Wirtualna Polonia

“-Wyśmiewani za niemodny patriotyzm, wierni Bogu i ojczyźnie podnieśliśmy głowy.”

Tomasz A. Żak: Prowokacja zamiast sztuki

Posted by Włodek Kuliński - Wirtualna Polonia w dniu 2016-04-07

Trudno się dzisiaj ustrzec kontaktu z przedstawicielami kulturowego pogaństwa. Reprezentują oni coś, co kiedyś nosiło dumną nazwę sztuk pięknych. Niby człowiek wie, jak to działa i skąd do nas przypełzło, ale oglądanie żywych egzemplarzy tego gatunku okazuje się nie tyle pouczające, co zaskakująco smutne. Tak to wygląda w całej Polsce i dokładnie taki był ostatni wernisaż w Biurze Wystaw Artystycznych w Tarnowie. 

Czas na otwarcie wystawy Klementyny Stępniewskiej pt. „Kato” wybrano pewnie nieprzypadkowo (Wielki Post, tuż przed Niedzielą Palmową). Świadczy o tym choćby fakt, że w zapowiedziach tej ekspozycji pojawiły się chwyty marketingowe znane już dobrze z wielu innych tzw. działań artystycznych. Otóż w takich sytuacjach sugeruje się zwykle, że będzie to kamień obrazy dla moherowego ciemnogrodu, czyli ludzi wierzących w Pana Boga. I zaraz potem podnosi się dodatkowo temperaturę takiego przekazu sugestią, że należy się spodziewać protestów tychże wierzących, a może nawet prób blokowania sali wystawowej przez jakieś „kółka różańcowe”.  Ot, klasyka prowokacji współczesnych czekistów od kultury. W przypadku tarnowskiej wystawy głównym aktywistą takiej ideologicznej „zadymy” był jej kurator – syn publicysty Gazety Wyborczej, Piotra Pacewicza. Tak definiuję tego przedstawiciela „kawiorowej lewicy”, bo Krzyś (sam się tak przedstawia) niczego konkretnego w życiu nie osiągnął i głównie jest znany właśnie z tego, że jest synem. No chyba, że za sukces uznalibyśmy jego wypowiedź na temat młodych ludzi, którzy w 2014 roku w młodzieżowych wyborach do europarlamentu głosowali na Nową Prawicę Korwin-Mikkego i PIS: „Błagam, niech ktoś pozbędzie się młodzieży w wieku 13-19 lat metodą dowolną, nawet przypominającą ludobójstwo lub obóz śmierci!”

Nie wiem, jakie kwalifikacje merytoryczne ma młody Pacewicz do zajmowania się sztuką, a plastyką w szczególności, ale na pewno ma poważne braki, gdy chodzi o język polski, jak i kulturoznawstwo. Dobitnie o tym świadczy firmowany przez niego tekst w folderku towarzyszącym przywołanej na wstępie wystawie. Bełkot na temat marginalizowania kobiet w katolicyzmie czy niewiedza o istocie męczeństwa osób wyniesionych na ołtarze ścigają się w tym wypracowaniu z nachalnym indoktrynerstwem. Zestawiając ze sobą tak nieprzystające pojęcia, jak np. katolicyzm i katować, pan Krzyś mógłby równie dobrze katolika zrównać z katapultą. Problem jednak nie w tym, że marksiści kulturowi są totalnymi ignorantami, ale w tym, że nienawidzą ludzi. A jeżeli się z nimi zadają, to tylko po to, aby ich użyć do swoich ideologicznych kampanii. Tak właśnie, jak sądzę, użyto autorkę wystawy w tarnowskim BWA.

 

Pani Klementyna Stępniewska (rocznik 1985), ukończyła malarstwo na warszawskiej ASP w roku 2014. „Kato” jest jej pierwszą indywidualną wystawą. Jej prace, a bardziej cała otoczka temu towarzysząca, pokazują, że mamy do czynienia z osobą rozpaczliwie usiłującą się upodmiotowić. Smutnym faktem jest, że europejska i amerykańska (USA) bohema od pokoleń szuka inspiracji poprzez odrzucanie norm moralnych; poprzez wypieranie Boga. To oczywiście bardzo szybko wyjaławia i wtedy jedynym sposobem na ciąg dalszy twórczej egzystencji jest definiowanie siebie w kontrze do tegoż odrzuconego Boga. To trochę tak, jak z odwracaniem krucyfiksu do góry nogami u satanistów. Pani Klementyna pewnie czuje, że jej „dzieła” to trochę za mało, a więc w ramach modnych publicznych wiwisekcji stygmatyzuje swoich rodziców („ojciec zmarł śmiercią tragiczną”, „matka zapadła na schizofrenię i została dewotką”), a swą dziewczęcą burzę hormonalną podnosi do rangi przeżyć mistycznych na miarę męczeństwa kobiet wyniesionych na ołtarze przez Kościół katolicki. I właśnie mniej więcej o tych nieuporządkowanych hormonach sprzed lat kilkunastu jest „Kato”. O tych hormonach i o tym, jak namalować nienawiść do tego, co się tak naprawdę podziwia i kocha.

Czy mamy do czynienia z kolejnym aktem bluźnierstwa w utrzymywanej za publiczne pieniądze galerii sztuki? Nie sądzę. Takie widzenie tej sprawy jakoś tam nobilitowałoby skądinąd przeciętne koncepcyjnie zdarzenie; dodatkowo po prostu słabe warsztatowo (szczególnie towarzyszący wystawie filmik z wykorzystaniem motywu Piety). Abstrahując od tematyki prac pani Klementyny, jej dzieła zdecydowanie się jeszcze nie kwalifikują do publicznych prezentacji w systemie ogólnopolskiej promocji poprzez BWA. I nie ma tutaj znaczenia, że każdy obraz artystki powstaje podobno w ramach setek godzin „męki twórczej”.  Ja na wernisażu widziałem tylko zagubioną młodą kobietę, której – według mnie – bliżej jest do wiary, niż tym wszystkim faryzeuszom, którzy niedzielny obowiązek Mszy św. odfajkowują stojąc przez kilkadziesiąt minut gdzieś pod kościelnym murem czy przykucając podczas Ofiarowania na przykościelnym parkingu.           

 

Czy pani Stępniewska, występująca pod artystycznym pseudonimem Kle Mens, wróci do Pana Boga? Jak na razie jest nieźle sformatowanym produktem tzw. postsekularyzmu, czyli jednej z odsłon wojny, którą od bardzo dawna prowadzą z Kościołem jego wrogowie, przez niektórych zwani też masonami. W tym kontekście nie może dziwić, że początki koncepcji owego postsekularyzmu powstawały w ramach tzw. szkoły frankfurckiej. Ukonkretniając ten „postsekularyzm”, musimy mówić o ludziach posługujących się postinteligencją, czy w ogóle o czasie postrozumu. Bowiem wywijasy myślowe reprezentantów tegoż „izmu”, próbujące połączyć wiarę z ateizmem w jakimś „nowoczesnym dialogu”, są klasyczną relacją ognia z wodą. Żaden profesor, ani nawet adekwatne katedry na uniwersytetach nie są w stanie zadekretować znaku równości pomiędzy piekłem a Niebem. To tylko żałosne próby znalezienia alibi dla własnego kulturowego zaprzaństwa czy apostazji.

Nic wiec dziwnego, że wciąga się w to artystów. Oni bowiem zawsze najbardziej pieszczą ego wszelkiej maści budowniczych „nowego wspaniałego świata”. I dodają mu – nomen omen – tęczowych barw. No i są towarem łatwo zastępowalnym przez kolejny „młodszy model”. Powtórzmy już zadane pytanie – czy pani Stępniewska wróci do Pana Boga? Czy wróci do powszechnego, a więc katolickiego Kościoła? Czy sztuka, która ze swej natury otwiera drzwi do Nieba, spowoduje jej przemianę i uczyni ją wolną? Myślę, że ma taką szansę. To widać w jej, tylko pozornie obrazoburczych malunkach św. Agaty i św. Katarzyny ze Sieny.  

Tomasz A. Żak       

 

Reklamy

komentarze 3 to “Tomasz A. Żak: Prowokacja zamiast sztuki”

  1. pugnus said

    Tego nawet nie mozna nazwac prowokacja ,to jest perfidne wkladanie kija w szprychy ,zeby nie powiedziec: profancja swietosci!
    Zdecydowana odpowiedz daja w takich wypadkach ….muzulamnie o czym przekonala sie juz zespol „tworczy” niejakiego szmatlawca o nazwie „Charlie Hebdo”.Oczywiscie w naszym kregu cywilizacyjnym rozwiazania takie nie przystoja, zatem pozostaje tylko presja finansowa. Nalezy wiec bezwzglednie obcinac wszelkie subsydia dla tzw .obiecujacych artystow ,ktorych „tworczosc” polega na kalaniu i deptaniu wszystkiego ,co dla wiekszosci jest swietoscia !.

  2. Gratuluje p. Tomaszu doskonalej acz naleznie zgryzliwej recenzji z wernisażu niejakiej Klementyny S. Jeszcze raz potwierdza sie fakt ze „sztuka” plodzona przez prymitywny lumpenproletariat nie wipisuje sie w zaden cywilizowany kanon sztuki a jest tylko oczywista ekspresja lewackiego zidiocenia.

  3. kominiarz said

    ……za murem czy przykucając podczas Ofiarowania na przykościelnym parkingu…….

    Czy przypadkiem podczas Ofiarowania sie nie wstaje?

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: