało specjalnej wiedzy, będą zapraszani, aby doradzać lub oceniać tematy szczególnej natury, na przykład ekonomiczne. Dlatego państwo podzieli swoje reprezentatywne ciało na mniejsze części, na przykład na polityczne komitety włącznie z komitetami reprezentującymi zawody i handel.

Aby uzyskać korzystną współpracę między tymi dwoma instytucjami, ponad nimi funkcjonował będzie trwale wybrany senat. Ale ani senat, ani izba nie będą miały mocy podejmowania decyzji; są one powołane do pracy, a nie do podejmowania decyzji. Indywidualni członkowie mogą doradzać, lecz nigdy decydować. Jest to na razie przywilej zastrzeżony dla odpowiedzialnego prezydenta.

 

Co się tyczy możliwości wprowadzania naszej wiedzy w praktykę, mogę przypomnieć moim czytelnikom, że ::: parlamentarna zasada podejmowania decyzji większością głosów nie zawsze rządziła ludzką rasą, wprost przeciwnie – pojawiała się ona tylko podczas krótkich okresów historii, a te były zawsze okresami upadku narodów i państw.

W każdym razie niech nikt sobie nie wyobraża, że powyższe czysto teoretyczne środki spowodują taką zmianę; rozumując logicznie nie może ona cofnąć się przed konstytucją państwa i całym ustawodawstwem i oczywiście całe życie obywatela powinno być nią przesycone. Taka rewolucja zdarzy się, a może się zdarzyć tylko przy pomocy ruchu powstałego w duchu tej idei i dlatego uznawanego za ojca nadchodzącego państwa.

W ten sposób narodowosocjalistyczny ruch musi dzisiaj sam identyfikować się z tą ideą i stosować ją w praktyce swojej własnej organizacji, tak aby nie tylko był zdolny skierować państwo na właściwą drogę, ale aby miał również doskonały materiał, gotowy do objęcia funkcji państwowych.

 

ROZDZIAŁ V

 

Światopogląd a organizacja

 

Narodowe państwo, którego ogólny obraz próbowałem nakreślić, nie powstanie przez zwykłą znajomość potrzeb państwa. Nie wystarczy wiedzieć, jak powinno wyglądać takie państwo. Problem jego narodzin jest daleko trudniejszy. My nie możemy czekać, aż obecne partie, które czerpią korzyści z aktualnego kształtu państwa, zmienią swoje nastawienie z własnej inicjatywy. Nie jest to możliwie, ponieważ ich prawdziwymi przywódcami są Żydzi, i tylko Żydzi.

Żyd prześladuje swój obiekt nieprzerwanie swoim postępowaniem, w przeciwieństwie do niemieckiej burżuazji i proletariuszy, którzy zsuwają się ku zagładzie, zawdzięczając to głównie własnej indolencji, głupocie i bojaźliwości. Żyd jest świadomy swego końcowego celu. Partia prowadzona przez niego nie ma innego wyboru, jak tylko walczyć o jego interesy i nie ma .nic wspólnego z charakterem narodów aryjskich.

Dlatego, jeżeli mamy zrobić zamach, aby urzeczywistnić ideał narodowego państwa, musimy zignorować siły kontrolujące teraz życie publiczne i szukać innej siły zdeterminowanej i zdolnej do podjęcia walki o ten ideał. Ponieważ walka jest przed nami, naszym pierwszym zadaniem nie jest stworzenie nowej koncepcji państwa, ale zniszczenie obecnej, żydowskiej koncepcji. Pierwszą bronią nowej doktryny, zawierającej nowe i wielkie zasady, chociaż wielu jednostkom może się to nie podobać, musi być sondaż ostrego krytycyzmu. Marksizm posiadał cel i obawiał się konstruktywnej ambicji (nawet jeżeli jest to tylko wytwór despotyzmu żydowskiej, światowej finansjery), mimo to poddawał się sam rujnującemu krytycyzmowi przez całe siedem lat.

Potem zaczęła się jego tak zwana „konstruktywna praca”. Było to całkowicie właściwe, naturalne i logiczne. Światopogląd jest nietolerancyjny i nie może zadowolić się tym, że jest jedną spośród wielu partii; nalega na wyłączne i trwałe uznanie siebie i na absolutnie nową koncepcję całości publicznego życia, zgodną z jego poglądami. Dlatego nie może tolerować dalej siły, która reprezentuje dotychczasowe warunki.

To samo jest z religiami.

Chrześcijaństwo nie zadowalało się tylko wznoszeniem swojego ołtarza. Musiało tak postępować, aby zniszczyć ołtarze pogan. Taka fanatyczna nietolerancja umożliwiła rozszerzenie tego kamiennego credo; jest to podstawowy kierunek jego istnienia. Partie polityczne są zawsze gotowe do kompromisu, światopoglądy nigdy. Partie polityczne godzą się ze swoimi przeciwnikami, a światopoglądy proklamują własną nieomylność.

Nawet partie polityczne na początku często żywią nadzieję zniesienia despotycznej władzy; zawierają one zwykle pewien niewielki ślad światopoglądowy. Ale ubóstwo ich programu pozbawia je heroizmu, którego wymaga światopogląd. Ich gotowość do pojednania przyciąga drobne, słabe duchy, z którymi nie można przeprowadzić żadnej krucjaty. Więc grzęzną szybko w swoich problemach, bagnie własnej, żałosnej drobiazgowości.

Idee światopoglądu nigdy nie mogą zwyciężyć, o ile nie zjednoczy on w swoich szeregach najśmielszych i najsilniejszych elementów jego wieku i narodu i sformułuje je w trwałą, walczącą organizację. Trzeba koniecznie wyciągać pewne określone idee z ogólnego obrazu świata i prezentować je w zwięzłej, ekspansywnej formie, aby mogły służyć jako credo przyszłemu społeczeństwu.

Podczas gdy polityczny program partii jest zwykle receptą na osiągnięcie dobrych rezultatów w nadchodzących wyborach, to program światowej teorii jest równoznaczny z deklaracją wojny przeciw ogólnie przyjętemu poglądowi na życie.

Nie jest konieczne, aby każdy pojedynczy wojownik był obdarowany pełnym wglądem i dokładną znajomością najnowszych idei.

Armia nie byłaby dobra, gdyby składała się z samych generałów, a polityczny ruch nie broniłby lepiej swojego światopoglądu, gdyby się składał z samych intelektualistów. Nie, on potrzebuje również prymitywnego, walczącego mężczyzny – dlatego bez niego nie jest możliwa wewnętrzna dyscyplina.

Przez swoją właściwą naturę organizacja nie może istnieć, o ile przywódcy reprezentujący wysoki poziom intelektualny nie są obsługiwani przez masę mężczyzn inspirowanych przez sentyment. Trudniej byłoby utrzymać dyscyplinę w kompanii dwóch setek mężczyzn równo obdarowanych walorami intelektualnymi, niż w takiej samej grupie zawierającej sto dziewięćdziesiąt osób mniej obdarowanych i dziesięciu z wyższymi intelektami.

Organizacja socjaldemokratów jest takim przypadkiem; jej armia składa się z oficerów i żołnierzy. Niemiecki żołnierz zwolniony z armii jest prostym Żołnierzem, żydowski intelektualista jest oficerem.

Aby ta narodowa idea mogła powstać z jakiejś bliżej nieokreślonej potrzeby bieżącego dnia i odniosła powodzenie w wytworzeniu jasnej myśli – musi ona wybrać pewne określone najważniejsze sentencje z masy szerokich koncepcji. Na tej podstawie program nowego ruchu opracowany został w formie ograniczonej liczby głównych sentencji; jest ich dwadzieścia pięć. jego celem jest przede wszystkim danie przybliżonego obrazu intencji ruchu mężczyźnie z ulicy.

W pewnej mierze są one wyznaniem politycznej wiary, służącym częściowo dowartościowaniu ruchu, a częściowo jako spoiwo łączące razem wszystkich uznających te postulaty.

W naszej polityce rozpowszechniania doktryny, która jest w zasadzie zdrowa, uważamy, że mniej szkodliwe jest przylgnięcie jednej koncepcji, nawet jeżeli ona zupełnie nie odpowiada aktualnej rzeczywistości, niż próba ulepszania jej – można objaśniać w dyskusji pewne podstawowe prawo ruchu, które dotychczas było uważane za niezmienne -ponieważ zmiana mogłaby spowodować bardziej szkodliwe konsekwencje. Faktycznie nie można tego zrobić w czasie, gdy ruch walczy o zwycięstwo. Tego, co jest podstawowe, trzeba szukać nie w aspektach zewnętrznych, ale w sensie wewnętrznym – i nic w tym nie można zmienić. M y możemy mieć tylko nadzieję, że w swoim własnym interesie ruch utrzyma siłę, potrzebną mu do walki przez unikanie jakiegokolwiek działania, które mogłoby ujawnić podział i brak solidarności.

Dużo można się nauczyć od kościoła rzymskokatolickiego.

Chociaż istotna część doktryny katolickiej wchodzi w kolizję z naukami ścisłymi i wynikami badań w wielu dziedzinach – nie zawsze koniecznymi – kościół nie jest przygotowany na to, aby poświęcić choćby jedno, pojedyncze słowo ze swoich doktryn. On bardzo dobrze zdawał sobie sprawę z tego, że siła oporu nie jest zależna od pozostawania w zgodzie z naukowymi ustaleniami w danej chwili – które ściśle rzecz ujmując zawsze się zmieniają – ale raczej polega na ścisłym trzymaniu się dogmatów raz ustanowionych, które w całości naprawdę wyrażają charakter wiary. W konsekwencji kościół jest mocniejszy niż kiedykolwiek wcześniej .

Ze swoim programem dwudziestu pięciu tez – Narodowosocjalistyczna Niemiecka Partia Robotnicza przyjęła zasady, które muszą być utrzymywane i są nienaruszalne. Jest i będzie zadaniem członków naszego ruchu nie krytykować i nie zmieniać tych wiodących zasad i uważać się za zobowiązanych do obstawania przy nich. W swoich początkach ruch zawdzięczał im swoją nazwę, a program partii był zredagowany zgodnie z nimi.

 

Podstawowe idee ruchu narodowosocjalistycznego są nacjonalistyczne: jeżeli narodowy socjalizm ma zwyciężyć, to absolutnie i wyłącznie musi się trzymać tego przekonania. Jego prawem i obowiązkiem jest bardzo stanowcze głoszenie, że żadna próba reprezentowania nacjonalistycznej idei poza granicami Narodowosocjalistycznej Niemieckiej Partii Robotniczej nie może mieć miejsca i w większości wypadków opiera się na błędnym założeniu. Wszystkie rodzaje stowarzyszeń i klik, jak również ” wielkie partie” roszczą sobie prawo do określenia – nacjonalistyczny; nie jest to jedyny efekt wpływu narodowosocjalistycznego ruchu. Tym wszystkim organizacjom nigdy nie przyszłoby na myśl nawet wspomnieć słowo „nacjonalistyczny” – w szczególności dlatego, że nie sugerowałoby to im żadnego znaczenia i nie byłyby w stanie posłużyć się tą koncepcją. NSDAP była pierwszą, która upowszechniła znaczenie tego słowa zawierającego tak dużo treści.

Nasz ruch w swojej pracy propagandowej całkowicie udowodnił siłę nacjonalistycznej idei i to właśnie żądza korzyści zmusza innych do udawania, że mają podobne aspiracje.

 

ROZDZIAŁ VI

 

Pierwsze dni walki: znaczenie przemówień

Zaledwie skończyliśmy pierwsze wielkie spotkanie dwudziestego czwartego lutego 1920 roku w Hafbcihausfestsaal w Monachium, a już były w toku przygotowania do następnych spotkań. Dotychczas nie ośmieliliśmy się marzyć o tym, aby mieć w mieście takim jak Monachium spotkanie raz w miesiącu, a tym bardziej raz na dwa tygodnie. A teraz olbrzymie spotkania mają być organizowane co tydzień.

W tym czasie ratusz miał ogromne znaczenie dla narodowych socjalistów. Za każdym razem był coraz szczelniej wypełniony, a ludzie stawali się uważniejsi. Obrady prawie zawsze zaczynały się od tematu winy wojennej, którą wtedy nikt nie zawracał sobie głowy; burzliwe sposoby przemawiania były jak najbardziej odpowiednie i rzeczywiście potrzebne. Jeżeli w tych dniach publiczne, masowe spotkania były potrzebne, to właśnie takie, na których obecni byli udręczeni proletariusze, a nie flegmatyczna burżuazja. Zajmowano się na nich traktatem wersalskim, co oznaczało atak na Republikę i przyjmowane było za oznakę reakcyjnego, jeżeli nie monarchistycznego poglądu. Każda krytyka Wersalu była regularnie przerywana. Tłum kontynuował krzyk do chwili, aż zagłuszony mówca poddawał się. Byliśmy skłonni walić głowami w ścianę z desperacją, że przyszło nam w takim zespole ludzi pracować.

Oni nie rozumieli, że Wersal był wstydem i hańbą, a ten podyktowany pokój był przerażającym ograbieniem naszego narodu. Marksistowska praca zniszczenia i trująca propaganda wroga uczyniły tych ludzi ślepymi na wszystkie racje i do tej chwili nikt nie mógł się skarżyć na niewyobrażalnie wielką winę drugiej strony.

Co burżuazja zrobiła, aby powstrzymać tę okropną dezintegrację, czy za pomocą lepszej i bardziej inteligentnej manipulacji próbowała utorować drogę do wolności działania? Nic podobnego! Ja sam jasno zauważałem, że o ile dotyczyło to ruchu w jego okresie powstania, pytanie o winę wojenną musi być wyjaśnione na zasadach historycznej prawdy.

Doświadczyłem takich przypadków także przy innych okazjach, kiedy potrzebna była olbrzymia energia, aby powstrzymać statek od dryfowania. Ostatnia okazja pojawiła się wtedy, kiedy naszej diabelskiej prasie powiodło się postawienie przed południowym Tyrolem kwestii wybitności, która będzie miała poważne konsekwencje dla niemieckiego narodu. Bez rozważenia, jakiej sprawie one posłużą, kilkunastu tak zwanych „nacjonalistów” z partii i stowarzyszeń połączyło się w wołaniu, po prostu z obawy o publiczne uczucia wywołane przez Żydów, i głupio poparło walkę przeciwko systemowi, który my, Niemcy, powinniśmy -szczególnie teraz w obecnym kryzysie – uważać za jedyny jasny punkt w tym skorumpowanym świecie. W czasie, gdy międzynarodowy świat żydowski powoli, ale pewnie, dławi nas, nasi tak zwani patrioci wściekają się na człowieka i system, który miał odwagę wyswobodzić się sam, przynajmniej w tej części świata, z ucisku żydowskiego wolnomularstwa i przeciwstawić się międzynarodowej, światowej truciźnie – siłami nacjonalizmu.

Wkrótce stało się oczywiste, że nasi przeciwnicy, szczególnie w czasie debat z nami, są uzbrojeni w określony repertuar argumentów przeciwko naszym Żądaniom, który ciągle powracał w ich przemówieniach; to po prostu wskazywało na świadome ujednolicone szkolenie. I tak było faktycznie. Dzisiaj jestem dumny, że odkryłem środki, które nie tylko sprawiają, że ich propaganda jest nieefektywna, ale także pokonują autorów tych przemówień ich własnymi środkami. Dwa lata później byłem mistrzem przebiegłości.

Zawsze, kiedy przemawiałem, dbałem o to, by utrzymać jasną myśl broniącą przed prawdopodobną formą i charakterem ataków, których należało oczekiwać podczas dyskusji i wcześniej argumenty przeciwników rozłożyć na części w moim wstępnym przemówieniu. Sedno rzeczy tkwiło w tym, aby wymienić od razu wszystkie argumenty strony przeciwnej i udowodnić ich fałszywość.

To było przyczyną, dla której po moim pierwszym wykładzie na temat wersalskiego traktatu pokojowego, który wygłosiłem do oddziałów jako ich wykładowca, zrobiłem zmianę i później mówiłem na temat traktatów pokojowych „Brześć litewski i Wersal”.

Szybko zauważyłem w dyskusji, która nastąpiła po moim pierwszym wykładzie, że ludzie nic nie wiedzą o traktacie brzeskim, co było wynikiem udanej propagandy ich partii, i są przekonani, że ten traktat jest jednym z najbardziej wstydliwych aktów ucisku w świecie.

Wytrwałość, z jaką to kłamstwo było przedstawiane ogółowi, była powodem, iż miliony Niemców uważały traktat wersalski za nic więcej, jak tylko zemstę, którą popełniliśmy w Brześciu litewskim! I dlatego uważali każdą rzeczywistą walkę przeciwko Wersalowi za złą. W wielu przypadkach obecna była prawdziwa moralna niechęć do takiego postępowania i to było przyczyną, dla której wstydliwy i potworny wyraz „reparacje” mógł znaleźć miejsce w Niemczech. W moich wykładach łączyłem te dwa traktaty razem, porównując je punkt po punkcie i demonstrując, jak prawdziwie i nadzwyczajnie ludzki był pierwszy w przeciwieństwie do nieludzkiej okropności drugiego; rezultat był nadzwyczajny.

Jeszcze raz wielkie kłamstwo zostało wymazane z serc i umysłów publiczności liczącej tysiące osób, a prawda została zasiana w jego miejsce.

Te spotkania sprawiły, że powoli stawałem się mówcą na masowych spotkaniach, a patos i gestykulacja nabyte w olbrzymich salach mieszczących tysiące ludzi stały się sprawą mojej drugiej natury.

Nasze pierwsze spotkanie wyróżniało się tym, że były tam stoły pokryte ulotkami i różnego rodzaju pamfletami. Ale my polegaliśmy głównie na słowie mówionym. I faktycznie to ostatnie jest jedyną siłą, zdolną do stworzenia naprawdę wielkich rewolucji z psychologicznych pobudek.

Mówca otrzymuje ciągle wskazówki od swojej widowni, pozwalające mu na poprawę wykładów, a także może liczyć przez cały czas na poparcie swych słuchaczy w takiej mierze, w jakiej oni ze zrozumieniem śledzą jego argumenty, oraz przekonać się, czy jego słowa wywołują efekt, jakiego pożąda, podczas gdy pisarz nie ma żadnego bezpośredniego kontaktu ze swoimi czytelnikami. Dlatego jest zmuszony do podjęcia dyskusji na ogólnych warunkach i nie może przygotować swojej wypowiedzi mając na uwadze przemawianie do określonego tłumu ludzi siedzącego przed jego oczami. Przypuśćmy, że mówca zauważy, że jego słuchacze nie rozumieją go – czyni on swoje wyjaśnienia tak elementarnymi i jasnymi, że każdy pojedynczy słuchacz musi to zrozumieć. Jeżeli czuje, że jest on niezdolny do śledzenia toku jego rozumowania, rozwija swoje idee ostrożnie i powoli, dopóki najmniej inteligentny człowiek ich nie pojmie. Znowu, kiedy odczuwa on, że słuchacze nie są przekonani, a sam jest pewny słuszności własnych argumentów, będzie przeczytał im bez końca najświeższe przykłady i sam wyrażał wątpliwości słuchaczy; będzie kontynuował to tak długo, aż ostatnia grupa opozycjonistów da mu odczuć, że została przekonana jego przedstawieniem sprawy.

Często jest to wynikiem uprzedzeń, które nie powstają ze zrozumienia, ale są najczęściej nieświadome i podtrzymywane przez sentyment.

Tysiąc razy trudniej jest przełamać barierę instynktownej niechęci, sentymentalnej nienawiści i negatywnej słabości niż wyprostować opinie powstałe na skutek niewłaściwej czy błędnej wiedzy. Ignorancję i fałszywe koncepcje można usunąć przez nauczanie, natomiast opór wynikły z sentymentu – nigdy. Tylko apel do tych ukrytych sił może przynieść sukces. Osiągnięcie takiego efektu jest niemożliwe dla pisarza. Poza mówcą nikt nie może mieć nadziei na taki rezultat. Siła, która dała marksizmowi zadziwiającą moc nad masami, nie jest wynikiem formy pracy napisanej przez żydowskich intelektualistów, ale raczej zasługą rozległego zalewu krasomówczej propagandy, która dominowała nad masami przez lata. Z setek tysięcy niemieckich robotników nie więcej jak setka wie o książce Marksa, która tysiąc razy częściej była studiowana przez inteligencję, zwłaszcza przez Żydów, niż przez prawdziwych zwolenników ruchu w niższych klasach. Ta książka nie była napisana dla nas, ale wyłącznie dla intelektualnych przywódców żydowskiej machiny, a agitacja w celu podbicia świata była prowadzona na podstawie różnych materiałów. To właśnie uwydatnia różnice między marksistowską a burżuazyjną prasą, które polegały na tym, że ta pierwsza była pisana przez agitatorów, podczas gdy burżuazyjna prasa wolała prowadzić agitację przez swoich pisarzy. Nasza niemiecka inteligencja wykazała się głupią nieznajomością świata uważając, że pisarz na pewno przewyższy mówcę inteligencją. Pogląd ten jest najlepiej zilustrowany w artykule zamieszczonym w pewnej nacjonalistycznej gazecie, w którym zostało przedstawione, jak często jednostka bywa rozczarowana przemówieniem uznanego, wielkiego mówcy.

Przypominam sobie także artykuł, który dostał się do moich rąk w czasie wojny. Autor wziął się za przemówienia Lloyda Georga, wówczas ministra uzbrojenia, i badał je jak pod mikroskopem tylko po to, aby dojść do olśniewającego wniosku, że te przemówienia pokazywały słabość inteligencji i wiedzy ich autora, były banalne i oklepane. Dostałem kilka tych przemówień oprawionych w mały tom i śmiałem się głośno na myśl, że zwyczajny niemiecki gryzipiórek nie zdoła dostrzec istoty tych psychologicznych arcydzieł, w zakresie wpływania na publiczność. Facet oceniał te przemówienia jedynie przez wrażenie, jakie robiły one na jego zblazowanym intelekcie, podczas gdy wielki brytyjski demagog był w stanie wywrzeć świetny efekt z ich pomocą na swojej publiczności, a w najszerszym sensie na wszystkich brytyjskich niższych klasach. Z tego punktu widzenia przemówienia Welschmana były najwspanialszymi osiągnięciami, ponieważ dawały one dowody zdumiewającej znajomości mentalności pospólstwa; ich drążący efekt był decydujący w najprawdziws z y m sensie.

Porównajmy z nimi powierzchowne jąkania Bethmana Hollwega. Być może jego przemówienia były bardziej intelektualne, ale naprawdę wykazywały jedynie brak zdolności przemawiania tego człowieka do swojego narodu.

Lloyd George wykazał swoją bezgraniczną wyższość w stosunku do Bethmana Hollwega przez fakt, że forma jego przemówień i wrażenie, jakie wywoływały, otwierały przed nim serca jego ludu i sprawiały, że okazywał on aktywne posłuszeństwo jego woli. Ogromna prymitywność tych przemówień, sposób wyrażania i proste przedstawianie kwestii, łatwość w odbiorze są dowodami górującej zdolności politycznej Welschmana.

Masowe zgromadzenia są konieczne, ponieważ podczas uczestniczenia w nich jednostka odczuwa potrzebę przyłączenia się do młodego ruchu i wszczyna alarm, jeżeli pozostawi się ją samej sobie, doświadcza pierwszego wrażenia wspólnoty z większą społecznością, a to ma wzmacniający i zachęcający wpływ na większość ludzi. Sama poddaje się magicznym wpływom, które my nazywamy „sugestią tłumu”. Pragnienia, tęsknoty i rzeczywista siła tysięcy ludzi jest gromadzona w umyśle każdej obecnej jednostki. Człowiek, który przychodzi na takie spotkanie z wątpliwościami i wahaniem, opuszcza je korzystnie wzmocniony: stał się członkiem społeczności. Narodowosocjalistyczny ruch nie może nigdy ignorować tego faktu.

 

ROZDZIAŁ VII Walka z siłami czerwonych

W latach 1919-1920, a także w roku 1921 osobiście uczestniczyłem w tak zwanych burżuazyjnych spotkaniach. Cokolwiek dowiedziałem się o tych prorokach burżuazyjnego świata i rzeczywiście nie zdziwiłem się, gdy zrozumiałem, dlaczego oni przykładali tak małą wagę do mówionego słowa. Uczestniczyłem także w spotkaniach demokratów, niemieckich nacjonalistów, niemieckiej partii ludowej i bawarskiej partii ludowej (Bawarska Partia Centrum). To, co uderzyło mnie na początku, to trwała jednomyślność publiczności. Prawie wszyscy, którzy brali udział w takich demonstracjach, byli zwolennikami partii. Brak było dyscypliny i w sumie wyglądało to bardziej na karciane spotkanie niż zgromadzenie ludzi, którzy właśnie przeprowadzali rewolucję. Mówcy robili wszystko, co w ich mocy, aby utrzymać tę pokojową atmosferę. Wygłaszali oni czy jeszcze lepiej, większość z nich czytała przemówienia w stylu zręcznego artykułu prasowego czy też rozprawy naukowej unikając wszelkich silnych wrażeń, tu i tam wprowadzano kiepski żart, na których w odpowiedzi gentlemani na podium obowiązkowo parskali rubasznym śmiechem – nie głośno, lecz z rezerwą. Po trzech kwadransach takiego zebrania, które przerywane było odgłosem kogoś wychodzącego lub brzękiem naczyń noszonych przez kelnerkę, lub też ziewaniem wielu osób spośród słuchaczy, cała publiczność drzemała jakby w rodzaju transu. Na zakończenie przewodniczący nawoływał do niemieckiej patriotycznej pieśni.

Na tym spotkanie kończyło się, każdy śpieszył do wyjścia. Jeden na piwo, inny do kawiarni, a jeszcze inny po prostu na świeże powietrze.

Narodowosocjalistyczne spotkania nie były w żaden sposób „pokojowymi”. Fale dwóch poglądów na świat ścierały się ze sobą i spotkania nie kończyły się przemielaniem nudnej, patriotycznej pieśni, ale fanatycznymi wybuchami popularnej i nacjonalistycznej pieśni. Od początku było ważne, aby na naszych spotkaniach wprowadzić ślepą dyscyplinę i ustanowić całkowitą władzę przewodniczącego.

A mieliśmy na naszych spotkaniach bojowych przeciwników – zwolenników Czerwonej Flagi. Przychodzili zawsze w zwartych grupach z kilkoma agitatorami pomiędzy sobą i na każdej twarzy można było wyczytać: „mamy zamiar wszystko dzisiaj wygarnąć!” Zebranie wisiało na włosku i tylko energia przewodniczącego, surowe, szorstkie traktowanie przez naszą straż, udaremniło intencje naszych przeciwników – ci ostatni mieli powód, aby się na nas złościć. Wybraliśmy czerwień dla naszych plakatów po dokładnym i starannym rozważeniu. Naszą intencją było zirytowanie lewicy, doprowadzenie ich do wściekłości i sprowokowanie do przyjścia na nasze spotkania – nie tylko w celu przekonania ich, ale również po to, aby mieć szansę porozmawiania z nimi.

Potem nasi oponenci przystępowali do wygłaszania apeli kierowanych do „świadomego klasowo proletariatu”, aby przychodził tłumnie na nasze spotkania i uderzył swoją „proletariacką pięścią” w „monarchistyczną, reakcyjną agitację” reprezentowaną przez nas.

Nasze spotkania były od początku wypełnione robotnikami, jeszcze na trzy kwadranse przed ich rozpoczęciem. Przypominały beczkę prochu gotową do wybuchu w każdej chwili po przytknięciu zapałki. Ale zawsze było odwrotnie. Ludzie przychodzili jako wrogowie, a odchodzili może nie przygotowani do przyłączenia się do nas, ale w każdym razie w refleksyjnym nastroju i gotowi do krytykowania i badania zgodności naszych doktryn.

Wtedy pojawiały się słowa: „proletariusze! unikajcie spotkań nacjonalistycznych agitatorów!” Podobnie niezdecydowaną taktykę można było obserwować w czerwonej prasie.

Ludzie stali się ciekawi naszego ruchu. Nagle zmieniła się taktyka stosowana wobec nas i przez pewien okres byliśmy traktowani jak prawdziwi kryminaliści występujący przeciw ludzkości. Artykuły, jeden po drugim, głosiły i demonstrowały naszą przestępczość, a skandaliczne opowieści sfabrykowane od „a” do „z” miały dokonać tej sztuki. Ale w krótkim okresie czasu nasi wrogowie przekonali się sami, że takie ataki nie przynoszą żadnego efektu: faktycznie te działania rzeczywiście pomogły skoncentrować ogólną uwagę prosto na nas.

Jedyną przyczyną, dla której nigdy nie doszło do rozpędzenia naszych spotkań, było niewątpliwie niezwykłe tchórzostwo wykazywane przez przywódców naszych przeciwników. We wszystkich krytycznych chwilach te nikczemne kreatury czekały na zewnątrz na rezultat eksplozji.

W tym okresie byliśmy zmuszeni przejąć ochronę naszych spotkań we własne ręce; nie można było nigdy liczyć na ochronę ze strony oficjalnych władz. Wprost przeciwnie -doświadczenie wykazało, że one zawsze sprzyjały zakłócającemu elementowi. Jedynym rzeczywistym sukcesem towarzyszącym oficjalnej akcji było rozwiązanie spotkania, czyli jego całkowite wstrzyma.. nie, a to faktycznie było celem i przedmiotem zabiegów naszych przeciwników, którzy przychodzili, żeby nam przeszkadzać.

Tak więc doszliśmy do przekonania, że każde nasze spotkanie, które zależy tylko od ochrony policji, przynosi kompromitację organizatorom w oczach mas.

Bardzo często garstka stronników stawiała heroiczny opór wściekłemu i gwałtownemu tłumowi czerwonych. Tych piętnastu czy dwudziestu mężczyzn pokonano by z pewnością, ale reszta wiedziała dobrze, że najpierw trzy lub cztery razy więcej z nich dostałoby po głowach, a oni nie zamierzali tym ryzykować.

Było jasne dla każdego, że rewolucja możliwa była tylko dzięki niszczycielskim metodom burżuazji, która rządziła naszym narodem.

Nawet wtedy byłoby mnóstwo pięści gotowych do obrony niemieckiego narodu, ale brakowało czaszek gotowych do pękania. Jak często widziałem oczy młodych ludzi błyszczące w odpowiedzi wtedy, kiedy wyjaśniałem im istotę ich misji i zapewniałem ich bez przerwy, że cała mądrość na tej ziemi jest niczym, o ile nie jest zastępowana i chroniona przez siłę, że łagodne bóstwa pokoju nie mogą poruszać siły, jeżeli nie towarzyszy im bóg wojny, i że każdy wielki akt pokoju musi być chroniony i wspomagany przez siłę. W ten sposób idea służby wojskowej dotarła do nich w daleko bardziej żywotnej formie – jako realizacja obowiązku każdego mężczyzny gotowego poświęcić swoje życie, by jego naród mógł żyć wszędzie po wszystkie czasy.

Ci młodzi ludzie nie zawiedli!

Niczym rój szerszeni rzucili się na przeszkadzających mężczyzn w naszych spotkaniach, nie zważając na przewagę liczebną, nie dbając o rany i krwawą ofiarę, przepełnieni po brzegi wielką ideą, świętą misją, aby oczyścić drogę dla naszego Ruchu.

Już w lecie 1920 roku oddziały do utrzymania porządku zaczęły stopniowo przyjmować określoną formę i do wiosny 1921 roku zostały one podzielone według stopni na kompanie, które znowu zostały podzielone na mniejsze sekcje.

To było konieczne, ponieważ w tym czasie nasza działalność i częstotliwość naszych spotkań ciągle wzrastały.

Organizacja naszych grup dla utrzymania porządku na spotkaniach posłużyła do wyjaśnienia bardzo trudnego problemu. Do tej pory ruch nie posiadał emblematów partyjnych i flag. Brak tych symboli był mankamentem nie tylko wtedy, także w przyszłości był nie do pomyślenia, ponieważ członkowie partii nie mieli wyróżniających ich znaków członkostwa, a w przyszłości brak pewnych znaków symbolizujących ruch był nie do zaakceptowania.

Co najmniej raz w mojej młodości z punktu widzenia uczuć odczułem wyraźnie psychologiczną ważność takiego symbolu. W Berlinie, po wojnie, byłem obecny na masowej demonstracji marksistów przed królewskim pałacem. Morze czerwonych flag, czerwonych szarf i czerwonych kwiatów dawało zewnętrzny obraz siły temu tłumowi, który oceniłem na około sto dwadzieścia tysięcy osób. Czułem i rozumiałem, jak łatwo człowiek na ulicy pozostaje pod wrażeniem sugestywnej magii – takiego wspaniałego przedstawienia.

Burżuazja jako partia nie reprezentująca żadnego światopoglądu nie miała sztandaru. Jej członkami byli „patrioci ” i często pokazywali się w kolorach Rzeszy.

Czerń i biel oraz czerwień starego imperium zostały wskrzeszone przez tak zwane narodowo-burżuazyjne partie jako ich kolory.

Jest oczywiste, że naszym symbolem w sytuacji, która mogła być zdominowana przez marksizm w nieznanych okolicznościach, nie mógł być znak, pod którym ten sam marksizm miał być z kolei zmiażdżony.

Jakkolwiek każdy porządny Niemiec bardzo musi kochać i czcić te stare kolory, dla niego wspaniałe wówczas, kiedy stały ustawione jeden przy drugim w młodzieńczej świeżości albo kiedy walczył pod nimi i widział ofiary tak wielu istnień – to flaga ta niewielką ma wartość dla walk, które będą stoczone w przyszłości.

Z tej przyczyny my, narodowi socjaliści, uznaliśmy, że dźwiganie starego sztandaru nie odpowiada symbolowi, który wyrażałby nasze specjalne cele, ponieważ nie mieliśmy ochoty na wskrzeszanie zrujnowanego imperium ze wszystkimi jego wadami, lecz chcieliśmy zbudować nowe państwo.

Ruch, który dzisiaj walczy z marksizmem, musi właśnie dlatego nosić na swych sztandarach znak nowego państwa.

Ja sam zawsze byłem za utrzymaniem starych kolorów. Po niezliczonych próbach zdecydowałem się na końcową formę: biały pas na czerwonym tle z czarną swastyką na środku. Po wielu poszukiwaniach zdecydowałem się na odpowiednie proporcje pomiędzy rozmiarami flagi i białym pasem a kształtem i grubością krzyża i taki pozostał na zawsze. Takie same opaski zostały od razu zamówione dla członków grup utrzymujących porządek -czerwone z białym pasem i swastyką.

Nowa flaga po raz pierwszy pojawiła się publicznie w połowie lata 1920 roku.

Dwa lata później, kiedy nasi ludzie, których liczba sięgała już wtedy kilkunastu tysięcy, byli znaczącym oddziałem szturmowym, okazał się potrzebny organizacji walczącej o nowy światopogląd specjalny symbol zwycięstwa – sztandar.

W tym czasie nie było w Monachium partii, sprzeciwiającej się partiom marksistowskim, zwłaszcza nacjonalistycznej, która mogłaby pokonać masowe demonstracje tak, jak to my robiliśmy. Piwnica Munchener Kindl, która mogła pomieścić pięć tysięcy ludzi, była kilka razy pełna do granic możliwości i tylko do jednej sali nie zaryzykowaliśmy wejścia, a był nią Circus Krone.

W końcu stycznia 1921 roku miało miejsce zdarzenie, które wywołało niepokoje w Niemczech. Było nim porozumienie paryskie, na mocy którego Niemcy zostały zobowiązane zapłacić absurdalną sumę stu miliardów marek w złocie, a które miało zostać potwierdzone w formie ultimatum londyńskiego.

Przechodził dzień za dniem, a żadna z wielkich partii nie zwróciła uwagi na to przerażające wydarzenie, organizacja robotnicza nie mogła zdecydować się na określenie terminu demonstracji. We wtorek, pierwszego lutego, zażądałem ostatecznej decyzji. Odłożono to do środy. W tym dniu zażądałem, aby jasno określono termin i miejsce spotkania. Odpowiedź była ciągle pełna niepewności i wahań: zamierzano tego dnia zaprosić robotników na demonstrację.

Wtedy straciłem wszelką cierpliwość i zdecydowałem, żeby przeprowadzić demonstrację na moją własną odpowiedzialność. Do południa w środę podyktowałem w dziesięć minut hasła na plakaty i na następny dzień – trzeciego lutego wynająłem cyrk Korona.

W tamtych dniach było to ogromne przedsięwzięcie. Nie było pewności, czy wypełnimy tę ogromną halę i istniało ryzyko przesunięcia terminu spotkania. Jedna rzecz była pewna – niepowodzenie na długi czas usunęłoby nas w cień .Mieliśmy jeden dzień na załatwienie wszystkich spraw. Na nieszczęście w czwartek rano padało i zachodziła obawa, że wielu ludzi będzie raczej wolało pozostać w domu niż spieszyć się na spotkanie w deszczu i śniegu, szczególnie że można było się tam spodziewać gwałtu i morderstw.

W czwartek dwie ciężarówki, które wynająłem, zostały, jak tylko to było możliwe, owinięte w czerwień i zatknięto na nich dwie flagi. Każda z nich przewoziła piętnastu lub dwudziestu członków naszej partii; wydano rozkazy, aby z samochodów jadących szybko przez ulice rozrzucać ulotki informujące o masowym spotkaniu, które miało się odbyć wieczorem. Po raz pierwszy takie ciężarówki z flagami przejeżdżające przez ulice nie przewoziły marksistów.

Kiedy wszedłem do wielkiej hali, poczułem tę samą radość, którą odczuwałem rok wcześniej na pierwszym spotkaniu w hali Hofbra] hausfest. Dopiero, kiedy sforsowałem drogę przez lity mur mężczyzn i wspiąłem się na podium, uświadomiłem sobie pełny rozmiar naszego sukcesu.

Sala była wypełniona tysiącami ludzi.

Mój temat brzmiał: „Przyszłość czy upadek”. Przemawiałem prawie przez dwie i pół godziny. Moje przeczucie po pierwszej pół godzinie podpowiadało mi, że spotkanie będzie wielkim sukcesem.

Burżuazyjna prasa donosiła o demonstracji o czysto „nacjonalistycznym” charakterze, na swój zwykły, skromny sposób zapominając zupełnie nadmienić o jej organizatorach.

Ta demonstracja w 1921 roku sprawiła, że nasze spotkania w Monachium stały się coraz częstsze. Przyjąłem, że będziemy odbywali je nie rzadziej niż jedno na tydzień. Czasami dochodziło do tych spotkań masowych dwa razy w tygodniu. W połowie lata i późną jesienią były tendencje do organizowania trzech spotkań w tygodniu. Teraz zawsze spotykaliśmy się w cyrku Korona i stwierdziliśmy ku naszej satysfakcji, że wszystkie wieczory były równie udane.

Rezultatem był stały wzrost szeregów ruchu.

Nasi przeciwnicy naturalnie nie zamierzali nie reagować na takie sukcesy. Zdecydowali się więc na przeprowadzenie ostatniej próby terroru polegającej na po’ psuciu szyków naszego spotkania. Akcja miała miejsce po kilku dniach. Na ostateczne porachunki wybrano spotkanie w sali Hofbra] hausfest, na którym miałem przemawiać. Pomiędzy szóstą a siódmą wieczorem czwartego listopada 1921 roku otrzymałem pierwsze wiadomości o tym, że spotkanie ma być definitywnie rozpędzone.

Dzięki niefortunnemu zbiegowi okoliczności nie zrozumieliśmy tego wcześniej. W tym właśnie dniu przenosiliśmy się z naszych wspaniałych starych biur Stemackergasse do nowych – nie opuściliśmy jeszcze starych ani też nie wprowadziliśmy się do nowych, ponieważ ciągle jeszcze trwały w nich prace. Rezultat był taki, że porządek na spotkaniu miała utrzymać tylko bardzo mała grupa mężczyzn – pod ręką było słabe towarzystwo około czterdziestu sześciu mężczyzn, a alarmowe telefony nie były w stanie zwołać wystarczających posiłków w przeciągu jednej godziny.

Wszedłem do przedsionka sali za piętnaście ósma i zorientowałem się, że nie ma żadnych wątpliwości co do najbliższych zamierzeń naszych przeciwników. Sala była wypełniona, a policja powstrzymywała następnych przed wejściem. Nasi wrogowie, którzy przybyli bardzo wcześnie, byli w środku sali, a nasi przyjaciele pozostali na zewnątrz. Mała grupa strażników czterdziestu pięciu ludzi. Wyjaśniłem tym młodym członkom, że dzisiaj wieczorem po raz pierwszy ruch dużej sali i zwołałem będzie musiał udowodnić swoje oddanie i wierność i że żaden z nas nie może opuścić czekała na mnie w przedsionku. Zastałem zamknięte drzwi do sali, chyba że zostanie wyniesione martwy. Ale nie sądziłem, że któryś z nich może mnie opuścić. Jeżeli spostrzegłbym jakiegoś mężczyznę, zachowującego się jak tchórz, sam osobiście zdarłbym z niego opaskę i wyrzucił odznakę. Potem zaapelowałem do nich, aby ruszyli naprzód natychmiast na pierwszy znak próby rozbicia spotkania i pamiętali, że najlepszą formą obrony jest atak.

Odpowiedzią były trzy dźwięki, które brzmiały wścieklej i ostrzej niż kiedykolwiek wcześniej.

Potem wszedłem do sali i sam na własne oczy zobaczyłem, jak wygląda sytuacja. Siedzieli stłoczeni blisko siebie i próbowali przebić mnie swoim wzrokiem. Niezliczone twarze kipiące nienawiścią były zwrócone w moją stronę, inni wydawali ryki, które oznaczały tylko jedno – pewność, że są silniejszą stroną. I tak się też czuli.

Mimo to rozpoczęcie spotkania było możliwe, więc zacząłem przemawiać.

Po około półtorej godziny dano sygnał. Wzniesiono kilka złych okrzyków, a jakiś mężczyzna nagle przyskoczył do krzesła i zawył: ” Wolności”! Wtedy bojownicy o wolność zaczęli swoją robotę. W kilka sekund sala wypełniła się ryczącym i wyjącym motłochem, ponad którym latała niezliczona ilość kufli jak pociski haubicy. Rozwalano nogi krzeseł, tłuczono szkło na drobne kawałki, słychać było krzyki i wycia. To było szalone przedstawienie.

Wstałem z miejsca i oglądałem aktywnych, młodych członków ruchu, wykonujących swój obowiązek.

Zaledwie zaczął się taniec, kiedy moje szturmowe oddziały, jak je zaczęto nazywać od tego dnia, zaatakowały. Jak wilki rzucali się bez ustanku w grupach po ośmiu i dziesięciu na wroga i zaczęli stopniowo wymiatać ich z sali. Po pięciu minutach mogłem zobaczyć zaledwie jednego, który nie broczył krwią. Zacząłem poznawać ich jakość; na ich czele stał mój wspaniały Maurycy Hess, obecnie mój prywatny sekretarz, i wielu innych, którzy chociaż okropnie poranieni, kontynuowali atak tak długo, jak tylko mogli utrzymać się na nogach.

W rogu sali ciągle pozostawał broniący się wściekle tłum. Wtedy nagle oddano od wejścia w kierunku podium dwa strzały z pistoletu i podniosła się dzika wrzawa. Czyjeś serce prawie się uradowało na takie odrodzenie starych, wojennych wspomnień. Nie można było rozpoznać, kto oddał strzały, ale w każdym razie zauważyłem, że moi ludzie ponowili atak ze wzmocnionym duchem, aż w końcu ostatni zakłócający porządek zostali usunięci z sali.

To wszystko trwało około dwudziestu pięciu minut, po których zapanowaliśmy nad sytuacją. Herman Esser, który tego wieczoru był przewodniczącym spotkania, oznajmił: spotkanie będzie kontynuowane, niech mówca ciągnie dalej. Tak więc kontynuowałem swoje przemówienie.

Gdy spotkanie już się kończyło, podniecony porucznik policji wbiegł nagle do sali i zawył machając rękami: „Spotkanie jest zamknięte!” Musiałem się zaśmiać: była to rzeczywiście oficjalna pompatyczność.

Nauczyliśmy się wiele tego wieczoru, a nasi przeciwnicy także nie zapomnieli lekcji, którą otrzymali. Aż do jesieni 1923 roku „Munchener Post” nie wspominał w ogóle o przejściach proletariatu.

 

ROZDZIAŁ VIII Silny człowiek jest najmocniejszy, gdy jest sam

Mocny człowiek zyskuje na sile, kiedy jest samotny. Zwykły obywatel jest zadowolony i uspokojony, kiedy słyszy, że grupy pracownicze przez połączenie się razem w związki zawodowe odkryły element, który jednoczy je w jedno gremium i odrzuciły to, co je dzieli. Każdy jest przekonany, że taki związek ogromnie zyskuje na sile i że dawniej słabe, małe grupy zmieniają się dzięki temu w potęgę. A jednak jest to po większej części błędne.

Jakiś jeden człowiek głosi jakąś prawdę, apeluje o rozwiązanie pewnego problemu, wytycza cel i tworzy ruch, który ma na celu realizację jego zamierzeń.

Jest to sposób na założenie związku lub partii, których program ma na celu zarówno usunięcie istniejącego zła, jak i uzyskanie określonego stanu rzeczy po jakimś czasie.

Kiedy taki ruch zostanie już powołany do życia, może wtedy żądać pierwszeństwa. Naturalnym biegiem rzeczy byłoby, aby ci wszyscy, którzy pragną walczyć o ten sam cel co ruch, identyfikowali się z nim i przez to dodali mu siły, aby lepiej służył dążeniu.

Są dwa powody, które zmieniają bieg tych spraw.

Pierwszy z nich może być uznany za tragiczny, a drugi za godny politowania, mający swoje oparcie w ludzkiej słabości.

Każde wielkie działanie na tym świecie jest zwykle spełnieniem pragnienia od dłuższego czasu obecnego w milionach ludzkich serc i będącego przedmiotem powszechnej tęsknoty.

Cechą charakterystyczną wielkich kwestii w każdym okresie jest to, że nad ich rozwiązaniem pracują tysiące ludzi i wielu z nich wyobraża sobie, że są wybrani przez przeznaczenie, lecz dopiero temu, który zwycięży w wolnej grze sił, będzie powierzone zadanie rozwiązania tego problemu.

Ma to jednak swoją tragiczną stronę – ludzie ci walczą o ten sam cel zmierzając do niego różnymi drogami. Każdy z nich prawdziwie wierzy w swoją własną misję i podąża własną drogą całkowicie lekceważąc innych.

Nierzadko rasa ludzka zawdzięczała swoje sukcesy lekcjom wyniesionym z niepowodzeń poprzedników. Widzimy w historii, że dwie drogi postępowania, które w tym samym czasie prawdopodobnie rozwiązałyby niemiecki problem, a których głównymi przedstawicielami i mistrzami były Austria i Prusy, Habsburgowie i Hohenzolernowie -powinny biegnąć od początku razem; cała reszta, zgodnie z ich opiniami, powinna powierzyć swoje połączone siły jednej lub drugiej stronie. Wtedy droga tego, który okazał się być bardziej wartościowym, stałaby się jedyną, którą należałoby podążać, a austriacka metoda nigdy nie doprowadziłaby do niemieckiego cesarstwa.

W końcu to cesarstwo, silne w niemieckiej jedności, powstało z tego, co miliony Niemców odczuwały w swoich sercach jako najokropniejszy znak konfliktu między braćmi; dla niemieckiej cesarskiej korony odniesiono zwycięstwo w rzeczywistości na polu bitwy pod Koniggrate, a nie w walkach dookoła Paryża, jak powszechnie utrzymywano. Powstanie Cesarstwa Niemieckiego nie było rezultatem żadnego wspólnego pragnienia, wynikłego ze wspólnych metod, ale raczej wynikiem przemyślanej walki o hegemonię, z której to walki zwycięskie wyszły Prusy.

Dlatego nie ma czego żałować, jeżeli duża liczba ludzi chce uzyskać ten sam cel: zwycięża wtedy bardziej bystry i silny człowiek.

Drugi powód nie jest tragiczny, ale godny politowania. Wynika on ze wspomnianej mieszaniny zawiści, chciwości, ambicji i gotowości do kradzieży, która niestety pojawia się -często połączona ze sprawami interesującymi ludzkość.

Od chwili, w której nasz ruch zaczął działać i przyjął swój własny, indywidualny program, przychodzą ludzie twierdzący, że walczą o ten sam cel. Nie oznacza to, że oni zamierzają uczciwie zająć swoje miejsce w szeregach ruchu i w ten sposób uznać jego prawo pierwszeństwa, ale to, że chcą okraść jego program i utworzyć nową, opartą na nim partię.

Powstanie całej liczby nowych grup, partii itp. nazywających siebie „nacjonalistycznymi” w latach 1918-1919 było naturalnym rozwojem i odbyło się bez zasług ich twórców. Do 1920 roku Narodowosocjalistyczna Niemiecka Partia Robotnicza stopniowo zaczęła się wyłaniać jako zwycięska partia. Nic tak doskonale nie dowodzi prawdziwej szczerości pewnych indywidualnych założycieli jak fakt, że kilkunastu z nich zdecydowało się z godną podziwu szybkością poświęcić swój własny, oczywiście mniej popularny ruch, to znaczy zakończyć jego działalność i przyłączyć go bezwarunkowo do ruchu silniejszego. Przypadek ten dotyczył szczególnie protagonisty Niemieckiej Partii Socjalistycznej w Nurembergu Julian a Streichera. Dwie partie rozpoczęły działalność z podobnymi celami -ale poza tym były całkowicie niezależne jedna od drugiej. Jakkolwiek Streicher zaraz, gdy tylko przekonał się wyraźnie i bezspornie o przeważającej sile i większym wzroście liczebnym Narodowosocjalistycznej Niemieckiej Partii Robotnicze), przestał pracować dla Niemieckiej Partii Socjalistycznej i zaapelował do swoich zwolenników, aby stanęli w jednym szeregu z Narodowosocjalistyczną Niemiecką Partią Robotniczą, która wyszła zwycięsko ze współzawodnictwa i połączyli się z nią w celu kontynuowania walki o wspólną sprawę. Decyzja wysoko chwalebna, ale trudna dla niego jako mężczyzny.

Nigdy nie można zapomnieć, że żadne naprawdę wielkie cele nie były osiągnięte przez koalicje, ale powstały one z powodu sukcesu jednego, pojedynczego człowieka. Zwycięstwa osiągnięte przez koalicję, dzięki naturze ich źródła, zawierają od samego początku nasiona przyszłego rozkładu i tracą w rzeczywistości to, co było wcześniej zdobyte. Wielkie przemiany myśli, które rzeczywiście rewolucjonizują świat, są wynikiem tytanicznych walk prowadzonych przez indywidualne siły – nigdy przedsięwzięć prowadzonych przez koalicję.

Dlatego nigdy narodowe państwo nie będzie stworzone przez niepewną wolę nacjonalistycznego związku robotników, lecz tylko przez nieugiętą siłę woli jednego ruchu, który po pokonaniu wszystkich pozostałych zwycięży.

 

ROZDZIAŁ IX

 

Myśli na temat znaczenia i organizacji socjalistycznych robotników

 

Siła starego państwa spoczywała na trzech filarach: monarchistycznym kształcie państwa, organach administracyjnych i armii. Rewolucja I 9 I 8 roku zniszczyła tę formę państwa, zdezorganizowała armię i doprowadziła organy administracyjne do częściowej korupcji.

Tak więc niezbędne podpory władzy państwowej zostały wycięte. Władza uzależniona jest zawsze od trzech elementów, które zasadniczo leżą u jej podstawy.

Pierwszym stałym czynnikiem niezbędnym dla władzy jest poparcie społeczne. Ale władza, opierająca się tylko na tym fundamencie, jest niezwykle słaba, nietrwała i chwiejąca się. Drugim elementem wszelkiej władzy jest niewątpliwie siła. Jeżeli poparcie społeczne i siła są połączone i mogą przetrwać przez pewien okres w zgodzie, to władza może się wtedy oprzeć nawet na trwalszym podłożu – na autorytecie tradycji. Jeżeli zdarzy się, że poparcie społeczne, moc i autorytet tradycji się zjednoczą, wówczas władza może być uważana za trwałą.

Jest godnym uwagi, że średnia klasa, tak chciałbym nazwać masy ludzi – nigdy nie dochodzi do znaczenia, z wyjątkiem sytuacji, w której dwie przeciwne klasy ścierają się w konflikcie i jedna z nich zwycięży – oni zawsze chętnie poddają się zwycięzcy. Jeżeli najlepsi ludzie osiągną dominację, masy pójdą za nimi, jeżeli na szczycie staną najgorsi, masy nie uczynią żadnej próby, aby przeciwstawić się im, ponieważ średnie masy nie będą nigdy walczyć.

W końcu wojny byliśmy świadkami następującego widowiska: wielka średnia warstwa narodu kierująca się poczuciem obowiązku zapłaciła swoją krwią; skrajna ~ grupa najlepszych ludzi poświęciła się z typowym dla człowieka bohaterstwem; radykalna, najgorsza, chroniona przez bzdurne prawa i przez zaniedbanie w stosowaniu prawa wojny -utrzymała się przy życiu.

Ta starannie zachowana szumowina naszego narodu przeprowadziła później rewolucję. Tylko ona mogła dokonać tego, ponieważ ci najlepsi nie mogli się dłużej przeciwstawiać. Przecież większość z nich poległa w bitwach.

Ci marksistowscy korsarze nie mogli polegać dalej wyłącznie na poparciu społecznym dla ich autorytetu. A jednak młoda republika potrzebowała go za wszelką cenę, chociaż oni nie mieli ochoty na to, by po krótkim okresie chaosu zostać zgniecionymi przez siły złożone z pozostałości najlepszego elementu w naszym narodzie.

Element, który zapewnił schronienie rewolucyjnym ideom i przeprowadził rewolucję, ani nie mógł, ani też nie był gotowy wezwać żołnierzy, aby go ochraniali. To, czego pragnął ten element, to nie zorganizowanie państwa, ale zdezorganizowanie tego, co jeszcze istniało; takie działanie najlepiej odpowiadało jego instynktom. J ego hasłem nie był ład i budowa Republiki Niemieckiej, ale raczej jej ograbienie.

Wtedy pojawiła się po raz pierwszy duża liczba gotowych do służby, chcących pokoju i porządku młodych Niemców, którzy postanowili przywdziać znowu tunikę żołnierską, wziąć na swoje ramię karabiny, nałożyć stalowe hełmy, aby pójść walczyć przeciwko burzycielom ich ojczyzny. Przystąpili do pracy zorganizowani w grupy ochotników, by przez cały czas rewolucji bronić ojczyzny i umacniać ją w praktyce. Działali w dobrej wierze.

Prawdziwi organizatorzy rewolucji i jej ówczesny przywódca – pociągający za sznurki międzynarodowy Żyd, właściwie ocenili sytuację. Nie nadszedł jeszcze czas zepchnięcia narodu niemieckiego w krwawe bagno bolszewizmu, jak to się stało w Rosji. Pytanie brzmiało: jak się zachowają oddziały z frontu? Czy zniosą to ludzie w szarych mundurach polowych?

Podczas tych tygodni rewolucja w Niemczech była przynajmniej zmuszona sprawiać wrażenie radykalnego umiarkowania, jeżeli nie chciała ryzykować rozniesieniem na kawałki przez dwie lub trzy niemieckie dywizje. Bo gdyby przynajmniej jeden dowódca dywizji zdecydował się wtedy z udziałem oddanych mu żołnierzy ściągnąć czerwoną flagę i postawić „rady” pod murem lub złamać każdy opór miotaczem min i ręcznymi granatami, to w czasie krótszym niż jeden miesiąc ta dywizja mogłaby się powiększyć do armii składającej się z sześciu dywizji. To właśnie przerażało Żyda pociągającego za sznurki, bardziej niż inne przeciwności.

Rewolucja jednak nie została przeprowadzona przez siły pokoju i porządku, ale przez siły wszczynające bunt, rozboje i uprawiające grabież. I dalszy rozwój rewolucji nie był zgodny z wolą jej przywódców, i nie można było jej przebiegu wytłumaczyć tylko taktycznymi powodami ani uczynić przyjemną dla nich.

Kiedy socjaldemokracja stopniowo odzyskiwała siły, ten ruch coraz bardziej tracił charakter rewolucyjnej, brutalnej przemocy.

Zanim skończyła się wojna, w tym samym czasie, gdy Partia Socjaldemokratyczna zawdzięczająca swój charakter bezczynności mas zawiesiła jakby ołowiany ciężar na szyi obrony narodowej, ujawniono radykalno-aktywistyczne elementy i formowano je w nowe i agresywne kolumny ataku.

 

Były to: Niezależna Partia i Związek Spartakusa, szturmowe bataliony rewolucyjnego marksizmu. Ale kiedy armia powracająca z frontu pojawiła się niczym próżny sfinks, trzeba było złagodzić narodowy bieg rewolucji. Główna grupa socjaldemokratycznego tłumu ubezpieczyła zdobyte pozycje, a Niezależni Spartanie zostali zepchnięci na jedną stronę. Nie przeszło to bez walki. Zmiana dokonała się dopiero po pojawieniu się dwóch obozów obok siebie: partii pokoju i porządku oraz grupy krwawego terroru.

Czy nie było to całkowicie naturalne, że burżuazja z powiewającymi flagami udała się do obozu pokoju i porządku?

Wynik był taki, że wrogowie republiki zaprzestali walki przeciwko niej i pomogli ujarzmić tych, którzy sami także byli wrogami republiki, lecz z bardzo różnych powodów. Dalszym rezultatem było zażegnanie i udaremnienie walki przeciwko nowemu państwu przez stronników starego porządku.

Jeżeli zastanowimy się, dlaczego rewolucja mogła całkiem niezależnie od wad starego państwa, które ją wywołały, zakończyć się powodzeniem w decydującym momencie, stwierdzimy, że była ona wynikiem:

  1. złagodzenia naszych koncepcji obowiązku i posłuszeństwa,
  2. bojaźliwej pasywności partii, które miały podtrzymywać państwo.

Pierwsza przyczyna wynikała w gruncie rzeczy z naszej całkowicie nienarodowej i czysto państwowej edukacji. Stąd wyszła błędna koncepcja środków i celów. Świadome wypełnianie obowiązku i posłuszeństwo nie są celami samymi w sobie, tak samo jak państwo nie jest celem samym w sobie, ale właśnie wszystkie one powinny być środkami dla umożliwienia i zagwarantowania egzystencji społeczeństwa prowadzącego życie duchowo i fizycznie podobne.

Rewolucja powiodła się, ponieważ nasi ludzie czy raczej nasze rządy straciły całe zaangażowanie dla tych koncepcji, co uczyniło je słabymi, formalnymi i doktrynalnymi.

Co się tyczy drugiego punktu, partie burżuazyjne, będące jedynymi politycznymi formacjami istniejącymi przed starym państwem, były przekonane, że mogą przekonywać do swoich poglądów jedynie intelektualnymi metodami, ponieważ fizyczne metody zarezerwowane są tylko dla państwa. Było to bezsensowne, ponieważ polityczny przeciwnik dawno porzucił ten punkt widzenia i deklarował z całkowitą otwartością możliwość osiągnięcia swoich politycznych celów przy pomocy siły.

Polityczny program burżuazyjnych partii opierał się na przeszłości do tego stopnia, że był nie do pogodzenia ze sprawami nowego państwa, jakkolwiek celem tych partii był udział – o ile byłoby to możliwe w nowej rzeczywistości politycznej. Ale ich jedyną bronią były, tak jak przedtem, słowa, i tylko słowa.

Jedynymi organizacjami, które w tym czasie miały siłę i odwagę przeciwstawić się marksizmowi i masom, które on podburzał, był Wolny Korpus, następnie organizacje samoobrony i Einwohnerwehr, a w końcu związki broniące tradycji.

Sukces marksizmu narodził się z wzajemnego oddziaływania politycznej determinacji i bezlitosnej siły. Tym, co obrabowało nacjonalistyczne Niemcy z każdej praktycznie nadziei kształtowania niemieckiego rozwoju, był brak określonej współpracy bezwzględnej siły z polityczną inspiracją.

Wszystkie inspiracje „nacjonalistyczne” tych partii były za słabe, aby uzyskać poparcie przez walkę, a już z pewnością nie na ulicach. Całą siłę skupiały stowarzyszenia obronne i panowały na ulicach, ale brakowało im politycznych idei czy celów, dla których ich moc mogłaby zostać użyta z korzyścią dla nacjonalistycznych Niemiec.

Jedynie Żyd odnosił błyskotliwy „sukces w szerzeniu koncepcji o niepolitycznym charakterze” stowarzyszeń obronnych w swojej prasie tak, jak w polityce zawsze sprytnie podkreślał „czysto intelektualny” charakter walki. Siły rewolucyjne nie miały szans na zbudowanie nowej tradycji. W rzeczywistości autorytet tradycji już nie istniał. Rozpad starego imperium i zniszczenie symboli jego poprzedniej świetności gwałtownie rozdarły tradycję, co było ciężkim ciosem dla władzy państwowej .

Drugi filar autorytetu państwa – siła – też nie istniał. Aby rewolucja odniosła całkowity sukces, zdezorganizowano siłę i moc państwa, to znaczy jego armii: mało tego, jej przywódcy nawet zostali zobowiązani do użycia obdartych okruchów armii, jako siły walczącej na rzecz rewolucji. Władza nie mogła w żaden sposób szukać poparcia w tych buntowniczych tłumach żołnierzy, traktujących służbę wojskową jako ośmiogodzinny dzień pracy. W ten sposób drugi element zapewniający bezpieczeństwo władzy został odebrany i rewolucja aktualnie nie posiadała żadnego, poza prawdziwym społecznym poparciem, z którym chciała zbudować swój autorytet.

Każdy naród można podzielić na trzy klasy: na jednym końcu będą najlepsi ludzie narodu, dobrzy w sensie każdej cechy i szczególnie cenieni za odwagę i gotowość poświęcania się, na drugim końcu najgorsze męty ludzkości, złe w sensie samolubstwa i zdeprawowania.

Pomiędzy tymi dwoma skrajnościami znajduje się trzecia klasa, szeroka średnia warstwa, w której nie ma ducha ani dla dobrego, ani dla złego.

Brak nowej i wielkiej idei we wszystkich czasach oznacza brak walczącej siły. Przekonanie, że istnieje prawo do użycia ,broni nawet najbardziej brutalnej, zawsze idzie w parze z fanatyczną wiarą, że nowy i zrewolucjonizowany porządek musi zwyciężyć na świecie.

Ruch, któremu nie udaje się walczyć o takie wzniosłe ideały i cele, nigdy nie będzie konsekwentny.

Rewolucja francuska odkryła sekret sukcesu w stworzeniu nowej, wielkiej idei. To samo było z rewolucją rosyjską, a faszyzm czerpał swoją siłę jedynie z idei podporządkowania całego narodu procesowi całkowitej odnowy z bardzo dobrymi wynikami dla tego narodu.

Kiedy Reichswehra została sformowana i skonsolidowana, marksizm stopniowo odzyskiwał siłę konieczną dla poparcia swojej władzy: zaczął konsekwentnie od odrzucenia niebezpiecznie wyglądających nacjonalistycznych stowarzyszeń obronnych, opierając się na założeniu, że są już niepotrzebne.

Utworzenie Narodowosocjalistycznej Niemieckiej Partii Robotniczej było pierwszym znakiem ruchu, który nie dążył tak jak partie burżuazyjne do mechanicznego odtworzenia przeszłości, ale żądał utworzenia organicznie nacjonalistycznego państwa w miejsce obecnego, bezsensownego mechanizmu państwowego. Dzięki swojemu przekonaniu o fundamentalnej ważności nowej doktryny – młody ruch naturalnie uważał, że należy ponieść każdą ofiarę, aby osiągnąć ten cel.

Zdarzało się w historii świata, że okres terroru oparty na teorii światopoglądowej nie był przerwany przez zmianę rządów, ale torował drogę do nowej, innej teorii światopoglądowej, równie śmiałej i zdeterminowanej. To może ranić uczucia przywódców krajów pełniących oficjalne stanowiska, ale me zmieni to faktów.

Państwo jest opanowane przez marksizm. Wiedząc, że poddało się bezwarunkowo marksizmowi dziewiątego listopada 1918 roku, musimy zdawać sobie sprawę, że nie powstanie ono nagle jutro, aby go pokonać; i.:) . wprost przeciwnie – burżuazyjne prostaczki, które zajmują ministerialne fotele, już paplają o konieczności niepodejmowania akcji przeciwko robotnikom i pokazują, że dzięki „robotnikom” oni rozumieją marksizm.

Opisałem już historię utworzenia dla praktycznych celów naszego młodego ruchu zespołu służącego ochronie spotkań i przyjmowaniu stopniowo przez niego charakteru trzonu oddziałów utrzymujących porządek, a który niecierpliwie oczekiwał na zmianę kształtu organizacyjnego.

W tym czasie grono to pełniło funkcję straży na spotkaniach. Jego pierwsze zadania były ograniczone do umożliwienia spotkań, które w przeciwnym razie byłyby przerywane przez naszych oponentów. Ci mężczyźni byli przygotowywani do ataku nie dlatego, żeby ich ideałem była gumowa pałka, jak głosiły to niemądre niemieckie nacjonalistyczne koła, ale dlatego, że zdawali sobie sprawę, iż nie ma szans na realizację ideałów, jeżeli ich obrońca został zdzielony jedną z nich: rzeczywiście nierzadko zdarzało się w historii, że najwięksi przywódcy kończyli z ręki jakiegoś nieznaczącego niewolnika. Członkowie naszych oddziałów nie uważali przemocy za swój cel, pragnęli tylko bronić tych, którzy głosili wielkie, szczytne ideały opanowania przez przemoc. Zdawali sobie sprawę, że nie było ich obowiązkiem bronić państwa, które nie chroniło narodu, ale byli wszędzie, gdzie trzeba było bronić naród przed tymi, którzy grozili zniszczeniem i narodu, i państwa. Szturmowy oddział – jak ich nazwano – jest niczym innym, jak tylko jedną z sekcji ruchu, podobnie jak propaganda, prasa, instytut naukowy itp., są po prostu sekcjami Partii.

Idea, będąca podstawą utworzenia oddziału szturmowego, łącznie z intensywnym treningiem cielesnym zmierzała do przekształcenia go w całkowicie przekonanego obrońcę narodowosocjalistycznej idei i do doskonalenia jego dyscypliny.

 

Nie miał on nic wspólnego z żadną organizacją obronną w pojęciu burżuazyjnym ani z żadną tajną organizacją. Miałem ważny powód, aby zabezpieczyć się w tym czasie przed przekształceniem oddziału szturmowego Narodowosocjalistycznej Niemieckiej Partii Robotniczej w tak zwane stowarzyszenie obronne. Obrona narodu nie może być przeprowadzona przez prywatne stowarzyszenie obronne, jeżeli nie jest popierana przez wszystkie siły w państwie. Zupełnie nie może wchodzić w rachubę tworzenie organizacji pozbawionej militarnej wartości dla określonego celu, opierającej się tylko na tak zwanej „ochotniczej dyscyplinie”. Brakowało podstawy dyscypliny wymuszającej wykonywanie rozkazów, a mianowicie możliwości wymierzania kar. Na wiosnę 1919 roku już było możliwe utworzenie „ochotniczych oddziałów”, ponieważ większość mężczyzn walczyła na froncie i przeszła przez szkołę starej armii. Tego ducha całkowicie brakuje w organizacjach obronnych dzisiaj.

Nawet jeśli przyjąć, że mimo wszystkich trudności, powiodło się niektórym stowarzyszeniom przemienić określoną liczbę Niemców w mężczyzn, wiernych w sentymencie i sprawnych w ćwiczeniach cielesnych i wojskowych, wynik i tak musi być zerowy w państwie, które nie pragnie utworzenia takiej siły i które faktycznie nie znosi idei, ponieważ jest ona zwykle niezgodna ze skrytymi celami jego przywódców sprzedawczyków państwa.

Dzisiaj ma miejsce taki przypadek. Czyż nie jest absurdalne zadanie rządu polegające na wyszkoleniu dziesięciu tysięcy mężczyzn w specjalny sposób, skoro kilka lat wcześniej to samo państwo niegodziwie poświęciło osiem i pół miliona wysoko wyszkolonych żołnierzy i nie tylko nie miało planów dotyczących ich dalszego wykorzystania, ale na znak wdzięczności dla ich poświęceń wystawiło ich na światową nienawiść?

Czy oczekuje się, że żołnierze będą szkoleni dla reżimu, który oczernił i splunął na najwspanialszych żołnierzy, zdarł ich medale i odznaczenia, podeptał ich sztandary i odrzucił z pogardą ich osiągnięcia? Czy ten reżim państwowy kiedykolwiek uczynił jakiś krok w kierunku zwrócenia honoru starej armii lub w kierunku postawienia do odpowiedzialności tych, którzy ją zniszczyli i zelżyli? Ani jednego kroku! Wprost przeciwnie, tych ostatnich można zobaczyć na najwyższych stanowiskach w państwie. I jeszcze powiedzieli w Lipsku: „Prawo idzie z siłą”. Ponieważ jednak siła dzisiaj jest w rękach tych ludzi, którzy wzniecili rewolucję, a ta rewolucja uosabia najnikczemniejszą zdradę kraju, najbardziej łajdacki akt w całej niemieckiej historii, nie będzie z pewnością powodu, dla którego siła tego rządu powinna być wzmocniona przez utworzenie młodej, nowej armii. Sprzeciwia się temu całe sensowne rozumowanie.

Jeżeli państwo w obecnym kształcie przyjęłoby system wyszkolonych band obronnych, to on nigdy nie mógłby być zastosowany do obrony narodowych interesów poza krajem, ale mógłby być użyty wewnątrz kraju dla chronienia ciemiężców narodu przed gniewem zdradzonego i przehandlowanego narodu, który mógłby pewnego dnia powstać w gniewie.

Z tego powodu nie pozwolono naszym szturmowym oddziałom mieć cokolwiek wspólnego z wojskową organizacją. Były one jedynie instrumentem służącym chronieniu i szkoleniu Narodowosocjalistycznego Ruchu i ich zadania zmierzały w całkiem innym kierunku, niż tego tak zwanego Obronnego Stowarzyszenia.

Nie reprezentowały także tajnej organizacji. Cele tajnych organizacji mogą być tylko nielegalne.

To, czego potrzebowaliśmy wtedy i potrzebujemy teraz, to nie setka czy dwie upartych konspiratorów, ale setki tysięcy i powtórnie setki tysięcy fanatycznych bojowników o nasz światopogląd.

Praca ta musi być wykonana nie na tajnych zebraniach, ale przez mocne, masowe uderzenie. Droga dla ruchu nie może być oczyszczona za pomocą sztyletu, trucizny czy pistoletu, ale przez zdobycie człowieka z ulicy.

Musimy zniszczyć marksizm tak, aby uzyskana w przyszłości kontrola ulicy spoczęła w rękach narodowego socjalizmu.

Tajna organizacja niesie z sobą jeszcze inne niebezpieczeństwo: jej członkowie często nie potrafią całkowicie zrozumieć wielkości zadania i są skłonni wyobrażać sobie, że sukces narodowej sprawy może być zagwarantowany całkowicie i natychmiast za pomocą pojedynczego morderstwa. Taka myśl może znaleźć historyczne usprawiedliwienie w tych przypadkach, w których cierpienia narodu spowodowane były tyranią niektórych utalentowanych ciemiężców.

W latach 1919 i 1920 istniało niebezpieczeństwo, że członkowie tajnych organizacji, zachęceni przez wielkie przykłady w historii i porwani przez ogrom nieszczęścia narodu, mogą próbować wziąć odwet na sprzedawczykach kraju, wierząc, że w ten sposób położą kres nieszczęściu narodu. Wszystkie takie próby były czystym szaleństwem, ponieważ zwycięstwo marksistowskie nie było wynikiem nadzwyczajnego geniuszu jakiegoś wybitnego indywidualnego przywódcy, ale bezmiernej nieudolności i tchórzostwa burżuazyjnego świata.

Jeżeli zatem oddział szturmowy nie może być ani militarną organizacją, ani tajnym stowarzyszeniem, musi być rozwinięty według następujących zasad:

  1. Jego szkolenie nie może być przeprowadzone na zasadach wojskowych, ale pod
    kątem tego, co jest korzystne dla partii. Rozumiejąc, że członkowie jego oddziałów muszą
    być sprawni fizycznie, należy przywiązywać wagę nie do musztry, ale do ćwiczeń
    sportowych. ja zawsze uważałem boks i ju-jitsu za bardziej ważne niż mierne ćwiczenia w
    strzelaniu.
  2. Aby powstrzymać oddział szturmowy przed przyjmowaniem jakiegokolwiek
    charakteru tajności, jego ubiór musi być powszechnie rozpoznawany, znaczenie jego pozycji
    powinno mu wskazywać drogę najbardziej użyteczną dla ruchu i ta droga musi być
    powszechnie znana. Jemu nie wolno działać za pomocą tajnych Środków.
  3. Budowa i organizacja oddziału szturmowego nie może być kopią starej armii, ubiór
    i wyposażenie musi być dobrane tak, aby odpowiadało zadaniom, jakie on ma przed sobą.

Były trzy wydarzenia, które wywarły wpływ na późniejszy rozwój oddziału szturmowego.

  1. Wielka powszechna demonstracja zorganizowana przez wszystkie patriotyczne towarzystwa późnym latem 1922 roku na Konigsplatz w Monachium przeciwko prawu do obrony Republiki. Pochód partii, w którym narodowosocjalistyczny ruch wziął udział, był prowadzony przez sześć kompanii z Monachium, po których następowały sekcje partii politycznej. Ja sam osobiście miałem zaszczyt przemawiać do tłumu, który liczył około sześćdziesięciu tysięcy ludzi, jako jeden z mówców. Przygotowania zostały uwieńczone ogromnym sukcesem, ponieważ pomimo wszystkich gróźb ze strony czerwonych udowodniono po raz pierwszy, że nacjonalistyczne Monachium było zdolne maszerować ulicami.
  2. Wyprawa do Coburgu w październiku 1922 roku. Pewne „nacjonalistyczne” towarzystwa zdecydowały, aby odbyć „Niemiecki Dzień” w Coburgu. Zostałem zaproszony do wzięcia udziału, z rekomendacją, aby przyprowadzić kilku swoich przyjaciół ze sobą. Zabrałem ośmiu mężczyzn z oddziału szturmowego, żeby pojechali ze mną specjalnym pociągiem do tego miasta, które stało się częścią Bawarii.

Na stacji w Coburgu zostaliśmy powitani przez delegację organizatorów „Niemieckiego Dnia”, którzy oświadczyli, że ustalono – na polecenie miejscowych związków zawodowych, tj. Niezależnej i Komunistycznej Partii – że nie powinniśmy wchodzić do miasta z powiewającymi flagami i grającą orkiestrą (mieliśmy orkiestrę składającą się z czterdziestu dwóch muzyków) i nie powinniśmy maszerować w zwartych szeregach.

Odrzuciłem te skandaliczne warunki natychmiast i nie omieszkałem wyrazić tym gentlemanom, którzy zorganizowali ten dzień, mojego zdziwienia z faktu negocjowania i szukania porozumienia z takimi ludźmi i oświadczyłem, że oddział szturmowy będzie natychmiast maszerował w szyku kompanii do miasta z powiewającymi flagami i orkiestrą.

Na dziedzińcu stacyjnym zostaliśmy powitani przez wrzeszczący tłum, liczący wiele tysięcy ludzi. „Mordercy, „bandyci”, „zbóje”, „kryminaliści” – były pieszczotliwymi epitetami, którymi ci wzorowi założyciele Republiki Niemieckiej obsypywali nas. Młody oddział szturmowy utrzymywał doskonały porządek. Przemaszerowaliśmy na dziedziniec Hofbrauhausheller w centrum miasta. Aby zapobiec podążaniu tłumu za nami, policja zamknęła bramy dziedzińca. Jako że było to nie do zniesienia, zażądałem, aby policja otworzyła bramy. Po długim wahaniu wyrazili zgodę. Przemaszerowaliśmy z powrotem przez ulicę, doszliśmy do naszych kwater i tam w końcu stanęliśmy naprzeciw tłumu. Przedstawiciele prawdziwego socjalizmu, równości i braterstwa zabrali się do rzucania kamieniami. Nasza cierpliwość wyczerpała się i uderzaliśmy w prawo i w lewo przez dziesięć minut. K wad ran s później nie można było już zobaczyć czerwonych na ulicach.

Do ponownych starć doszło podczas nocy. Patrole oddziału szturmowego przychodziły z pomocą narodowym socjalistom, którzy byli atakowani pojedynczo i znajdowali się w opłakanym stanie. Z wrogiem rozprawiono się szybko. Do następnego ranka czerwony terror, pod którym Coburg znajdował się przez lata, został złamany.

Następnego dnia wymaszerowaliśmy na plac, gdzie oznajmiono, że ma się odbyć demonstracja dziesięciu tysięcy „robotników”. Zamiast jednak dziesięciu tysięcy, jak głoszono, obecnych było tylko kilkuset, którzy zachowywali się cicho, kiedy zbliżaliśmy się.

Tu i tam grupy czerwonych złożone z tych, którzy doszli z zewnątrz i jeszcze nas nie znali, próbowały wzniecić sprzeczki, ale szybko straciły na to ochotę. Stało się oczywiste, że ludność, która przez długi okres czasu była okropnie zastraszana, teraz powoli budziła się i nabierała odwagi, aby nas pozdrawiać okrzykami, a kiedy odjeżdżaliśmy wieczorem, pozdrawiano nas spontanicznie.

Nasze doświadczenia w Coburgu wykazały, jak zasadniczą sprawą jest wprowadzenie stałego umundurowania dla oddziału szturmowego, nie tylko w celu wzmocnienia „ducha ciała”, ale także, aby uniknąć zamieszania i pomyłek w rozpoznawaniu ludzi występujących przeciwko niemu. Do tego czasu oddział szturmowy nosił tylko opaski, ale od tej chwili dodano koszule i dobre, znane czapki.

Nauczyliśmy się także, jak ważne jest występowanie według regularnego planu we wszystkich miejscach, w których czerwony terror od wielu lat powstrzymywał od odbywania jakichkolwiek spotkań tych, którzy myśleli inaczej, i ustanowienie wolności zgromadzeń.

  1. W marcu 1923 roku miało miejsce wydarzenie, które zmusiło mnie do zmiany trybu postępowania ruchu i wprowadzenia reorganizacji. We wczesnym okresie tego roku Ruhra była okupowana przez Francuzów i miało to odpowiednio wielkie znaczenie w rozwoju oddziału szturmowego. .

Okupacja Ruhry, która nie była dla nas zaskoczeniem, rozbudziła nadzieję na zakończenie naszej tchórzliwej polityki poddania i na wykorzystanie obronnych stowarzyszeń. Podobnie było z oddziałem szturmowym, który skupiał kilkanaście tysięcy silnych, młodych mężczyzn i nie powinien być pozbawiony udziału w narodowej służbie. W ciągu wiosny i lata 1923 roku przekształcił się on w walczącą wojskową organizację. Od tego w większej części zależał później s z y , dotyczący naszego ruchu rozwój wydarzeń podczas tego roku.

 

Na pierwszy rzut oka wydarzenia końca 1923 roku mogły napawać wstrętem, lecz kiedy patrzyło się na nie z wyższej płaszczyzny, trzeba było uznać je za konieczne, ponieważ zakończyły one za jednym zamachem przekształcanie się oddziału szturmowego, który obecnie szkodzi ruchowi. W tym samym czasie wydarzenia te otworzyły możliwość zrekonstruowania spraw, dla których zmieniliśmy wcześniej obrany kurs.

W 1925 roku Narodowosocjalistyczna Niemiecka Partia Robotnicza została powtórnie założona i musi ona zrekonstruować i zorganizować swój oddział szturmowy na zasadach wspomnianych na początku. Musi powrócić do pierwotnych, zdrowych zasad i musi uważać za swój najwyższy obowiązek przekształcenie oddziału szturmowego w narzędzie służące obronie i wzmocnieniu walki o światową teorię ruchu.

Nie można pozwolić, aby oddział szturmowy zszedł do poziomu tajnej organizacji: trzeba raczej podjąć kroki, aby uczynić z niego strażnika stu tysięcy mężczyzn dla narodowosocjalistycznej, a przez to głęboko nacjonalistycznej idei.

 

ROZDZIAŁ X Pozorny federalizm

Zimą 1919 roku, a jeszcze bardziej na wiosnę i latem 1920 roku młoda partia została zobowiązana do zajęcia stanowiska w kwestii, która pozostawała ważna nawet podczas wojny. W poprzednim rozdziale krótko opisałem zauważone przeze mnie oznaki groźby upadku Niemiec, ze szczególnym uwzględnieniem systemu propagandy prowadzonej przez Anglików, a także Francuzów, stawiającej sobie za cel rozszerzenie starej szczeliny pomiędzy północą a południem Niemiec.

Na wiosnę 1915 roku po raz pierwszy pojawił się, uważany za jedyną przyczynę wojny, cykl artykułów i ulotek przeciwko Prusom. Był on rozwijany i doskonalony w przebiegły i niegodziwy sposób aż do 1918 roku. Liczono na najniższe instynkty ludności i zaczęto podburzanie Niemców z południa przeciwko Niemcom z północy. Na owoce tej agitacji nie trzeba było długo czekać. Można wiele zarzucić przywódcom zarówno w rządzie, jak i w armii (szczególnie armii bawarskiej); nie mogą oni zrzucić z siebie winy za niepowodzenia, za kryminalną ślepotę i niedbalstwo oraz za brak odpowiedniej determinacji do podjęcia właściwych kroków, aby temu zapobiec. Nic nie zostało zrobione! Wprost przeciwnie, niektórzy z nich wydawali się obserwować to, co się dzieje, bez większej irytacji i możliwe, że byli za mało inteligentni, aby wyobrazić sobie, że taka propaganda może nie tylko wbić klin w zjednoczenie narodu niemieckiego, ale nawet wzmocnić automatycznie siły federacji. Rzadko kiedy w historii takie paskudne zaniedbanie zostało ciężej ukarane. Osłabienie, jakiego doznały Prusy, zaatakowało całe Niemcy. Przyśpieszyło to upadek, który nie tylko zrujnował same Niemcy, ale z całą pewnością wszystkie poszczególne państwa.

 

W mieście, w którym sztucznie podniecana nienawiść przeciwko Prusakom szalała najbardziej gwałtownie, bunt przeciwko panującemu „domowi” był początkiem rewolucji.

Błędem byłoby wyobrażać sobie, że jedynie wroga propaganda była odpowiedzialna za antypruskie nastawienie. Metody stosowane przez naszych organizatorów wojny, którzy zebrali i oszukali całe cesarstwo w całkowicie obłędny system centralizmu w Berlinie, były główną przyczyną antypruskiego nastawienia.

Żyd był zbyt przebiegły, aby nie zdawać sobie sprawy, że ta nikczemna kampania plądrowania, którą on zorganizował przeciwko narodowi niemieckiemu pod płaszczykiem stowarzyszeń wojny, z pewnością spowoduje powstanie opozycji. Tak długo, jak nie rzucała się ona do jego własnego gardła, nie miał powodu, aby się jej obawiać. Potem przyszło mu do głowy, że nie może być lepszej metody odwrócenia powstania mas doprowadzonych do desperacji i rozdrażnienia, niż pozwolić, aby ich gniew wybuchł i wyładował się w całkiem innym kierunku.

Wtedy przyszła rewolucja.

Międzynarodowy Żyd, Kurt Eisner, zaczął napuszczać Bawarię na Prusy. Przemyślnie kierując rewolucyjny ruch w Bawarii przeciwko reszcie Rzeszy, nie działał bynajmniej w interesie Bawarii, ale jako członek upoważniony do takiego działania przez Żydów. wykorzystał istniejące w Bawarii instynkty i niechęci, aby przy ich pomocy dokonać rozbioru Niemiec. Rzesza raz położona w gruzach stałaby się łatwym łupem bolszewizmu.

Zręczność bolszewickich agitatorów w przedstawianiu zawczasu ewentualności wyzwolenia, kładącego kres komunistycznym republikom w wyniku zwycięstwa pruskiego militaryzmu nad antymilitarystycznymi i antypruskimi elementami, przyniosła bogate owoce.

Warto zauważyć, że chociaż w czasie wyborów do Bawarskiego Zgromadzenia Ustawodawczego, Kurt Eisner nie miał dziesięciu tysięcy zwolenników w Monachium, a Komunistyczna Partia poniżej trzech tysięcy, to po upadku komunistycznej republiki te dwie partie połączyły się razem i liczyły prawie sto tysięcy członków.

Myślę, że nigdy w moim życiu nie zaznałem bardziej niepopularnej roboty niż wtedy, gdy sprzeciwiałem się antypruskiemu podżeganiu. W Monachium podczas na wpół komunistycznego okresu miało miejsce pierwsze masowe spotkanie, na którym nienawiść przeciwko reszcie Niemiec, szczególnie Prusom, została doprowadzona do takiej gorączki szaleństwa, że jeżeli Niemiec z północy brał udział w spotkaniu, to ryzykował swoim życiem. Te demonstracje zwykle kończyły się dzikimi okrzykami w rodzaju: „precz z Prus”, „precz z Prusami”, ” wojna przeciw Prusom”, uczucie to podsumowane zostało w niemieckim Reichstagu przez wspaniałego obrońcę interesów suwerenności Bawarii w okrzyku bitewnym: „Raczej umrzeć jako Bawarczyk, niż gnić jako Prusak”.

Walka, którą rozpocząłem na początku sam, a później kontynuowałem z poparciem moich towarzyszy wojennych, była prowadzona przez młody ruch, mogę tak rzec, prawie jak święty obowiązek. Jestem dumny, mogąc powiedzieć dzisiaj, że my – polegając prawie wyłącznie na naszych zwolennikach w Bawarii – byliśmy odpowiedzialni za położenie, powoli, ale skutecznie, kresu kombinacji szaleństwa i zdrady.

Jest oczywiste, że agitacja przeciwko Prusom nie miała nic wspólnego z federalizmem. Federacyjne działania są najbardziej nieodpowiednie, kiedy ich przedmiotem jest rozerwanie czy rozebranie na części innej konfederacji. Dla prawdziwego federalisty, dla którego koncepcja cesarstwa Bismarcka jest nie tylko pustym frazesem, byłoby nie do pomyślenia żądać odejścia części pruskiego państwa, które zostało stworzone i udoskonalone przez Bismarcka, czy też publicznie popierać takie separatystyczne dążenia.

Jest to tym bardziej niewiarygodne, gdyż walka prowadzona przez tych federalistów była skierowana przeciwko temu elementowi w Prusach, który w najmniejszym stopniu mógł być uważany za związany z listopadową demokracją.

Ich oszczerstwa i ataki nie były wymierzone przeciw ojcom konstytucji weimarskiej, którzy składali się głównie z południowych Niemców i Żydów, ale przeciw przedstawicielom starych, konserwatywnych Prus przeciwnikom konstytucji weimarskiej .

Nie powinniśmy się czuć zaskoczeni, że byli oni szczególnie ostrożni w sprawie występowania przeciw Żydom. Być może jest to klucz do rozwiązania całej zagadki. Celem Żyda było podburzanie „narodowych” elementów w Niemczech przeciwko sobie – postawienie konserwatywnej Bawarii przeciwko konserwatywnym Prusom i to mu się powiodło.

W zimie 1918 roku antysemityzm zaczął się rozprzestrzeniać w całych Niemczech. Żyd wrócił do swoich starych metod. Z zadziwiającą szybkością rzucił jabłko niezgody w popularny ruch i zaczął świeże rozdarcie.

Postawienie problemu alpejskiego i wynikające z tego spory, które mu towarzyszyły, były jedyną możliwością zwrócenia uwagi ogółu na inne problemy po to, aby powstrzymać skoncentrowany atak na Żydów. Ludzie, którzy zarazili nasz naród takim problemem, nigdy nie mogą naprawić zła, jakie mu wyrządzili. Żydowi z pewnością powiodło się w jego zamiarze jest zachwycony widząc katolików i protestantów walczących z sobą. Wróg ludności aryjskiej i całego chrześcijaństwa śmieje się w kułak.

Dwa kościoły chrześcijańskie patrzą obojętnymi oczami na to skażenie i zepsucie szlachetnej i jedynej egzystencji nadanej przez szczodrość Bożą na tej ziemi .Jakkolwiek dla przyszłości świata nie jest ważne, czy protestancki, ale czy aryjski człowiek przetrzyma, czy wymrze.

Dzisiaj jeszcze te dwa wyznania nie walczą przeciw niszczycielowi arian, ale próbują unicestwić się wzajemnie.

 

W Niemczech nie jest dozwolone prowadzenie walki przeciwko ultramontaizmowi czy klerykalizmowi, jak to mogłoby mieć miejsce w czysto katolickich państwach, chociaż protestanci z pewnością braliby w tym udział. Obrona, którą katolicy w innych krajach podjęliby przeciwko atakom o charakterze politycznym na swoich religijnych przywódców, w Niemczech natychmiast przybrałaby formę ataku protestantyzmu przeciwko katolicyzmowi.

Zresztą fakty przemawiają same za siebie. Ludzie, którzy w 1924 roku nagle odkryli, że główną misją nacjonalistycznego ruchu była walka przeciwko „ultramontaizmowi” – nie zdołali go przełamać, ale powiodło im się rozłamanie ruchu nacjonalistycznego. Muszę ostrzec, gdyby przypadkiem jakiś niedojrzały umysł w nacjonalistycznym ruchu wyobrażał sobie, że może zrobić to, czego Bismarck nie był w stanie dokonać. Głównym obowiązkiem tych, którzy prowadzą narodowosocjalistyczny ruch, jest całkowite przeciwstawienie się każdej próbie świadczenia przez ich ruch na rzecz takiej walki i wykluczenie od razu z jego szeregów tych, którzy prowadzą w tym celu propagandę. Ściśle mówiąc, odnosiliśmy w tym nieprzerwane sukcesy przez całą jesień 1923 roku. Żarliwi protestanci mogli stać ramię w ramię z żarliwymi katolikami w naszych szeregach bez najmniej szych niepokojów sumienia związanych z ich religijnymi przekonaniami.

Państwa republiki amerykańskiej nie stworzyły związku, ale to związek stworzył większość z tych tak zwanych stanów. Te bardzo wszechstronne prawa przyznane różnym terytoriom wyrażają nie tylko podstawowy charakter tego związku państw ale są w harmonii z rozległością terenu, który zajmują, dochodząc prawie do rozmiarów kontynentu.

 

Tak więc do państw związku amerykańskiego nie można odnosić się tak jak do państw mających suwerenność państwową, ale jak do korzystających z praw czy może lepiej, przywilejów określonych i zagwarantowanych przez Konstytucję.

Jednakże w Niemczech poszczególne państwa były pierwotnie suwerennymi i z nich zostało utworzone cesarstwo. Ale utworzenie cesarstwa nie było wynikiem wolnej woli i jednakowej współpracy poszczególnych państw, ale tego, że Prusy osiągnęły hegemonię nad innymi. Wielka różnica w wielkości terytoriów pomiędzy państwami niemieckimi, sama w sobie nie umożliwia jakiegokolwiek porównania ze związkiem amerykańskim.

Ponadto, różnica w wielkości pomiędzy najmniejszym z nich, a większym czy może raczej największym ukazuje nierówność osiągnięć i udziału w tworzeniu cesarstwa i formowaniu konfederacji państw.

Nie można utrzymywać, że większość państw kiedykolwiek naprawdę cieszyła się prawdziwą „suwerennością”.

Prawa suwerenności, z których zrezygnowały państwa, aby utworzyć cesarstwo, zostały oddane w bardzo małym stopniu z ich własnej woli.

W większości przypadków albo one nie istniały, albo po prostu zostały utracone pod naciskiem przeważającej siły Prus.

Reguła, według której postępował Bismarck, polegała na tym, aby nie dawać państwu po prostu tego, co zostało zabrane mniejszym państwom, ale żądać od państw tego, czego cesarstwo bezwzględnie potrzebowało. jest jednak całkowitym błędem przypisywać decyzję Bismarcka przekonaniu (jeżeli o niego chodzi), że państwo w ten sposób nabywało wszystkie prawa suwerenności, których potrzebowałoby przez cały czas; wprost przeciwnie – on miał na myśli pozostawienie dla przyszłości tego, co byłoby ciężko uzyskać w Ówczesnej chwili. I suwerenność Rzeszy faktycznie ciągle rosła kosztem poszczególnych państw.

Wraz z upływem czasu zostało osiągnięte to, czego pragnął Bismarck.

Upadek niemiecki i rozbicie monarchistycznej formy państwa z konieczności przyśpieszyło te wydarzenia. Ta sama przyczyna zadała ciężki cios federacyjnemu charakterowi Rzeszy; jeszcze cięższy cios został zadany poprzez przyjęcie zobowiązań wynikających z „pokojowego” traktatu.

Było to zarówno naturalne, jak i oczywiste, że kraje straciły kontrolę nad swymi finansami i musiały zrezygnować z tego na rzecz Rzeszy od chwili, kiedy Rzesza -przegrawszy wojnę – została poddana finansowym zobowiązaniom, co do których nigdy nie sądzono, że będą pokrywane przez wkłady poszczególnych państw. Dalsza decyzja, która doprowadziła do tego, że Rzesza przejęła kolej i usługi pocztowe, była koniecznym i postępowym krokiem w stopniowym ujarzmianiu rannego narodu – zgodnie z traktatem pokojowym.

Cesarstwo Bismarcka było wolne i niezwiązane. Nie było obciążone przez całkowicie nieproduktywne finansowe zobowiązania, takie jak obecnie Niemcy Dawes’a muszą dźwigać na swoim grzbiecie. jego wydatki sprowadzały się do kilku absolutnie koniecznych pozycji o krajowej ważności. Było ono dlatego zdolne dobrze działać bez finansowej supremacji i żyć za pieniądze wnoszone przez prowincje. I naturalnie fakt, że państwa zachowały swoje prawa suwerenności i musiały stosunkowo niewiele płacić cesarstwu, dawał im satysfakcję, że są członkami cesarstwa. Ale jest zarówno niewłaściwe, jak i nieuczciwe chcieć robić propagandę z założenia, że jakiekolwiek istniejące niezadowolenie było przypisywane wyłącznie finansowej nieudolności, na którą cierpiały państwa w rękach cesarstwa. Nie, to z pewnością nie był powód. Zanik radości w zamyśle cesarstwa nie powinien być przypisywany utracie praw suwerenności, ale jest raczej rezultatem sposobu (dość marnego ), w jaki niemiecki naród był wtedy reprezentowany przez swoją Rzeszę.

Dlatego Rzesza jest dzisiaj zmuszona dla samoprzetrwania uszczuplać coraz bardziej suwerenne prawa poszczególnych państw, nie tylko z ogólnego, naturalnego punktu widzenia, ale także dla zasady. Widząc, że wytacza ostatnie krople krwi ze swoich obywateli przez swoją politykę finansowego ucisku, musi odebrać ostatnie z ich praw, chyba że jest przygotowana oglądać, jak ogólne niezadowolenie przeradza się w rebelię.

My, narodowi socjaliści, musimy dlatego przyjąć następującą podstawową zasadę:

Potężna Rzesza Narodowa broniąca i chroniąca interesów swoich obywateli za granicą, w najszerszym tego słowa znaczeniu, jest zdolna zaoferować wolność w kraju. Wtedy nie musi się obawiać o trwałość państwa. Z drugiej strony, silny narodowy rząd może przyjąć odpowiedzialność za dwa zakusy na wolność jednostek oraz państwa – bez ryzyka osłabienia idei cesarstwa, jeżeli tylko każdy obywatel uzna, że takie środki są środkami mającymi na celu uczynienie jego narodu wielkim.

Jest faktem, że wszystkie państwa na świecie zmierzają w swej krajowej polityce w kierunku unifikacji i Niemcy również nie pozostaną poza tym dążeniem.

Jakkolwiek naturalny może się wydać problem unifikacji, szczególnie w dziedzinie komunikacji, nie zmniejsza to obowiązku narodowych socjalistów, aby występować podając, że jedynym celem tych środków jest zamaskowanie i umożliwienie prowadzenia niebezpiecznej polityki zagranicznej z silną opozycją przeciwko takiemu rozwojowi wypadków w dzisiejszej Rzeszy. Z tego właśnie powodu, że Rzesza dzisiaj proponuje przejąć w całości kolejnictwo, usługi pocztowe, finanse itd., z przyczyn, które nie stanowią wielkiej, narodowej polityki, ale aby mieć w swoich rękach środki i gwarancje dla nieograniczonego wypełniania zobowiązań, my narodowi socjaliści, musimy podjąć każdy krok, który wydaje się celowy, aby zablokować i jeżeli to możliwe, zapobiec takiej polityce.

 

Innym powodem dla przeciwstawienia się tego rodzaju centralizmowi jest to, że żydowsko-demokratyczna Rzesza, która stała się rzeczywistym przekleństwem dla narodu niemieckiego, doszukuje się nieudolnych sprzeciwów podnoszonych przez państwa, które nie są tak daleko nasycone duchem wieku, aby je ukazać, a następnie rozgniatać 1e do tego momentu, aż staną się całkowicie nieważne.

Nasze stanowisko ma zawsze odzwierciedlać wielką narodową politykę i nigdy nie może być wąskie czy partykularne.

To ostatnie spostrzeżenie jest konieczne, żeby nasi stronnicy nie wyobrażali sobie, że my, narodowi socjaliści, myślimy zaprzeczać prawu przyjmowania wyższej suwerenności przez Rzeszę od pozostałych państw. Nie powinno i nie mogło być żadnej wątpliwości dotyczącej tego prawa. Ponieważ dla nas państwo samo w sobie jest tylko formą, podczas gdy zasadnicze jest to, co się na nie składa, mianowicie naród, ludzie – i musi być oczywiste, że wszystko powinno być podporządkowane narodowym interesom, a w szczególności nie możemy pozwolić Żadnemu pojedynczemu państwu w obrębie narodu i Rzeszy (która reprezentuje naród), aby korzystało z niezależnej politycznej suwerenności jako państwo. Potworność pozwalająca państwom konfederacji utrzymywać poselstwa za granicą musi być i będzie powstrzymywana. Tak długo, jak to jest możliwe, nie mamy prawa się dziwić, że obcokrajowcy wątpią w stabilność struktury naszej Rzeszy i odpowiednio to oceniają.

Ważność poszczególnych państw będzie w przyszłości wynikać bardziej ze stanu ich kultury. Monarcha, który robił bardzo wiele dla reputacji Bawarii, nie był zawziętym partykularystą z antyniemieckimi sentymentami, tak bardzo stał po stronie większych Niemiec, jak po stronie sztuki – to Ludwik I.

Armia musi być całkowicie pozbawiona wpływów poszczególnych państw. Nadchodzące państwo narodowosocjalistyczne nie może popełniać błędu przeszłości zmuszając armię do podejmowania zadania, które nie jest i nigdy nie powinno być jej przypisane. Armia niemiecka nie jest po to, aby kontrolować szkoły w celu utrzymywania partykularyzmów, ale raczej, aby uczyć wszystkich Niemców rozumieć i zgadzać się wzajemnie. Wszystko to, co zmierza w narodowym życiu do podziałów, musi być przekształcone przez armię w jednoczący wpływ. Musi wznieść każdego młodzieńca ponad wąski horyzont jego własnego, małego kraju i znaleźć mu własne miejsce w niemieckim narodzie. On musi nauczyć się patrzeć nie na granice swojego domu, ale swojej ojczyzny; ponieważ są to te granice, których pewnego dnia może będzie musiał bronić. Dlatego szaleństwem jest pozwalać młodemu Niemcowi przebywać w domu, lepiej pokazać mu Niemcy w czasie jego służby wojskowej. To wszystko jest bardzo istotne dzisiaj, ponieważ młodzi Niemcy nie podróżują i trzeba rozszerzyć ich horyzont tak, jak to miało miejsce dawniej.

Doktryny narodowego socjalizmu nie mają służyć politycznym interesom państw konfederacji, ale są po to, aby prowadzić niemiecki naród. Muszą określać życie całego narodu i na nowo je kształtować. Dlatego powinny stanowczo domagać się prawa do przekraczania granic nakreślonych według politycznego rozwoju wypadków, które my odrzuciliśmy.

 

ROZDZIAŁ XI Propaganda a organizacja

Propaganda musi wyprzedzać organizację i zdobywać ludzki materiał, nad którym organizacja musi pracować. Ja zawsze byłem wrogiem pośpiesznej i pedantycznej organizacji, ponieważ często prowadziło to do martwego, mechanicznego wyniku.

Z tej to przyczyny najlepiej jest stworzyć warunki, aby idea przez pewien okres była przekazywana z centrum za pomocą środków propagandy, a następnie wyszukiwać uważnie i poddawać badaniom tych przywódców, którzy zostali dzięki propagandzie wyłonieni. Często się zdarza, że mężczyźni nie wykazujący oczywistych zdolności na początku, okazują się być urodzonymi przywódcami.

Całkowicie błędne jest wyobrażenie, że znaczna ilość teoretycznej wiedzy jest koniecznym warunkiem zdolności i energii potrzebnej do przewodzenia. Bardzo często bywa na odwrót.

Wielki teoretyk rzadko jest wielkim przywódcą. Należy się spodziewać, że agitator będzie posiadał daleko więcej zdolności, niekoniecznie pożądanych u tych, którzy zajmują się wyłącznie zagadnieniami teoretycznymi. Agitator, który jest zdolny do przekazywania idei masom, musi być psychologiem, nawet jeżeli jest tylko demagogiem. On zawsze będzie lepszy jako przywódca niż teoretyk-emeryt, który nic nie wie o ludziach. Przywództwo oznacza zdolność do poruszania tłumów ludzi. Talent do tworzenia idei nie ma nic wspólnego ze zdolnością do przywództwa. Połączenie teoretyka, organizatora i przywódcy w jednym człowieku jest bardzo rzadkim zjawiskiem na ziemi, ale w tym właśnie zawiera się wielkość.

Pisałem już, jaką wagę przykładałem do propagandy we wczesnym okresie ruchu. Jej funkcja polegała na zarażeniu nową doktryną małej grupki mężczyzn tak, aby ukształtować materiał, z którego później mogłyby być uformowane pierwsze elementy organizacji. W tym procesie cele propagandy daleko bardziej przewyższały cele organizacji.

Zadanie propagandy polega na pozyskaniu zwolenników idei, podczas gdy najbardziej szczerym, początkowym zajęciem organizacji musi być przekształcenie najlepszych zwolenników w aktywnych członków partii. Nie ma potrzeby, aby propaganda zajmowała się wartością każdej jednostki z grona swoich słuchaczy i oceniała ją pod kątem wydajności, zdolności, inteligencji czy charakteru, zważywszy, że zadaniem organizacji jest staranny wybór wszystkich, którzy mogą przyczynić się do triumfu ruchu.

Pierwszym zadaniem propagandy jest pozyskanie zwolenników dla powstającej organizacji; natomiast celem organizacji jest pozyskanie członków dla prowadzenia propagandy. Drugim zadaniem propagandy jest zdezorganizowanie istniejących warunków politycznych za pomocą nowej doktryny, natomiast organizacji walka o pozyskanie siły, która zapewni końcowy sukces doktryny.

Jednym z głównych celów organizacji jest troska o to, aby żadna oznaka rozbicia nie wpełzła do ruchu powodując podziały i prowadząc do osłabienia pracy ruchu; także to, żeby duch ataku nie wymarł, ale ciągle odnawiał się i umacniał. Do osiągnięcia tego celu członkostwo nie powinno być powiększane nieskończenie; ponieważ energia i śmiałość charakteryzują tylko część ludzkości, ruch, którego organizacja nie stawia barier dla jego liczebności, z konieczności któregoś dnia stanie się słaby.

Jest zatem sprawą zasadniczą dla ruchu, nawet tylko dla celu jego samozachowania, aby tak długo, jak cieszy się powodzeniem, nie zwiększał liczby swoich członków, lecz od tej właśnie chwili zachowywał największą ostrożność i tylko po dokładnym sprawdzeniu rozważył ewentualność powiększenia swojej organizacji.

Wówczas zostanie zachowane jądro ruchu świeże i zdrowe. Trzeba troszczyć się, aby to jądro utrzymywało wyłączną kontrolę ruchu, to znaczy decydowało o propagandzie, która ma prowadzić do powszechnego uznania i mając całą władzę przeprowadzało działania konieczne dla praktycznej realizacji swoich ideałów. Sprawując nadzór nad propagandą partii zachowywałem ostrożność nie tylko wtedy, gdy przygotowywałem grunt dla przyszłej wielkości ruchu, ale także wypracowując bardzo radykalne zasady zmierzające do tego, żeby tylko najlepszy materiał był wprowadzany do organizacji. Im bardziej radykalna i pasjonująca była moja propaganda, tym bardziej odstraszała słabe i niezdecydowane charaktery i zapobiegała ich przenikaniu do wewnętrznego jądra naszej organizacji. To wszystko wychodziło mu na dobre. Aż do połowy 1921 roku ta twórcza aktywność wystarczała i wychodziła ruchowi na dobre. Ale w lecie tegoż roku pewne wydarzenia uwidoczniły, że organizacja nie może dotrzymać tempa propagandzie, której sukces stopniowo stawał się coraz bardziej widoczny.

W latach 1920-1921 ruchem sterował komitet wybierany przez członków zgromadzenia. Komitet ten dość komicznie ucieleśniał właśnie tę zasadę parlamentaryzmu, przeciwko której ochoczo walczył ruch. ja odmówiłem poparcia takiemu szaleństwu i w bardzo krótkim okresie czasu zaprzestałem uczęszczać na spotkania komitetu. Robiłem propagandę na swój własny użytek i to był jego koniec; odrzucałem namowy ignorantów, którzy próbowali przekonać mnie do innego kursu. Podobnie powstrzymywałem się wraz z innymi od ingerencji w ich wydziały. Zaraz jak tylko przyjęto nowe reguły i zostałem mianowany przewodniczącym partii uzyskując tym samym konieczną władzę i prawa jej towarzyszące – wszystkie te szaleństwa natychmiast się zakończyły.

Decyzje komitetu zostały zastąpione zasadą absolutnej odpowiedzialności. Przewodniczący jest odpowiedzialny za cały nadzór nad ruchem.

Ta zasada stopniowo została uznana wewnątrz ruchu jako naturalna, przynajmniej w odniesieniu do nadzoru nad partią.

Najlepszym sposobem unieszkodliwienia komitetów i sprawienia, aby nie robiły nic poza płodzeniem niepraktycznych zaleceń – było zaprzęgnięcie ich do pewnej rzeczywistej roboty. To śmieszne widzieć, jak członkowie cicho znikają i nagle nie można ich nigdzie znaleźć! Przypominało mi to naszą wielką instytucję podobnego rodzaju – Reichstag. Jak on szybko rozleciałby się, gdyby dano im rzeczywistą robotę zamiast gadania, a zwłaszcza gdyby każdy człowiek stał się personalnie odpowiedzialny za każdą pr,acę, którą wykonał.

W grudniu 1920 roku nabyliśmy ” Volkischer Beobachter”. Gazeta ta pierwotnie – jak sugeruje jej nazwa – przeznaczona dla czytelnika ludowego, miała się stać organem Narodowosocjalistycznej Niemieckiej Partii Robotniczej. Na początku ukazywała się dwa razy w tygodniu, ale już w początkach 1923 roku stała się gazetą codzienną, a w końcu sierpnia zaczęła ukazywać się w swoim późniejszym, dobrze znanym, dużym formacie.

” Volkischer Beobachter” była tak zwanym „ludowym” organem ze wszystkimi swoimi zaletami, a jeszcze bardziej wadami i słabościami przynależnymi popularnym instytucjom. Chociaż zamieszczała doskonałe artykuły, jej kierownictwo nie spełniało swoich zadań w sensie „dochodowości” przedsięwzięcia. Podstawową ideą było utrzymanie jej przez powszechną subskrypcję; nie zdawano sobie sprawy, że musi ona torować sobie drogę we współzawodnictwie z innymi i nieprzyzwoitością byłoby oczekiwać, że prenumerata dobrych patriotów pokryje błędy i zaniedbania „handlowej” strony przedsięwzięcia.

Zadałem sobie wiele trudu wówczas, aby zmienić przyzwyczajenia, których niebezpieczeństwo wkrótce poznałem.

 

W 1914 roku w okresie wojny zapoznałem się z Maxem Amanem, który obecnie jest generalnym dyrektorem handlowym partii. W lecie 1921 roku zwróciłem się do niego -starego towarzysza z oddziału, przypadkiem spotkanego – i poprosiłem go, aby został dyrektorem handlowym ruchu. Po długim wahaniu miał wtedy dobre stanowisko z perspektywami – zgodził się, ale pod warunkiem, że nie będzie na łasce niekompetentnych komitetów; musi odpowiadać przed jedną osobą i tylko przed jedną. Redakcję gazety uzupełniono kilkoma ludźmi, którzy poprzednio należeli do Bawarskiej Partii Ludowej, ale ich praca wykazała, że mieli doskonałe kwalifikacje. Wynik tego eksperymentu okazał się całkowitym sukcesem. Należy to zawdzięczać uczciwemu i szczeremu uznaniu dla prawdziwych kwalifikacji ludzkich oraz temu, że ruch ujął za serca swoich pracowników szybciej i pewniej niż to miało miejsce kiedykolwiek wcześniej. Później stali się oni dobrymi narodowymi socjalistami, a udowodnili to nie tylko słowem, ale także swoją solidną, wytrwałą i sumienną pracą, którą wykonywali w służbie nowego ruchu.

W okresie dwóch lat sukcesywnie wprowadzałem moje poglądy dotyczące kierownictwa ruchu w czyn i dzisiaj stoi ono na stanowisku, że było to najbardziej naturalne rozwiązanie.

Dzień dziewiątego listopada 1923 roku ukazał oczywisty sukces tego systemu. Cztery lata wcześniej, kiedy wstąpiłem do ruchu, nie było nawet gumowej pieczęci. Dziewiątego listopada 192 3 roku partia została rozwiązana, a jej majątek skonfiskowany. Całkowita suma uzyskana ze wszystkich obiektów i gazety osiągnęła wartość ponad sto siedemdziesiąt tysięcy marek w złocie.

ROZDZIAŁ XII Sprawa związków zawodowych

Gwałtowny wzrost ruchu zobowiązał nas w 1922 roku do zajęcia stanowiska w kwestii, która wtedy nie była jednoznacznie czysta. W naszych wysiłkach polegających na studiowaniu najszybszych i najłatwiejszych metod, dzięki którym ruch mógłby przesiąkać w serca mas, ciągle spotykaliśmy się z zastrzeżeniem, że robotnik nie może całkowicie przyłączyć się do nas, dopóki o jego zawodowe i ekonomiczne interesy troszczą się ludzie, głoszący inne opinie niż nasze, i polityczna organizacja pozostaje w ich rękach.

Poprzednio opisałem naturę i cele, a także konieczność istnienia związków zawodowych. Wyraziłem tam opinię, że jeżeli za pomocą działań państwa (które zwykle są mało skuteczne) lub przy pomocy nowego ideału edukacji nastawienie zatrudniającego w stosunku do robotnika nie ulegnie zmianie, ten ostatni nie będzie miał innego wyjścia, jak tylko samemu podjąć się obrony swoich interesów przez upominanie się o równe prawa, jako układającej się stronie życia ekonomicznego. Kontynuowałem pisząc, że takie obronne działanie koliduje z całą narodową społecznością, jeżeli z tego powodu nie byłoby można zapobiec socjalnym niesprawiedliwościom, powodującym duże szkody w życiu społecznym. Powiedziałem ponadto, że konieczność istnienia związków zawodowych musi być brana pod uwagę tak długo, jak długo pracodawcy będą mieli wśród swoich członków łudzi, którzy nie mają w sobie poczucia socjalnych zobowiązań czy nawet elementarnych praw ludzkości. Jestem przekonany, że w obecnym stanie rzeczy nie można obejść się bez związków zawodowych. Faktycznie należą one do najważniejszych instytucji życia gospodarczego narodu.

Ruch narodowosocjalistyczny, którego celem jest utworzenie narodowosocjalistycznego państwa, nie może mieć wątpliwości, że każda przyszła instytucja państwa musi wywodzić się z samego ruchu. Największym błędem jest wyobrażanie sobie, że samo posiadanie władzy pozwoli na przeprowadzenie jakiejś skutecznej reorganizacji, jeżeli będzie się zaczynać od niczego, bez pomocy personelu – ludzi, którzy zostali wcześniej wyszkoleni w duchu nowego przedsięwzięcia. Tu także sprawdza się zasada, że duch jest zawsze ważniejszy niż forma, którą można stworzyć bardzo szybko.

Dlatego nikt nie mógł proponować nagłego wyciągnięcia z teczki projektu nowej konstytucji i oczekiwać, że będzie można wprowadzić go za pomocą dekretu z góry.

Można by było spróbować, ale nie dałoby to oczekiwanych rezultatów – z pewnością byłby to poroniony płód.

Przypomina się powstanie konstytucji weimarskiej i próba narzucenia nowej konstytucji, nowej flagi narodowi niemieckiemu, chociaż żadna z propozycji nie miała jakiegokolwiek związku z czymś znanym naszemu narodowi przez ostatnie pół wieku. Narodowosocjalistyczne państwo musi unikać takich eksperymentów; musi ono wyrastać z organizacji, która funkcjonuje już od dłuższego czasu. Stąd narodowosocjalistyczny ruch musi uznawać konieczność posiadania własnej organizacji związków zawodowych.

Jaka powinna być natura narodowosocjalistycznych związków zawodowych? Co jest naszym zadaniem i jakie są ich cele?

Nie są one instrumentem wojny klasowej, ale powinny służyć obronie i reprezentacji robotników. Narodowosocjalistyczne państwo nie zna klas, w politycznym sensie składa się z obywateli o całkowicie równych prawach i podobnie równych obowiązkach, a obok nich funkcjonują przedmioty całkowicie pozbawione praw w politycznym znaczeniu.

Wstępnym celem systemu związków zawodowych nie jest walka pomiędzy klasami, to marksizm ukształtował instrument dla swojej własnej walki klasowej. Marksizm stworzył ekonomiczną broń, którą międzynarodowy Żyd wykorzystał dla zniszczenia ekonomicznych podstaw wolnych i niezależnych, narodowych państw, dla zrujnowania ich narodowego przemysłu i handlu; jego celem było uczynienie wolnych narodów niewolnikami światowej finansjery żydowskiej, która nie uznaje granic państwowych.

W rękach narodowosocjalistycznego związku zawodowego strajk nie jest instrumentem służącym zrujnowaniu narodowej produkcji, ale jej powiększeniu i rozwoju przez walkę z wadami, które swoim nie socjalnym charakterem powstrzymują rozwój wydajności w interesach i w życiu całego narodu.

Narodowosocjalistyczny robotnik powinien sobie zdawać sprawę, że narodowa pomyślność oznacza materialne szczęście dla niego samego.

Narodowosocjalistyczny pracodawca musi zdawać sobie sprawę, że szczęście i zadowolenie jego robotników jest konieczne dla jego egzystencji i rozwoju wielkiego przedsięwzięcia gospodarczego.

Bezsensownym jest zakładanie narodowosocjalistycznych związków zawodowych, aby istniały obok innych związków zawodowych. Do tego trzeba byłoby być głęboko przekonanym o uniwersalności ich zadania i wynikającym stąd zobowiązaniu, aby względem innych instytucji z podobnymi lub wrogimi celami być gotowym do proklamowania swojej własnej podstawowej indywidualności. Nie może być żadnego kompromisu z pokrewnymi aspiracjami; jego całkowite prawo do odrębności musiałoby być utrzymane. Było i ciągle jest wiele argumentów przeciwko utworzeniu naszych własnych związków zawodowych.

Ja zawsze odmawiałem brania pod uwagę eksperymentów, które były skazane na niepowodzenia od samego początku. Uważam za zbrodnię branie od robotnika części jego ciężko zarobionego wynagrodzenia, aby płacić instytucji, jeżeli się nie jest całkowicie przekonanym, że będzie to pożyteczne dla jej członków. Nasze działanie w 1922 roku było oparte na takich przesłankach. Inni widocznie wiedzieli lepiej i zorganizowali związki zawodowe. Ale ich działalność nie trwała długo. Tak więc w końcu znaleźli się oni w takim samym położeniu jak my. Różnica polegała na tym, że my nie zdradziliśmy ani siebie samych, ani innych.

CDN. w następny poniedziałek

 

Część 1

Część 2

Część 3

Część 4

Część 5

Część 6

Część 7

Część 8

Część 9

Reklamy

Jedna odpowiedź to “Adolf Hitler: Moja walka. (część X)”

  1. Wiesiek said

    Dziękuję Panie Włodku. Jest Pan Wielki.

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: