Wirtualna Polonia

“-Wyśmiewani za niemodny patriotyzm, wierni Bogu i ojczyźnie podnieśliśmy głowy.”

Adolf Hitler: Moja walka. (część XII)

Posted by Włodek Kuliński - Wirtualna Polonia w dniu 2016-03-21

2b5d6-o-adolf-hitler-570.

Tytuł oryginału Ι
Mein Kampf
Tłumaczenie
Irena Puchalska
Piotr Marszałek

 

ROZDZIAŁ XIV – Polityka wschodnia

.

Nasza tak zwana inteligencja zaczyna w bardzo niezdrowy sposób odrywać uwagę naszej polityki zagranicznej od każdego prawdziwego reprezentowania narodowych interesów, aby mogła ona służyć ich fantastycznym teoriom i dlatego czuję się zobowiązany mówić ze specjalną troską do moich zwolenników na temat bardzo ważnej kwestii polityki zagranicznej, a mianowicie naszych stosunków z Rosją, ponieważ powinno to być rozumiane przez wszystkich i może być omawiane w takiej pracy jak ta.

Obowiązkiem polityki zagranicznej narodowego państwa jest zapewnienie optymalnych warunków istnienia narodu poprzez utrzymywanie naturalnej i zdrowej proporcji pomiędzy liczebnością i przyrostem narodu a rozmiarami i jakością obszaru, który zamieszkują.

Tylko odpowiednia przestrzeń na ziemi zapewnia wolność egzystencji narodowi. W ten sposób naród niemiecki może obronić się jako światowa potęga.

Przez prawie dwa tysiące lat nasze narodowe interesy, jak mogą być nazwane nasze mniej lub więcej szczęśliwe działania zagraniczne, odgrywały swoją rolę w historii świata. Sami możemy być świadkami tego.

Wielka walka narodów trwająca od 1914 do 1918 roku była tylko walką narodu niemieckiego o jego egzystencję w świecie, a zyskała miano wojny światowej.

W tym czasie naród niemiecki był „pozornie” światową potęgą. Mówię „pozornie”, ponieważ w rzeczywistości nie był on światową potęgą. Gdyby naród niemiecki zachował proporcje, do której odniosłem się wyżej, Niemcy rzeczywiście byłyby nią, a wojny, niezależnie od wszystkich innych czynników, można by było uniknąć albo zakończyć na naszą korzyść.

Dzisiaj Niemcy nie są światową potęgą. Z czysto terytorialnego punktu widzenia obszar niemieckiej Rzeszy jest nieznaczny w porównaniu z obszarami tak zwanych światowych potęg. Nie można się powoływać na przykład Anglii, ponieważ brytyjski kraj macierzysty jest rzeczywiście tylko wielką stolicą światowego imperium, które rości sobie prawo do jednej czwartej powierzchni ziemi jako swojej własności. Musimy raczej patrzeć na ogromne państwa, takie jak Związek Amerykański, następnie Rosja i Chiny – porównując obszary przez nie zajmowane musimy stwierdzić, że niektóre z nich są dziesięciokrotnie większe niż Cesarstwo Niemieckie. Francja również musi być zaliczona do tej grupy. Ciągle powiększa swoją armię o kolorowych żołnierzy rekrutujących się z różnych narodów jej rozległego imperium. Jeżeli Francja będzie dalej postępowała tak, jak robi to od trzystu lat, to będzie miała silne, zamknięte terytorium od Renu po Kongo, wypełnione rodzajem ludzkim coraz bardziej zwyrodniałym. Tym francuska polityka kolonialna różni się od poprzedniej polityki Niemiec.

Nasi politycy ani nie powiększali obszarów zajmowanych przez niemiecką rasę, ani nie czynili kryminalnej próby, aby umocnić imperium poprzez wprowadzenie czarnej krwi.

Plemię Askari w niemieckiej Afryce Wschodniej było małym, niepewnym krokiem w tym kierunku, ale faktycznie byli oni tylko używani dla obrony samej kolonii.

Nie zdołaliśmy wykorzystać swojego położenia w porównaniu z innymi wielkimi państwami świata i to tylko dzięki fatalnemu kierunkowi naszego narodu w polityce zagranicznej, całkowitemu brakowi jakiejkolwiek tradycji, jak mógłbym to nazwać, określonej polityce w sprawach zagranicznych i utracie całego zdrowego instynktu oraz dzięki ponagleniom, aby utrzymać nas samych jako naród.

Wszystko to musi być naprawione przez narodowosocjalistyczny ruch, który powinien próbować usunąć dysproporcje pomiędzy naszą ludnością a zajmowanym przez nas terenem – uważanym za źródło pożywienia, jak i za bazę politycznej potęgi – pomiędzy naszą historyczną przeszłością a beznadziejnością naszej obecnej nieudolności.

Jednym z największych osiągnięć polityki niemieckiej było utworzenie państwa pruskiego i doskonalenie przez niego idei państwa; także rozbudowa niemieckiej armii, która do dnia dzisiejszego spełnia nowoczesne wymagania.

Zmiana od idei indywidualnej obrony do narodowej obrony jako obowiązku wynikła bezpośrednio z utworzenia państwa i nowych zasad, które ono wprowadziło. Niemożliwe jest przecenienie znaczenia tego wydarzenia. Naród niemiecki, zdezintegrowany przez nadmiar indywidualizmu, stał się zdyscyplinowanym organizmem pod rządami armii pruskiej i odzyskał tym sposobem przynajmniej trochę zdolności do organizacji, którą wcześniej utracił. Poprzez proces ćwiczeń wojskowych odzyskaliśmy dla nas samych jako narodu to, co inne narody zawsze posiadały – dążenie do jedności. Dlatego zniesienie obowiązku służby wojskowej – która może nie mieć znaczenia dla tuzina innych narodów – ma fatalne skutki dla nas. Jeżeli dziesięć pokoleń Niemców byłoby pozbawionych dyscypliny i wykształcenia w ćwiczeniu wojskowym i poddanych zgubnemu wpływowi rozbicia, który jest w naszej krwi, to nasz naród straciłby ostatnie relikty niezależnej egzystencji na tej planecie. Niemiecki duch wniósłby swój wkład do cywilizacji wyłącznie pod flagami innych narodów, a jego pochodzenie poszłoby w zapomnienie.

Bardzo ważne dla naszego sposobu postępowania zarówno teraz, jak i w przyszłości powinno być wyrażane rozróżnienie i trzymanie osobno rzeczywistych politycznych sukcesów naszego narodu i bezużytecznych celów, za które została przelana krew naszego narodu. Narodowosocjalistyczny ruch nie może nigdy połączyć się ze zdeprawowanym i głośnym patriotyzmem naszego dzisiejszego burżuazyjnego świata.

Szczególnie niebezpieczne jest dla nas przekonanie, że byliśmy w pewien sposób związani z rozwojem wypadków na krótko przed wojną. Naszym celem musi być doprowadzenie naszego terytorium do stanu zgodności z liczbą naszej ludności.

Żądanie przywrócenia granic z !9!4 roku jest politycznie nierozsądne. Jednak ci, którzy upierają się przy tym, głoszą to jako cel swojego działania w polityce i przez takie postępowanie zmierzają do konsolidacji wrogiego sojuszu, który w przeciwnym wypadku rozpadłby się w naturalny sposób. Jest to jedyne wytłumaczenie, dlaczego osiem lat po światowej wojnie, w której państwa z odmiennymi dążeniami i celami brały udział, zwycięska koalicja potrafi wytrwać w bardziej lub mniej trwałym kształcie.

Wszystkie te państwa w tym czasie czerpały korzyści z upadku Niemiec. Groźba naszej siły spychała wzajemną zazdrość i zawiść pojedynczych, wielkich potęg na dalszy plan. Uważali, że podział naszego cesarstwa pomiędzy nich byłby najlepszą ochroną przed jakimkolwiek przyszłym powstaniem. Nieszczęsne sumienie i obawa przed naszą narodową siłą jest najbardziej skutecznym cementem wiążącym razem członków tego sojuszu.

Czasy zmieniły się od kongresu wiedeńskiego. Książęta i ich kochanki nie grają już o prowincje, ale teraz bezlitosny międzynarodowy Żyd walczy o kontrolę nad narodami.

Granice z 1914 roku nie znaczą nic w odniesieniu do przyszłości Niemiec. Nie były ochroną w przeszłości i nie oznaczałyby siły w przyszłości. Nie dałyby niemieckiemu narodowi wewnętrznej solidarności ani nie zaopatrzyły go w żywność. Z wojskowego punktu widzenia nie byłyby odpowiednie czy nawet zadowalające ani nie poprawiłyby naszej obecnej sytuacji w stosunku do innych światowych potęg, które są nimi w rzeczywistości.

Tylko jedna rzecz jest pewna. Każda próba przywrócenia granic z 1914 roku, nawet gdyby się powiodła, doprowadziłaby jedynie do dalszego rozlewu naszej narodowej krwi, aż nie pozostałby nikt godny uwagi i nadający się do podejmowania decyzji oraz działań, które mają zmienić życie i przyszłość narodu. Wprost przeciwnie, próżny blask tego pustego sukcesu zmuszałby nas do zrezygnowania z każdego następnego celu, ponieważ „narodowy honor” byłby wtedy usatysfakcjonowany, a drzwi jeszcze raz otwarte dla handlowej inicjatywy, aż do chwili innych zdarzeń. Jest naszym, narodowych socjalistów, obowiązkiem trwanie niezachwianie przy wyznaczonych celach w polityce zagranicznej, które zapewnią niemieckiemu narodowi terytorium należące mu się na tej ziemi.

Żaden naród na ziemi nie posiada kwadratowego jardu terenu na podstawie prawa wywodzącego się z nieba. Granice są tworzone i zmieniane tylko przez działania ludzkie. Fakt, że narodowi udało się uzyskać w sposób nieuczciwy część jakiegoś terytorium nie jest powodem, aby go nie szanować. To tylko udowadnia siłę zdobywcy i słabość tych, którzy przez to stracili. To wyłącznie siła stanowi prawo do posiadania. Jakkolwiek byśmy dzisiaj nie uznawali konieczności porozumień z Francją, to i tak będzie ono bezużyteczne w długim okresie czasu, jeżeli w imię tego mielibyśmy poświęcić nasz główny cel w polityce zagranicznej. To miałoby sens tylko w przypadku, gdyby zapewniało nam poparcie w uzyskaniu przestrzeni, którą nasi /udzie powinni zamieszkiwać w Europie.

Kwestii tej nie rozwiąże nabycie kolonii, to fakt, lecz uzyskanie terytorium do zamieszkania, które nie tylko będzie utrzymywało nowych osadników w ścisłej łączności z krajem, ale także stanowiło z nim zjednoczoną całość.

My, narodowi socjaliści, umyślnie nakreśliliśmy lini ę pod przedwojenną tendencją naszej polityki zagranicznej. Jesteśmy tam, gdzie oni byli sześćset lat temu. Powstrzymujemy germański potok skierowany na południe i na zachód Europy i zwracamy nasze oczy w kierunku wschodnim. Skończyliśmy z przedwojenną polityką kolonii i handlu i przechodzimy do polityki terytorialnej przyszłości. Sam los wydaje się nam podsuwać ten kierunek. Kiedy los porzucił Rosję dla bolszewizmu, pozbawił on rosyjskich ludzi wykształconej klasy która kiedyś stworzyła państwo i gwarantowała jego istnienie. Element germański może obecnie być uważa n y za całkowicie usunięty z Rosji. Jego miejsce zajął Żyd. Tak samo jak dla Rosji niemożliwe jest odrzucenie żydowskiego jarzma przy użyciu swojej siły, tak dl: Żyda utrzymanie kontroli rozległego imperium prze: dłuższy okres czasu. Nie ma on charakteru organizatora, ale raczej stanowi zaczątek rozkładu. Ogromne imperium upadnie któregoś dnia.

Już w latach 1920-1921 zbliżano się z różnych stron do partii z próbą skontaktowania jej z wolnościowymi ruchami w innych krajach. Było to związane z szeroko reklamowanym „Stowarzyszeniem Uciemiężonych Narodów”. Składało się ono głównie z przedstawicieli pewnych państw bałkańskich, a także Egiptu i Indii; zrobili oni na mnie wrażenie gadających, nic sobą nie reprezentujących plotkarzy.

Jednak niewielu Niemców, szczególnie pomiędzy nacjonalistami, pozwoliło się nabrać tym trajkoczącym mieszkańcom Bliskiego W schodu i dało się przekonać, że każdy indyjski czy egipski student, któremu zdarzyło się pojawić, był prawdziwym przedstawicielem Indii czy Egiptu. Pozostali nigdy nie zadali sobie trudu sprawdzenia tego i nie zdawali sobie sprawy z tego, że byli to ludzie, którzy sobą nic nie reprezentują i działają bez upoważnienia do zawierania jakichkolwiek porozumień; tak więc wyniki kontaktu z takimi osobami były po prostu zerowe i powodowały jedynie stratę czasu. Dobrze pamiętam dziecinne i niezrozumiałe nadzieje, które nagle powstały w latach 1920-1921 w nacjonalistycznych kołach. Anglia miała być na krawędzi upadku w Indiach. Kilku hochsztaplerów z Azji (jeżeli o mnie chodzi, to mogę ich uznać za prawdziwych bojowników o wolność w Indiach), którzy objeżdżali Europę, zdołali zarazić całkiem rozsądnych ludzi manią, że brytyjskie imperium światowe z osią w Indiach prawie się rozpada. Nigdy nie przyszło mi do głowy, że tę myśl zrodziły tylko pragnienia.

Dziecinadą jest myśl, że w Anglii nie docenia się ważności Imperium Indyjskiego dla brytyjskiego światowego związku. I jest to smutny dowód odmowy wyciągnięcia lekcji z wojny światowej i zdania sobie sprawy z determinacji anglosaskiego charakteru, kiedy ludzie wyobrażają sobie, że Anglia pozwoliłaby uniezależnić się Indiom. To także dowodzi całkowitej ignorancji, przeważającej w Niemczech, co do metod, za pomocą których Brytyjczycy zarządzają tym imperium.

Anglia nigdy nie straci Indii, chyba że dopuści do bałaganu w swej machinie administracyjnej albo zostanie zmuszona do zrobienia tego za pomocą miecza potężnego wroga. Indyjskie powstania nigdy nie zakończą się powodzeniem. My, Niemcy, wiemy wystarczająco dobrze z doświadczenia, jak ciężko jest zwalczyć zbrojne ramię Anglii.

Niezależnie od tego, jako Niemiec wolałbym daleko bardziej widzieć Indie pod panowaniem brytyjskim niż pod panowaniem innego narodu.

Nadzieje na mityczne powstanie w Egipcie przeciwko brytyjskiemu wpływowi były również oparte na fałszywych założeniach. To przekonanie było złe w czasach pokoju. Sojusze z Austrią i Turcją nie były tym, czym można by się cieszyć.

W chwili kiedy największe wojskowe i przemysłowe państwa na świecie łączyły się razem w aktywny obronny sojusz, my zebraliśmy parę słabych i zacofanych państw i próbowaliśmy z pomocą masy rupieci, skazani na podejście, stawić czoła aktywnej światowej koalicji.

Niemcy ciężko zapłaciły za ten błąd w polityce zagranicznej.

Jako nacjonalista oceniający ludzkość przez pryzmat rasy, nie mogę przyznać, że właściwe jest wiązanie losów jednego narodu z tak zwanymi „uciemiężonymi narodowościami”, ponieważ wiem, jak bezwartościowe są one rasowo.

Obecni władcy Rosji nie mają zamiaru wstępować do jakiegokolwiek sojuszu przez dłuższy okres czasu.

Nam nie wolno zapominać, że bolszewicy są splamieni krwią, że dzięki sprzyjającym okolicznościom w tragicznej godzinie zawładnęli wielkim państwem i we wściekłej masakrze wytracili miliony swoich najbardziej inteligentnych współziomków, i obecnie od dziesięciu lat prowadzą najbardziej tyrański reżim wszystkich czasów. Nie wolno nam zapominać, że wielu z nich należy do rasy, która łączy w sobie rzadką mieszaninę bestialskiego okrucieństwa i rozległej umiejętności w kłamstwach oraz uważa siebie teraz za specjalnie powołaną do zgromadzenia całego świata pod krwawym uciskiem. Nie wolno nam zapominać, że międzynarodowy Żyd, który stara się dominować nad Rosją, nie uważa Niemiec za sojusznika, ale za państwo przeznaczone takiemu samemu losowi.

Niebezpieczeństwo, które zagraża Rosji, jest jednym z tych, które ciągle wiszą nad Niemcami. Niemcy są następnym wielkim celem bolszewizmu. Cała siła młodych misjonarskich idei jest potrzebna, aby podnieść nasz naród jeszcze raz, uwolnić go od uścisku międzynarodowego pytona, powstrzymać rozkład jego krwi w domu tak, żeby siły narodu raz uwolnione mogły być wykorzystane na zachowanie naszej narodowości.

Jeżeli to jest nasz cel, to byłoby szaleństwem pozostawać na stopie wielkiej zażyłości z potęgą, której zamiarem może być stanie się śmiertelnym wrogiem naszej przyszłości.

Szczególnym grzechem starego imperium niemieckiego popełnionym w stosunku do swej polityki sojuszy było psucie swoich stosunków ze wszystkimi przez ciągłe zmiany swej drogi i przez swoją słabość w zachowywaniu pokoju za wszelką cenę.

Tylko z jednej rzeczy nie można było czynić mu wymówek: przestało utrzymywać swoje dobre stosunki z Rosją.

Szczerze przyznaję, że podczas wojny myślałem, iż byłoby lepiej, gdyby Niemcy poszerzyły swoją głupią kolonialną politykę i politykę morską, połączyły się z Anglią w sojuszu dla obrony przeciwko inwazji Rosji i zarzuciły swoje wątłe aspiracje, odnoszące się do całego świata, dla określonej polityki uzyskania terytorium na kontynencie europejskim.

Nie zapomnę ciągłych bezczelnych próśb serwowanych Niemcom przez panslawistyczną Rosję; nie zapomnę ciągłego ćwiczenia mobilizacji, którego jedynym celem było denerwowanie Niemiec; nie mogę zapomnieć gniewu opinii publicznej w Rosji, która przed wojną prześcigała się w inspirowanych nienawiścią atakach na nasz naród i cesarstwo, ani nie mogę zapomnieć wielkiej rosyjskiej prasy, która zawsze była bardziej za Francją niż za nami.

Obecna konsolidacja wielkich potęg jest ostatnim ostrzegającym sygnałem dla nas, aby przemyśleć to i wyprowadzić naszych ludzi z krainy marzeń do twardej prawdy i znaleźć sposób, który pomoże starej Rzeszy powtórnie się rozwinąć.

Jeżeli narodowosocjalistyczny ruch pozbędzie się wszystkich iluzji i zrozumie, że tylko on może być przywódcą, katastrofa I9I8 roku może okazać się ogromnym błogosławieństwem dla przyszłości naszego narodu. Możemy na koniec uzyskać to, co Anglia posiada, i nawet to, co posiadała Rosja, a co Francja kiedyś i obecnie wykorzystywała dla własnych interesów w podejmowaniu właściwych decyzji – polityczną tradycję.

Rezultaty sojuszy z Anglią i Włochami byłyby całkowicie przeciwne do tych wynikających z sojuszu z Rosją.

Najważniejszym jest fakt, że zbliżenie z tymi dwoma krajami nie oznaczałoby w ogóle ryzyka wojny. Jedyna potęga, która mogłaby zająć postawę przeciwną takiemu sojuszowi -Francja – nie byłaby w stanie tego zrobić.

Nowy, angielsko-niemiecko-włoski sojusz trzymałby wodze, a Francja przeciwstawiałaby się temu. Prawie równie ważny byłby fakt, że nowy sojusz obejmowałby państwa posiadające różne, wzajemnie się uzupełniające walory techniczne.

Byłyby oczywiście trudności, jak wykazałem w poprzednim rozdziale, w stworzeniu takiego sojuszu. Ale czy stworzenie ententy było mniej łatwe? Gdzie królowi Edwardowi powiodło się przeciwko interesom, które z natury wzajemnie się wykluczały, nam powinno i musi się powieść, jeżeli znajomość konieczności pewnych wydarzeń pozwalająca układać nasze działanie z umiejętnością i dojrzałą odwagą, zainspiruje nas.

Powinniśmy oczywiście spotykać się z zaciętym trajlowaniem wrogów naszej rasy w domu. My, narodowi socjaliści, musimy zdawać sobie sprawę z tego, że jeżeli głosimy to, co mówi nam nasze wewnętrzne przekonanie, to jest to sprawą zasadniczą. Musimy hartować się, aby stawić czoło opinii publicznej doprowadzonej do szaleństwa przez żydowską przebiegłość w wykorzystywaniu naszego niemieckiego braku wyobraźni. Dzisiaj jesteśmy zaledwie skałami w rzece, za kilka lat los może wznieść nas jako tamę, o którą zostanie rozbity główny strumień, po to tylko, aby popłynął naprzód nowym korytem.

CDN. w następny poniedziałek

Advertisements

Jedna odpowiedź to “Adolf Hitler: Moja walka. (część XII)”

  1. Żymianin said

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d bloggers like this: