Miałem inny plan na przyszłość, myślałem, że sytuacja będzie stabilna, wygrają ci, co rządzili do tej pory, wszyscy będą spasieni i tłuści wylegiwać się na kanapach, a ja będę dla nich grał jazz. Tak to miało wyglądać. Życie to jednak przerosło

– skarży się muzyk.

Wyznaje, że przez moment zastanawiał się nad wyjazdem z Polski na stałe.

Ale wobec tego wszystkiego, co teraz dzieje się w Europie, to niby dokąd?

– zastanawia się Maleńczuk.

Więc może lepiej po prostu wyjechać na wieś? Możemy się z tego śmiać, ale sytuacja wcale nie jest do śmiechu

– stwierdza ze zgrozą.

Ma problem, bo nie potrafi wytłumaczyć swoim dzieciom, co się dzieje na świecie. Lekiem na wszystkie jego bolączki jest ucieczka w jazz. No może nie na wszystkie, bo nawet podczas swoich koncertów mówi o polityce. Na koniec wywiadu Maleńczuk tradycyjnie straszy „faszyzmem”. Tym razem dopatrzył się go u – jeszcze do niedawna – swojego „kolegi po fachu”.

Paweł Kukiz momentami mówi rzeczy wręcz faszystowskie, z którymi ja po prostu nie mogę się pogodzić

– ubolewa artysta.

Czyżby według Maleńczuka Polska pod rządami Platformy Obywatelskiej była krainą mlekiem i miodem płynącą? Jak widać, dobrobyt odbiera niektórym zdolność racjonalnego myślenia.

bzm/wyborcza.pl