Wirtualna Polonia

“-Wyśmiewani za niemodny patriotyzm, wierni Bogu i ojczyźnie podnieśliśmy głowy.”

Czterej Jeźdźcy Finansowej Apokalipsy

Posted by Włodek Kuliński - Wirtualna Polonia w dniu 2016-03-24

Żyjemy w czasach ostatecznych. W światowych finansach trzeszczy coraz mocniej, stare instytucje i rozwiązania przestają zdawać egzamin, a nowe wciąż jeszcze się nie wyklarowały. W tak niepewnych realiach warto odwołać się do korzeni. Apokalipsa mówi, że Dzień Sądu poprzedzi nadejście Czterech Jeźdźców Apokalipsy. Tak też będzie w świecie finansów.

"Czterej Jeźdźcy Apokalipsy", Wiktor Wasniecow (1887)

Jeszcze się nie pojawili, ale już się o nich mówi. Ktoś widział ślady jednego, ktoś słyszał przeraźliwy krzyk drugiego, gdzieś znaleziono ofiarę trzeciego, a czwarty się komuś sugestywnie przyśnił…

Czterej Jeźdźcy Apokalipsy – jeden z najbardziej eksploatowanych w kulturze popularnej apokaliptycznych motywów – mają swoje gospodarcze odpowiedniki. Wojna, Zaraza, Głód i Śmierć codziennie przewijają się przez media finansowe, choć nie wszyscy potrafią ich trafnie zidentyfikować. Kiedy w pełni zamanifestują swoją obecność będzie już za późno, więc trzeba ich wypatrywać z daleka.

I. Wojna

Retoryka wojenna w świecie finansów to chleb powszedni. Firmy walczą o klientów, korporacje dokonują wrogich przejęć, produkty podbijają nowe rynki… To wszystko tylko jednak niewinne określenia wymyślone przez spragnionych emocji marketingowców i dziennikarzy. Prawdziwy pierwszy jeździec finansowej apokalipsy – Wojna – powinien być kojarzony przede wszystkim z wojną walutową.

Wojna walutowa to taki wyjątkowy rodzaj wojny, w którym rywalizacja idzie nie – jak w wojnie tradycyjnej – o miano najsilniejszego, lecz najsłabszego. Konkretnie, o jak największe osłabienie własnej waluty względem waluty innych graczy. Fachowo nazywa się to „konkurencyjna dewaluacja”, potocznie„okradnij swojego sąsiada”. Wojnę walutową prowadzi się oczywiście w celu stymulowania eksportu, który w teorii ma być „kołem zamachowym” dla całej gospodarki. Oczywiście tracą na tym importerzy i posiadacze dewaluowanej waluty, której siła nabywcza spada z napływem na rynek nowych pieniędzy, jednak tego „podżegacze walutowo-wojenni” na sztandary już nie biorą.

"Śmierć na białym koniu", Benjamin West (1796)
„Śmierć na białym koniu”, Benjamin West (1796) (Wikimedia)

O wojnach walutowych – których najnowsza historia sięga czasów Wielkiego Kryzysu, a korzenie tkwią głęboko w mrocznych wiekach merkantylizmu – mówi się ostatnio najczęściej w kontekście Chin.Decyzja o dewaluacji juana w sierpniu 2015 r. przez wielu komentatorów odczytana była jako aktwypowiedzenia przez Państwo Środka wojny walutowej reszcie świata. Trudno jednak bezrefleksyjnie przyjąć taki punkt widzenia, ponieważ wcześniej banki centralne innych monetarnych mocarstw celowo i metodycznie osłabiały własne waluty. I – co najważniejsze w kontekście nadchodzących czasów –nadal mają na to apetyt, a na dodatek pewne okoliczności zmuszają je do trwania w takim paradygmacie (szerzej na ten temat przy kolejnych Jeźdźcach Apokalipsy).

W wojnie walutowej zazwyczaj próżno szukać sojuszników. O ile w ogólnoświatowych militarnych rywalizacjach ostatniego wieku stawały naprzeciw siebie dwa potężne bloki państw, o tyle na polu monetarnym trwają zmagania w trybie „każdy z każdym”. Ameryka oskarża Chiny o kradzież miejsc pracy (i to na długo przed Donaldem Trumpem), Korea ma za złe Japonii nieuczciwą konkurencję ze strony nagle osłabionego jena, kraje rozwijające się oskarżają zachodnią finansjerę o celowe destabilizowanie sytuacji, a bezpieczne przystanie (takie jak Szwajcaria, Dania czy Szwecja) grożą, że zrobią wszystko co trzeba, aby napływający kapitał nie umocnił nazbyt ich walut.

Narodowy Bank Polski znajduje się w ariergardzie rewolucji w bankowości centralnej i prezentuje dosyć konserwatywne usposobienie (jedne z najwyższych stóp w regionie, praktycznie brak nadzwyczajnych programów interwencyjnych). Przez lata złoty nie tracił do głównych walut tyle, co waluty innych emerging markets. Jednak gdy kule zaczynają latać nad głowami, a atmosfera robi się gorąca, także i nad Wisłą odczuwamy skutki wojen walutowych – w postaci zmienności kursów walutowych i odpływu kapitału mającego wpływ na rynek akcji i obligacji.

Lista kolejnych ruchów poczynionych w ramach wojen walutowych jest długa. Jak wyliczył ostatnio Bank of America, w ciągu ostatnich 8 lat na świecie doszło do ponad 630 obniżek stóp procentowych, a banki centralne skupiły aktywa o wartości ponad 12 bilionów dolarów. Bellum omnium contra omnes,w której wyraźnych zwycięzców nie widać nawet daleko na horyzoncie.

Kolejne szczyty grup G20 czy G7, które można nazwać monetarnym odpowiednikiem konferencji pokojowych, nie przynoszą efektu. „Wojna walutowa czy konflikt interesów”, „Wojny walutowe rujnują portfele narodów”, „Wojny walutowe wkraczają do Moskwy”, „Spotkanie G20 w cieniu wojen walutowych” – pisaliśmy w latach ubiegłych. Od tamtej pory konflikt jedynie się zaostrzył, a do listy szczytów niespełnionych nadziei tej możemy dodać spotkanie w Szanghaju, przed którym część mediów tradycyjnie liczyła choćby na mglistą zapowiedź globalnego porozumienia lub przynajmniej zawieszenia broni, a który ostatecznie przyniósł w tej kwestii fiasko.

"Czterej Jeźdźcy Apokalipsy", Albrecht Durer (1498)
„Czterej Jeźdźcy Apokalipsy”, Albrecht Durer (1498) (Wikimedia)

W trwającej obecnie światowej wojnie walutowej najważniejsze rozstrzygnięcia dopiero przed nami. Już od dawna mówi się, że „Władcom pieniądza kończy się amunicja”. Powoli nawet najważniejsi aktorzy zaczynają przyznawać, że korzystanie z tzw. niekonwencjonalnych środków prowadzenia polityki monetarnej nie może trwać wiecznie (patrz: stanowisko prezesa SNB Thomasa Jordana czy Banku Rozliczeń Międzynarodowych). Im bardziej napięta zacznie się robić sytuacja, tym więcej nerwowych ruchów ze strony banków centralnych może nas czekać – analogicznie, jak w przypadku generałów czy polityków znajdujących się pod presją.

Ano właśnie. Widmo eskalacji wojny walutowej groźne jest nie tylko ze względu na jej niszczące konsekwencje dla samych walut, a w konsekwencji gospodarek – choć już sama perspektywa Naprawdę Wielkiego Kryzysu jest wystarczająco straszna. Wojna walutowa bowiem niemal nigdy nie występuje w stanie wyizolowanym. Chyba nikt nie wierzy w to, że w najważniejszych światowych stolicach z Waszyngtonem, Pekinem czy Moskwą na czele, nie rozmawia się na ten temat (o tym, jak trenował Pentagon w książce „Wojny walutowe” ciekawie pisał Amerykanin James Rickards).

Polityczne konotacje tylko w teorii niezależnych banków centralnych, jak również zmieniające się geopolityczne oblicze świata (wieszczony od dawna koniec lub chociaż naruszenie Pax Americana) każą wpisać wojnę walutową w szerszy kontekst. Gdzie pojawia się dewaluacja na wyścigi, tam rośnie pokusa uciekania się do ceł, barier, embarg i kwot. Wojna handlowa rodzi zaś pokusę sięgnięcia po inne argumenty, z ultima ratio regum włącznie. Jak pisał XIX-wieczny francuski pisarz-ekonomista Frederic Bastiat: „Jeśli towary nie będę przekraczać granic, zrobią to armie”. Oczywiście, jak w każdej wojnie, największe ofiary poniosą zwykli ludzie.

II. Zaraza

W popkulturowej interpretacji kolejnym Jeźdźcem Apokalipsy jest Zaraza (inne interpretacje mówią m.in. o Antychryście, Chrystusie lub figurze Podboju – jak na pierwszym obrazie w tym artykule). Ekonomicznymi odpowiednikami epidemii są fale bankructw, do których doprowadzają kolejno po sobie upadające kostki finansowego domina. To, że współcześnie stoją one bardzo blisko siebie jest z jednej strony naturalną konsekwencją globalizacji, jednak skalę problemu mnożą niewłaściwe regulacje.

Kwestia finansowej zarazy silnie obecna jest w debacie publicznej ze względu na zbiorową pamięć. O ile bowiem od epidemii hiszpanki minęło blisko 100 lat (chociaż pochłonęła więcej ofiar niż I wojna, to nie jest powszechnie wymieniana wśród najważniejszych wydarzeń XX wieku), o tyle tylko na przestrzeni ostatniego dwudziestolecia mieliśmy do czynienia m.in. z kryzysem azjatyckich tygrysów, bankructwem Rosji, kryzysem subprime w USA czy kryzysem zadłużeniowym w Europie. W ostatnich tygodniach o zarazie mówi się znów szczególnie dużo.

"Triumf Śmierci", Pieter Breughel starszy (1562)
„Triumf Śmierci”, Pieter Breughel starszy (1562) (Wikimedia)

Najczęściej wymieniane potencjalne ogniska zapalne to: surowce, Chiny i sektor bankowy sam w sobie. Wszystkie trzy są wzajemnie ze sobą powiązane, co tylko zwiększa ryzyko faktycznej epidemii. Wspólnym mianownikiem tych trzech przypadków jest dług. Dług, którego na świecie jest coraz więcej – opierając się na wyliczeniach firmy McKinsey, Bloomberg informował ostatnio, że w 2014 r. na światowym zegarze długu (publicznego, prywatnego i korporacyjnego łącznie) wybiło 200 bilionów dolarów – o 57 bln więcej niż w 2007 r. (+17 p.p. PKB, do 286%). Co więcej, w żadnej z głównych gospodarek nie odnotowano spadku zadłużenia.

Informacja o tym, kto u kogo i na ile jest zadłużony jest na rynkach finansowych na wagę złota. Wśród doniesień o taniejącej ropie, los amerykańskiej branży łupkowej to zazwyczaj tylko jedna część historii. Drugą stanowią rozważania dotyczące ekspozycji poszczególnych banków na ten zagrożony dziś sektor. Ropa, podobnie jak i inne surowce, tanieją m.in. ze względu na brak apetytu ze strony Chin, które po latach napędzania PKB poprzez inwestycje zdają się (bo sporo postulatów wciąż jest jedynie na etapie deklaracji) wyraźnie zmieniać model polityki gospodarczej.

O bankach i ich wzajemnych powiązaniach szczegółowo pisał niedawno główny analityk Bankier.pl, Krzysztof Kolany. Do tamtej analizy dołączyć można wykres z ostatniego raportu EBC na temat powiązań w europejskim systemie bankowym – kształt podobny do wirusa nieprzypadkowy (po kliknięciu ukaże się animowana wersja wykresu).

Europejski sektor bankowy - ryzyko systemowe
Europejski sektor bankowy – ryzyko systemowe (EBC)

Jeździec Zarazy jest w tym kontekście nierozerwalnie związany ze swoim bratem Śmiercią (więcej o nim na stronie czwartej). Od tego, w którym miejscu padnie pierwsza ofiara-kostka finansowego domina zależy w jakim tempie „sypać” może się cała układanka oraz które jej elementy będą poddane najcięższym próbom wytrzymałościowym. Śladów Zarazy wypatruje się więc w coraz wyższych odpisach i coraz niższych ratingach surowcowych gigantów, w psujących się fundamentach budżetowych kolejnych państw, w pogarszających się wynikach dużych banków.

Finansowa zaraza najmocniej uderza jednak nie w same portfele, ale serca i umysły nimi zarządzających. Najważniejszą konsekwencją tego czy owego bankructwa nie są mierzalne straty konkretnych instytucji, tylko załamanie zaufania w całym systemie. Nie bez kozery np. tuż po upadku Lehman Brothers zamarł handel na rynku międzybankowym. Mało tego, nawet zwrócenie się o pomoc do banku centralnego nie było automatycznym wyborem. Hipotetycznie bowiem, gdyby na jaw wyszło, że instytucje X, Y i Z są w tak złej kondycji, że muszą korzystać z publicznego wsparcia, to jeszcze mocniej uderzyłoby to w ich wiarygodność.

Do tego dochodzą rozmaite wstrząsy wtórne w postaci silnej reakcji na pozostałych rynkach: walutowym, surowcowym czy akcji, które mogą przełożyć się na kolejne bankructwa (kto pamięta jeszcze sprawę opcji walutowych?).

III. Głód

Skojarzenie głodu w dosłownym znaczeniu z obracającymi miliardami dolarów finansistami to zadanie karkołomne, a być może nawet obrazoburcze. Jest jednak z tego wyjście – koniec końców głód odczuwać może nie tylko osoba wychudzona, a w pewnych przypadkach zjawisko to może przybierać objawy chorobowe. Tak też jest z rynkami finansowymi, które powszechnie popełniając piąty z siedmiu grzechów głównych cierpią na chorobliwy głód pieniędzy z banków centralnych.

Gustave Dore, ilustracja do "Przygód Gargantui i Pantagruela" (1854)
Gustave Dore, ilustracja do „Przygód Gargantui i Pantagruela” (1854) (Wikimedia)

Jak już zostało wspomniane, według wyliczeń BofA w ciągu ostatnich 8 lat banki centralne kupiły aktywa o wartości ponad 12 bln dolarów. Kupiły oznacza wykreowały i wtłoczyły przy pomocy rozmaitych kroplówek do systemu finansowego. W zamyśle „dokarmione” instytucje finansowe miały rozruszać realne sektory gospodarki (głównie poprzez rozszerzenie akcji kredytowej). W rzeczywistości mechanizm transmisji nie w większości przypadków nie zadziałał zgodnie z planem, a głównym bezpośrednim efektem była zmiana kursu walutowego (znów kłania się Pierwszy Jeździec).

Przegląd „zbiorowego finansowego dożywiania” zacząć należy od Stanów Zjednoczonych, które choć dzisiaj znajdują się w awangardzie monetarnych jastrzębi (podwyżka stóp procentowych od 9 lat), to przecież przez lata Rezerwa Federalna tłoczyła kolejne miliardy dolarów w ramach rozmaitych programów (TAF, TSLF, PDCF, AMLF, CPFF, TALF, QE…). Obecnie w mediach głównego nurtu nie mówi się (jeszcze?) o kolejnym programie, ale zapowiedzi czterech (!) podwyżek stóp procentowych w 2016 r. dawno odeszły do lamusa, a obliczane na podstawie rynkowych kontraktów prawdopodobieństwo podwyżek jest dziś niższe niż pozostawienia stóp na obecnym poziomie.

Także władze monetarne Japonii z uporem godnym lepszej sprawy karmią rynki finansowe. Baza monetarna Kraju Kwitnącej Wiśni od kwietnia 2013 r. zwiększana jest w tempie kilkudziesięciu bilionów jenów rocznie (obecnie 80). Nie trudno odnieść wrażenie, że Bank Japonii kupować, co popadnie – już inwestuje w fundusze ETF, fundusze nieruchomości (J-REIT), a nawet „w firmy, które aktywnie inwestują w kapitał fizyczny i ludzki” (!). Główny składnik zakupów banku stanowią jednak obligacje państwowe, w efekcie czego bank centralny monetyzuje lwią część deficytu budżetowego i już teraz posiada w sumie 1/3 długu rządowego, a według prognoz w przyszłym roku przekroczy 50%.

O miano lidera walki z głodem taniego pieniądza skutecznie walczy Europejski Bank Centralny. Instytucja, która w zamyśle miała być następcą panicznie obawiającego się negatywnych skutków łagodnej polityki monetarnej Bundesbanku, dziś drukuje bez opamiętania, a nawet gotowa jest płacić bankom za to, że pożyczą od niej środki. Nie dalej jak w ubiegły czwartek Mario Draghi ogłosił rozszerzenie programu skupu aktywów o kolejne 20 miliardów euro, dołączenie do „listy zakupowej” obligacji korporacyjnych (rynek szacowany na 900 mld euro) oraz uruchomienie dla niektórych banków programu pożyczek (TLTRO) obłożonych ujemną stopą procentową (któż nie chciałby takiego kredytu). Efekt? Akcje mocno poturbowanych ostatnio europejskich banków poszybowały w górę, choć perspektywy dla poszczególnych gospodarek wcale nie wyglądają lepiej.

Listę banków centralnych dokarmiających wiecznie głodne krajowe sektory bankowe rozszerzyć można także o Bank Anglii, Ludowy Bank Chin czy szwedzki Riksbank. Wszystkie te przypadki dzielą subtelne różnice, którymi ekscytują się ekonomiści, lecz łączy jedno – nikt tak do końca nie wie, jak się z tej kabały wyplątać. Mało tego, chociaż zalewanie banków tanim pieniądzem trwa już od wielu lat, to wciąż trudno jednoznacznie wskazać pozytywne efekty tego działania dla realnej gospodarki. Owszem, stopy procentowe zostały obniżone, jednak – co pokazuje zarówno ślamazarny wzrost, jak i utyskiwania o kolejne porcje nowych pieniędzy – nie dało to gospodarkom oczekiwanego rozpędu. Nie brak głosów, że następnym przystankiem może być bezpośrednie kupowanie akcji albo nawet pewien rodzaj „helicopter money” czyli po prostu rozdawania przez bank centralny pieniędzy.

IV. Śmierć

Finansowym odpowiednikiem śmierci jest bankructwo. Przewidywaniem dalszej długości życia ludzi zajmują się lekarze, aktuariusze i wróżki. Na rynkach finansowych przewidywaniem śmierci – a jakże – handluje się za pośrednictwem CDS-ów. Pokrótce i bez wdawania się w szczegóły: credit default swap(swap ryzyka kredytowego) to instrument pochodny, którym można zabezpieczyć się na wypadek niewypłacalności dłużnika – gdy dany podmiot zbankrutuje, to jedna ze stron zobowiązuje się wypłacić drugiej stronie ustaloną kwotę.

"Czwarty Jeździec", Gustave Dore (1865)
„Czwarty Jeździec”, Gustave Dore (1865) (Wikimedia)

Na podstawie cen tych instrumentów wylicza się prawdopodobieństwo bankructwa. Jeżeli wierzyć ocenie rynków, na liście Czwartego Jeźdźca kolejność wygląda następująco: Wenezuela, Egipt, Brazylia, RPA, Kazachstan, Rosja, Chorwacja, Turcja, Portugalia. Do listy tej dopisać powinno się też Ukrainę, w przypadku której CDS-y faktycznie poszły w ruch.

Kostucha spogląda także na firmy prywatne. Niczym padających kanarków w kopalni węgla, inwestorzy wypatrują bankructw w sektorze surowcowym lub wśród europejskich banków, które mają w konsekwencji pociągnąć za sobą na dno inne instytucje (patrz Zaraza).

Owszem, ze stanu finansowej śmierci można powrócić szczęśliwie do żywych (jak Łazarz), ale nierzadko wymaga to sporych starań osób wskrzeszających i przychylności wyższych instancji (np. w USA słynny Chapter 11 i ochrona przed wierzycielami czy negocjacje z wierzycielami w wykonaniu Grecji lub Argentyny). Z całą pewnością nie jest to nic przyjemnego, a ponadto istnieje ryzyko, że gdy rządowy cudotwórca przedobrzy, to zamiast Łazarza powstanie finansowy zombie.

Motyw zombie robi w ostatnich latach karierę nie tylko w filmach i grach komputerowych , ale i w świecie finansów. Pojęcie „żywego trupa” stosuje się do przedsiębiorstw i banków, które nie są w stanie działać bez kroplówki od rządu, a także do samych rządów żyjących jedynie dzięki wsparciu z zewnątrz.

Sztandarowym przykładem „żywego trupa” jest wspominana już Grecja, której rząd utrzymuje się przy życiu kolejnymi porcjami środków wyrwanych z obywateli, także innych państw. Nie minął rok odkulminacji poprzedniego sezonu finansowego odpowiednika „Walking Dead”, a już słyszymy głosy, żeEurogrupa ponownie będzie musiała obniżyć Atenom nominalną wysokość długu. Finansowych zombie dorobiliśmy się także w Polsce. Czymże bowiem jak nie tylko z pozoru żywymi instytucjami są najgorzej radzące sobie państwowe kopalnie?

 

Dobicie finansowego zombie to zazwyczaj brutalny, choć konieczny akt. Niestety, ostatni kryzys pokazał, że rządy na całym świecie chętnie korzystają z publicznych pieniędzy w celu wsparcia wybranych przez siebie instytucji. Do dziś nie ma bowiem ekonomicznie uzasadnionej odpowiedzi na pytanie, dlaczego np. Bear Sterns i AIG zostały uratowane przez amerykańskie władze, a Lehman Brothers już nie. Nie wiemy także, które instytucje cieszą się statusem „zbyt dużych, by upaść” – przekonamy się dopiero w czasie następnego kryzysu.

Broń na przyszłe przypadki „zombifikacji” w europejskim sektorze bankowym mozolnie ciosany był przez państwa UE. Przyjął on postać dyrektywy BRRD dotyczącej restrukturyzacji i uporządkowanej likwidacji instytucji finansowych. Teoria brzmi dobrze – odtąd w pierwszej kolejności stratami obciążeni zostaną właściciele danej instytucji, następnie sięgnie się do kieszeni wierzycieli, potem wymieni zarząd, a na samym końcu klienci (depozyty gwarantowane mają być chronione).

Poligonem testowym dla tej broni trzy lata temu był Cypr, jednak wciąż nie wiemy, jak zadziała ona, gdy będzie musiała być wymierzona w banki włoskie, francuskie czy niemieckie. Historia strefy euro pełna jest bowiem przypadków, w których bieżąca polityka bierze górę nad prawem i wcześniejszymi ustaleniami, szczególnie gdy chodzi o ochronę interesów silnych państw. Mały Cypr mógł zostać przeczołgany za relatywnie niewielkie pieniądze, podczas gdy wielka Francja notorycznie gra na nosie Komisji Europejskiej w kwestii deficytu, choć teoretycznie grozi jej kara (od 0,2% do 0,5% PKB).

V. Sąd Nieostateczny

Porównanie obecnej sytuacji gospodarczej świata do Czterech Jeźdźców Apokalipsy to oczywiście tylko widowiskowy zabieg „literacki”. Równie dobrze można sięgnąć po Siedem Grzechów Głownych czy Dwanaśce Prac Herkulesa. Od formy wciąż ważniejsza jest jednak treść, nawet gdy chodzi o koniec świata.

W Apokalipsie św. Jana pojawienie się Czterech Jeźdźców Apokalipsy było jednym z wydarzeń prowadzących do końca tego świata (zagłady Wielkiego Babilonu) i wyłonienia się nowego (Nowe Jeruzalem). Przeciągający się kryzys – weszliśmy w jego dziewiąty rok – sprawia, że coraz więcej osób (w tym autor tego tekstu) szuka znaków nadejścia nowego „momentu Lehman Brothers”.

"Sąd Ostateczny" Hansa Memlinga (1467-1471)
„Sąd Ostateczny” Hansa Memlinga (1467-1471) (Wikimedia)

W przeciwieństwie do rzeczywistości biblijnej, w świecie finansów nie możemy być jednak pewni, że nawet reset obecnego systemu naznaczony zakończeniem wojen walutowych i falą koniecznych, acz oczyszczających bankructw, przyniesie finansowy raj na Ziemi. Oprócz scenariusza uzdrowienia światowej gospodarki jawi się też przecież perspektywa jeszcze większej władzy rządów i instytucji międzynarodowych, jeszcze większej liczby regulacji i jeszcze więcej ingerencji w życie każdego z nas.

Niezależnie od tego, który wariant się zmaterializuje, warto rozsądnie gospodarować swoimi finansami, aby w dniu, w którym media finansowe odtrąbią kolejny kryzys, a indeksy giełdowe zamienią się w spadające gwiazdy, nie znaleźć się tam, gdzie będzie płacz i zgrzytanie zębów.

Michał Żuławiński

http://www.bankier.pl/wiadomosc/Czterej-Jezdzcy-Finansowej-Apokalipsy-7337046.html

 

Advertisements

komentarze 3 to “Czterej Jeźdźcy Finansowej Apokalipsy”

  1. Antoni Nadstazik, Melbourne. said

    Zadalem to pytanie wielu zmajomym i nikt z nich nie mogl mi udzielic rozsadnej odpowiedzi.
    Pytanie jest proste.
    U kogo te wszystkie rzady i banki sa zadluzone?
    Moze mi to ktos pomoc zrozumiec?

  2. marekwu said

    Ja też znajomym zadaję podobne pytanie. Komu płacimy realne pieniądze za „emisję dwutlenku węgla”?

  3. W ramach swobodnego przepływu środków finansowych coraz bardziej okazuje się,że KAPITAŁ ma swoją NARODOWOŚĆ.W grze kapitałowej był czas na eliminowanie ROSYJSKIEGO i przyszedł na NIEMIECKI.Przyroda nie znosi próżni i na horyzoncie wprowadzanie ŻYDOWSKIEGO pod pretekstem,że to chodzi o POLSKI.To w ramach cywilizacyjnie ukształtowanej przewrotności i jej wykorzystania kiedy u władzy kolejna UTOPIA to jest WOLNY RYNEK z ekonomią polityczna bazującą na EKONOMII ŻYDOWSKIEJ.Opisał tą ekonomię polski badacz Feliks Koneczny w CYWILIZACJA ŻYDOWSKA pokazując jak handluje się wojną i pokojem.Językiem matematyki potwierdził to Song Hongbing w WOJNA O PIENIĄDZ pokazując historię bankowości na przykładzie sagi rodu Mayer-Rothschild.

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d bloggers like this: