Wirtualna Polonia

“-Wyśmiewani za niemodny patriotyzm, wierni Bogu i ojczyźnie podnieśliśmy głowy.”

Bitwa pod Moskwą 31 III 1611

Posted by Włodek Kuliński - Wirtualna Polonia w dniu 2016-03-31

„Lecz nazajutrz, to jest w Wielki Czwartek, iż była wiadomość o wojsku z kniaziem Dymitrem Trubeckim i z kniaziem Wasylem Massalskim, z inszymi bojary, którzy spieszyli, ale tak prędko nie mogli pospieszyć, żeby swoich ratować, pan starosta chmielnicki [Mikołaj Struś] i pan Zborowski, przebrawszy z pułku swego część ludzi, poszli przeciwko nim. W mili tylko już od miasta było wojsko moskiewskie, zwiedli z nim nasi bitwę i pogromili ono wszystko ich wojsko.”

     Bitwa pod Domanami[1] nie była ani jedyną, ani pierwszą, w której szarżujący po śniegu husarze rozbili moskiewskich pikinierów. Podobny epizod miał miejsce pod Moskwą, 31 marca 1611 roku. Kawaleria polska rozbiła tam kilkunastokrotnie liczniejszego przeciwnika, osłaniającego się nie tylko pikami, ale i hulajgorodami.

Rosyjska odsiecz dla Moskwy

29 marca 1611 roku rozpoczął się pożar Moskwy i rzeź jej mieszkańców[2]. Stacjonujący w niej polsko-litewski garnizon spacyfikował miasto dosłownie w ostatniej chwili przed przybyciem  rosyjskiego pospolitego ruszenia. To maszerowało z kilku stron, w kilku ugrupowaniach. Jego liczebność polska załoga stolicy szacowała na 100 – 145 tys.[3]. Przy czym wielkości te obejmują nie tylko żołnierzy, ale także masy ciągnącej z wojskiem ludności o zróżnicowanej wartości bojowej[4].

31 marca, najbliżej Moskwy, bo w odległości około 7 – 10 km od niej, znalazła się armia Andrieja Zacharowicza Proszowieckiego, kniazia Wasyla Fiedorowicza Masalskiego i Artemija Izmaiłowa. Wojska te maszerowały na stolicę od wschodu, z Włodzimierza. Różnie szacowano ich liczebność, na co z pewnością wpływ miało to, czy uwzględniano samych żołnierzy, czy też wszystkich ludzi. I tak na przykład rotmistrz Józef Budziło, który nie należał w owym czasie do garnizonu Moskwy, notował:

„Będąc Lapunow [Prokop Lepunow, wojewoda riazański] z wojski w kilku mil [mila polska = 7143 m] [od Moskwy], widział dobrze kurzące się miasto w nocy ogień, porozumiał wielką potrzebę [bitwę] z naszymi w Moskwie doszła, posłał zaraz Moskwie na posiłek Prosowickiego [z] kilku tysięcy wojska.”[5]

Budziło tak przy tej, jak i innych okazjach, operował liczbami samych żołnierzy. Inaczej postępował Samuel Maskiewicz, ówczesny porucznik roty husarskiej księcia Janusza Poryckiego. Ten zwykle podawał całkowitą ilość ludzi w wojsku przeciwnika, co znacząco podnosiło jego wielkość. Pisał zaś:

„W poniedziałek po Kwietniej Niedzieli [czyli 28 marca 1611 roku] dadzą szpiegowie znać, że Lepunow z rzezami [z Riazania] idzie w 80 000 wojska, i już [jest] w mil 20. [od Moskwy]. Drugi [szpieg] przybywszy [powiedział], że Zarucki od Kaługi w 50 000 wojska idzie, i już też niedaleko; trzeci [zaś] o Proszowieckim, w którym 15 000 wojska idącym ku stolicy powiada.”[6]

Później jeszcze raz powtarza:

„dano znać, że Proszewicki idzie w 15 000 wojska.”[7]

Maskiewicz jest tu o tyle ważnym źródłem informacji, że przebywał w owym czasie w Moskwie. To znacząco podnosi wiarygodność jego danych, choć obniża je fakt, że swoje wspomnienia spisał dopiero kilkanaście lat później, więc jego relacja nie jest wolna od pomyłek. Na przykład błędnie określił datę tej bitwy.

Najwyżej liczebność przeciwnika ocenił rotmistrz husarski, Mikołaj Ścibor Marchocki. Pisał:

„W Piątek Wielki [błąd; powinno być w czwartek] przyszła nam wieść, że Proszowiecki ze trzydziestą tysięcy idzie i już jest blisko miasta.”[8]

Marchocki, tak jak i Maskiewicz, wchodził w skład polskiego garnizonu Moskwy. Choć i on spisał swoje wspomnienia dopiero po kilkunastu latach.

Armia Proszowieckiego liczyła więc zapewne około 15 000 ludzi, z czego kilka tysięcy żołnierzy. Była ona najmniejsza z trzech ugrupowań, które zbliżały się do Moskwy. Właśnie ją 31 marca rozbiło wojsko polskie.

Ciekawostką jest fakt używania przez część żołnierzy rosyjskich, którzy brali udział w tej bitwie, spis, czyli pik. Chodzi o długą broń drzewcową, którą na grunt rosyjski właśnie w tych latach przeszczepiano z armii zachodnioeuropejskich[9]. Piechota próbowała w ten sposób zwiększyć swoje szanse w obliczu ataków kawalerii polskiej.

Oprócz pik, piechurzy Proszowieckiego wykorzystali hulajgorody. Te akurat nie były niczym nowym dla wojsk moskiewskich.

hulajgorody

Armia polska

Skład armii polskiej (i krótki przebieg walk) podał Aleksander Korwin Gosiewski, czyli dowódca polsko-litewskiego garnizonu Moskwy:

„W czwartek [31 marca] do południa mieliśmy pokój. Potem Prusowiecki, Kniaź Wasil Massalski, Arain Izmaiłów, Kniaź Repnin i inni od Włodzimierza z wielkiem wojskiem przyszedłszy, stanęli werst 7 [około 7 km] od Moskwy. Na tę posługę W.[aszej] K.[rólewskiej] M.[ości] użyłem J.[ego] M.[ość] P.[ana] Starostę Chmielnickiego [Mikołaja Strusia], P.[ana] Zborowskiego, z rycerstwem pułków Ich M.[ość] P.[ana] Berkowskiego z piechotą niemiecką, przydawszy z pułku swego P.[ana] Hreczynę i P.[ana] Hłuskiego z rotami ich. Naleźli nieprzyjaciela pilno ostróg budującego. I tam Pan Bóg błogosławił za szczęściem W. K. M., że nieprzyjaciel pogromiony, obóz z armatami wzięty, piechoty nieprzyjacielskiej niemało poległo, jazda niemal wszystka uszła, noc na pomocy sobie mieli; nam się też dnia dla tego, aby się nieprzyjaciel w ostrogu nie ufortyfikował, czekać nie zdało.”[10]

Inne źródła potwierdzają udział wymienionych powyżej jednostek, dodając czasem interesujące szczegóły. Na ich podstawie można odtworzyć i skład, i liczebność armii polskiej.

  • Pułk kawalerii Mikołaja Strusia (w nim to była rota husarska starosty bracławskiego Walentego Aleksandra Kalinowskiego, której porucznikiem był Wojciech Dobromirski) – 500 koni[11]
  • Dwie chorągwie pułku Aleksandra Zborowskiego[12] – 200 koni[13]
  • Chorągiew jazdy lekkiej (kozackiej) Jana Hreczyny, należąca do pułku Aleksandra Korwina Gosiewskiego – 114 koni[14]
  • Chorągiew lekkiej (kozackiej) Hluskiego, należąca do pułku Aleksandra Korwina Gosiewskiego – 92 konie[15]
  • Piechota niemiecka Jana Borkowskiego – 200 żołnierzy[16]

Łącznie daje to około 1100 żołnierzy, z czego 900 kawalerzystów. W znanych mi źródłach nie ma wzmianek o uczestniczeniu luźnej czeladzi w bitwie, czy choćby towarzyszeniu w niej żołnierzom. Najpewniej została ona w oddalonej o kilka kilometrów Moskwie. To by oznaczało, że przewaga liczebna strony rosyjskiej sięgała kilkunastu ludzi (lub też kilku żołnierzy) na jednego żołnierza polskiego. Dodać trzeba, że tak duża dysproporcja sił nie była dla Polaków żadną nowością. Większość z nich brała wcześniej udział w bitwie pod Kłuszynem[17], gdzie stosunek sił prezentował się podobnie, a armia przeciwnika, z uwagi na obecność komponentu wojsk zachodnioeuropejskich, była znacznie wyższej jakości niż pod Moskwą.

Przebieg bitwy w relacjach polskich

Walki opisuje kilka relacji polskich. Najwartościowsze z nich to cytowany powyżej list Gosiewskiego do króla Zygmunta III Wazy oraz relacja jednego z żołnierzy pułku Mikołaja Strusia, czyli Jakuba Głoskowskiego:

„We czwartek [31 marca], jeśli co było zostało [w Moskwie do spalenia], kończyli i plądrowali, paleli. Dowiedzieli się, że Mosalski posłany od Lepona następuje ku Moskwie z Pasondorkiem [Proszowieckim], mając na saniach deski i spissy, którymi się obstawiać w taborze i z nich strzelać chcieli, i już się byli poczęli obstawiać, ale pan Strusz z połkiem swym, pan Zborowski z dwiema chorągwiami i inszych kielka chorągwi poszli z panem Struszem przeciniem tegoż dnia. O nieszpornych godzinach [wieczorową porą] zastali Mosalskiego jeszc[z]e nie gotowanego do końca się był obstawiał. Uszykowawszy wojsko pan Strusz, pan Zborowski skoczył zaraz i kredensował [szedł przodem] naszym dobrze, uderzył się o strzelce i on grodek. Tam nie mogąc strzymać wielki[ej] ich mocy i strzelby ręcznej, zgubieł chorągiew, aż go naszy drudzy posiłkowali. Tam pan Dobromierski przywodząc rotę pana Kalinowskiego, zabit zaraz. Moskwa konna zatym uchodzić poczęła, naszy je długo w wielkim śniegu gonieli, nie mogąc ich daleko gonić, wrócieli się potym znowu do onegoż taborku i tam strzelców, którzy się byli w jedny cerkwi tamże zawarli, znieśli, spaleli i tabor z grodku im wzięli i inszą Moskwę, co tam była została. Kładą [szacują], że ich tam zginęło do piąci tysięcy jedni, drudzy [szacują] mni[ej]. Już wracają się z tej pogoni. Zatym przyszło dwieście niemiecki piechoty [Borkowskiego] na pomoc przeciw strzelcom, którzy do zostałego tego grodku naszym i tym, co się tam w cerkwi zaparli, palić pomogli.”[18]

Jak widać obie relacje są ze sobą całkowicie zgodne, uzupełniając się wzajemnie.

W pełni zgodna z opisami Gosiewskiego i Głoskowskiego jest również relacja Budziły, w której  można znaleźć kilka dodatkowych szczegółów:

„Tegoż roku i miesiąca 31, przeciwko temu wojsku wyszedł pan Strus z Możajskim [z Możajska][19], który tam [w Możajsku] był z pułkiem hetmańskim [Stanisława Żółkiewskiego], prawie do tej potrzeby [bitwy] przyszedł, do którego przyłączono kilka chorągwi pana Zborowskiego. Potkał tedy [nieprzyjaciela] w półtora mil [ok. 10 km] od Moskwy, który postrzegłszy wojsko nasze, począł się obstawiać hulaj-grody, gotowe mając i spisy na nich stawiąc, ale pan Strus, nie dając im się dobrze rozpostrzec i opatrzyć, choć nierówno było, a do tego i nie sporo [niedogodnie] w śniegach, jednak się z nim mężnie potkał, hulaj-grody nie bez szkody swej przełomił, Moskwę [Rosjan] wybił, a na ostatek z Prosowickim z nie bardzo pocieszną nowiną do Lepunowa pobiegli. Nasi tabory rozgromiwszy, z korzyścią i zwycięstwem do zamku się wrócili.”[20]

Zgodny z wyżej wymienionymi jest też opis hetmana polnego koronnego Stanisława Żółkiewskiego, który choć nieobecny pod Moskwą, był jak widać nieźle poinformowany o mających tam miejsce wydarzeniach:

„Lecz nazajutrz, to jest w Wielki Czwartek, iż była wiadomość o wojsku z kniaziem Dymitrem Trubeckim i z kniaziem Wasylem Massalskim, z inszymi bojary, którzy spieszyli, ale tak prędko nie mogli pospieszyć, żeby swoich ratować, pan starosta chmielnicki [Mikołaj Struś] i pan Zborowski, przebrawszy z pułku swego część ludzi, poszli przeciwko nim. W mili [mila polska = 7143 m] tylko już od miasta było wojsko moskiewskie, zwiedli z nim nasi bitwę i pogromili ono wszystko ich wojsko.”[21]

Stosunkowo nieźle, choć nie bezbłędnie, wydarzenia te opisał Maskiewicz:

„Die 4 aprila, w Poniedziałek Wielkanocny [błąd; powinno być 31 marca], dano znać, że Proszewicki idzie w 15 000 wojska. Pan Struś ze swoim się pułkiem wymknął, aby szedł przeciwko niemu, a nie miał, jeno 500 koni w pułku. I tam przydawszy mu koni 200 pan Gąsiewski wyprawił go w imię Pańskie nań. Potkał pan Struś Proszewickiego w mil 4 od stolicy, który hulajgorodami szedł, to jest na saniach wielkich wrota na kołowrocie stały, mając dziur kilka w sobie dla strzelania z samopałów. Do tych sań każdych po 10 strzelców przystawiono, ci i sanie przed sobą pchną, i strzelają stanąwszy jak z zamurza. A takich sań tak wiele, jako tabor tego potrzebował, że wszędzie tak na zadzie, bokach, jako i na przodzie taboru wkoło podle siebie były prowadzone. Nie mając nigdzie dziury od taboru, nie lza [nie można] było naszemu kopijnikowi, jeno spieszyć się z koni a rozerwać tabor; i tak uczynili. Wpadłszy za tym 700 człowieka, za pomocą Najwyższego pobili i pogromili nieprzyjaciela znacznie; więźniów nie kazał mieć, co się nawinęło ścinać, siec. Sam Proszewicki uciekł za czasu, a i dobrze poradził, bo i każdy niczym, jeno nogami ochronił zdrowie swoje. W tej potrzebie z naszych bardzo mało zginęło. Ze znaczniejszych jeno porucznik starosty bracławskiego Kalinowskiego, gdzie brat [mój] pan Daniel służył, Wojciech Dobromirski zabity. Nazad się wrócił [Mikołaj Struś] z wiktorią, za łaską Najwyższego, z niewymowną radością naszą.”[22]

Zdecydowanie najsłabiej, bo zmieniając wynik bitwy, opisał ją Marchocki:

„W Piątek Wielki [błąd; powinno być w czwartek] przyszła nam wieść, że Proszowiecki ze trzydziestą tysięcy idzie i już jest blisko miasta.

Wyprawił pan Gąsiowski przeciwko niemu pana Zborowskiego i pana Strusia z częścią wojska. Potkali się z nim w półtora mil [około 10 km] od stolicy. Potarł się zrazu komunikiem nieźle z naszymi, ale jak go wsparto [odparto] i ubito mu ludzi ze dwieście, ustąpił w hulajgrody, które miał z sobą. Nasi nie mieli z to [na tyle] siły natrzeć na hulajgrody [i] wrócili się na noc do miasta. A Proszowiecki z wojskiem swoim odciągnął kilka mil nazad, i tam doczekał Leponowa i inszych z większą potęgą.”[23]

Wnioski

Pomimo, że Moskwa (jak wówczas zwano Rosjan), dysponowała długimi spisami „niemieckiego wzoru”, hulajgorodami i dużą przewagą liczebną; pomimo, że Polacy musieli szarżować po śniegu, to jednak udało im się pokonać przeciwnika. Dokonali tego, gdyż uderzyli na Rosjan, „nie dając im się dobrze rozpostrzec i opatrzyć”, to znaczy nie pozwalając im się odpowiednio uszykować i przygotować do walki. To był kluczowy dla wyniku starcia, czynnik.

Bitwa ta dowodzi również banalnej prawdy, którą można streścić słowami „nec Hercules contra plures”. Pierwsza szarża 200 kawalerzystów Aleksandra Zborowskiego załamała się przecież w wyniku olbrzymiej przewagi liczebnej przeciwnika.

Sam Gosiewski wyciągnął z tej bitwy jeszcze jeden, mało odkrywczy wniosek, który zapisał w liście do króla – w głębokim śniegu lepiej jest używać piechoty i lekką kawalerię niż husarzy[24].

Dr Radosław Sikora

 

Przypisy:

 


[3]     Samuel Maskiewicz, Dyjariusz Samuela Maskiewicza. W: Moskwa w rękach Polaków. Pamiętniki dowódców i oficerów garnizonu polskiego w Moskwie w latach 1610-1612. Opr. Marek Kubala, Tomasz Ściężor. Kryspinów 1995. s. 186; Mikołaj Ścibor Marchocki, Historia moskiewskiej wojny prawdziwa. W: Moskwa w rękach Polaków. Pamiętniki dowódców i oficerów garnizonu polskiego w Moskwie w latach 1610-1612. Opr. Marek Kubala, Tomasz Ściężor. Kryspinów 1995. s. 89 – 90.

[4]     O różnych kategoriach ludzi obecnych w wojsku rosyjskim: Radosław Sikora, Armia rosyjska w bitwie pod Newlem 1562 roku.

[5]     Józef Budziło, Historia Dmitra fałszywego. W: Moskwa w rękach Polaków. Pamiętniki dowódców i oficerów garnizonu polskiego w Moskwie w latach 1610-1612. Opr. Marek Kubala, Tomasz Ściężor. Kryspinów 1995. s. 458.

[6]     Maskiewicz, Dyjariusz, s. 186.

[7]     Tamże, s. 189.

[8]     Marchocki, Historia, 89.

[9]     O tym, że były to spisy „niemieckiego wzoru”, czyli długie piki piechoty w: Олег Александрович Курбатов, Нидерландскаявоенная система в России в начале XVII века.

[10]    Aleksander Gosiewski do Zygmunta III Wazy, Moskwa 6 IV 1611, Biblioteka Czartoryskich rkps 106, bez paginacji. Przedruk w: Opis powstania w Moskwie 1611 roku przeciw wojskom polskim, przez naocznego świadka, niejakiego Głoskowskiego. „Przyjaciel Ludu” R 9, tom II, nr 33. Leszno 1843. s. 259.

[11]    „Pan Struś ze swoim się pułkiem wymknął, aby szedł przeciwko niemu, a nie miał, jeno 500 koni w pułku” (Maskiewicz,Dyjariusz, s. 189).

[12]    „[…] pan Zborowski z dwiema chorągwiami” (Pana Głoskowskiego, towarzysza pana Strussa relatia taka, Biblioteka Raczyńskich, rps 139, k. 345r – 348r. Przedruk w: Diariusz drogi Króla JMci Zygmunta III od szczęśliwego wyjazdu z Wilna pod Smoleńsk w roku 1609 a die 18 Augusta i fortunnego powodzenia przez lat dwie do wzięcia zamku Smoleńska w roku 1611. Opr. Janusz Byliński. Wrocław 1999. s. 261); „[…] do którego przyłączono kilka chorągwi pana Zborowskiego” (Budziło, Historia, s. 458); „[…] pan starosta chmielnicki [Mikołaj Struś] i pan Zborowski, przebrawszy z pułku swego część ludzi, poszli przeciwko nim” (Stanisław Żółkiewski, Początek i progres wojny moskiewskiej. Opr. Andrzej Borowski. Kraków 1998. s. 115).

[13]    „[…] przydawszy mu koni 200 pan Gąsiewski wyprawił go w imię Pańskie nań” (Maskiewicz, Dyjariusz, s. 189).

[14]    Jest to wielkość etatowa w kwietniu 1611 roku (Федор Вержбовский, Материалы к истории Московскаго государства в XVI и XVII столетиях. t. II. Warszawa 1898. s. 9).

[15]    Jest to wielkość etatowa w kwietniu 1611 roku (Федор Вержбовский, Материалы к истории Московскаго государства в XVI и XVII столетиях. t. II. Warszawa 1898. s. 9).

[16]    „przyszło dwieście niemiecki piechoty na pomoc przeciw strzelcom” (Pana Głoskowskiego, s. 262).

[18]    Pana Głoskowskiego, s. 261 – 262.

[19]    Pułk Strusia wkroczył do Moskwy dopiero 30 marca 1611 roku. Wcześniej stacjonował w Możajsku.

[20]    Budziło, Historia, s. 458.

[21]    Żółkiewski, Początek, s. 115.

[22]    Maskiewicz, Dyjariusz, s. 189 – 190.

[23]    Marchocki, Historia, s. 89.

[24]    Aleksander Gosiewski do Zygmunta III Wazy, Moskwa 6 IV 1611.

Kresy.pl

Advertisements

Odpowiedzi: 2 to “Bitwa pod Moskwą 31 III 1611”

  1. Joanna d'Arc said

    Jedni tylko Europejczycy zdobyli Moskwę…

  2. Lubomir said

    Niemcy nawet dowieźli nam swoje czołgi, żebyśmy chcieli znów ruszyć na Moskwę. Tyle, że nam bardziej ‚po drodze’ byłoby odzyskać ziemie zjednoczone z Polską przez Chrobrego i Krzywoustego – Łużyce, Miśnię, Pomorze Przednie i Rugię. Kto wie co nastąpi w przyszłości?. Przy neutralności Rosji i rozpadzie znienawidzonej przez Bawarczyków, Saksończyków i Hesyjczyków ‚Merkellandii’, niejedno wydaje się możliwe. Polska znów przyciąga swoją wolnością religijną, artystyczną i gospodarczą. ‚Germania’ to reżim totalniaków i sodomitów.

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d bloggers like this: