Wirtualna Polonia

“-Wyśmiewani za niemodny patriotyzm, wierni Bogu i ojczyźnie podnieśliśmy głowy.”

Stanisław Michalkiewicz: Dziewuchy jako proletariat zastępczy

Posted by Włodek Kuliński - Wirtualna Polonia w dniu 2016-04-10

Z pobytów we Francji odniosłem wrażenie, że istnieją dwa narody francuskie, które zwłaszcza cudzoziemcowi łatwo odróżnić.

Należący do pierwszego francuskiego narodu porozumiewają się między sobą językiem francuskim, który jest dla cudzoziemca zrozumiały, podczas gdy przedstawiciele drugiego francuskiego narodu między sobą porozumiewają się beknięciami: aaa, uuu, eee – i tak dalej. Cudzoziemiec tych beknięć oczywiście nie rozumie, ale oni doskonale je rozumieją. Inna rzecz, że przy pomocy takich beknięć można przekazywać chyba tylko bardzo proste komunikaty: dobrze mi, niedobrze mi, chodź tu, odsuń się – i tym podobne. Zastanawiając się, skąd wynika przynależność do pierwszego czy do drugiego francuskiego narodu, doszedłem do wniosku, że decyduje o tym okoliczność, czy rodzice zajmują się dziećmi, czy też puszczają je samopas.  Bo nie wynika to ani z poziomu wykształcenia, ani ze stopnia zamożności, tylko właśnie ze sposobu funkcjonowania rodziny. Dzieci wyrastające w rodzinach normalnych z reguły należą do pierwszego francuskiego narodu, podczas gdy dzieci z rodzin rozbitych, albo wychowywane przez samotne matki, z reguły trafiają do narodu drugiego. Ma to oczywiście również konsekwencje polityczne, bo funkcjonariuszami państwowymi, czy w ogóle – publicznymi przeważnie zostają członkowie pierwszego francuskiego narodu, podczas gdy ten drugi przeważnie pełni podrzędne funkcje obsługowe. Oczywiście przedstawiciele pierwszego francuskiego narodu bardzo chętnie schlebiają przedstawicielom narodu drugiego, komplementując ich jako „suwerenów” i „sól ziemi” i „ozdobę republiki”, ale gołym okiem widać, że robią to tylko po to, by dzięki roztaczaniu przed oczyma narodu drugiego obraz rzeczywistości podstawionej, tym łatwiej utrzymywać go w ryzach. Być może mają rację, bo zastanówmy się, do czego mogłoby dojść, gdyby tak drugi naród został puszczony samopas? Prawdopodobnie wybuchłaby „wojna wszystkich ze wszystkimi” – o której pisał Tomasz Hobbes. Uważał on, że człowiek jest  z natury zły, że instynkt podpowiada mu, by innego człowieka ujarzmić i zjeść – ale ponieważ żaden nie uzyskuje przewagi, która zapewniłaby mu bezpieczeństwo, ludzie tworzą państwo, które monopolizuje przemoc, zapewniając w ten sposób wszystkim mozliwość przetrwania. Ciekawe, że koncepcję takiej społecznej umowy lansował również Jan Jakub Rousseau, uważający, że człowiek jest z natury dobry, zaś psuje go cywilizacja, a już najbardziej – własność prywatna. Ideałem Rousseau była demokracja, w której każdy powinien  zostać zmuszony do wolności. Słowem – „A kiedy znajdziesz się za drutem, opuści troska cię i smutek i radość w sercu twym zagości, żeś do Królestwa wszedł Wolności”.

Ideowymi spadkobiercami Jana Jakuba Rousseau są rewolucjoniści, którzy pragną stworzyć na nowo świat w wersji uzupełnionej i poprawionej. To znaczy – przynajmniej niektórzy z nich, bo inni tylko korzystają z tego pretekstu, by dobrze wypić i smacznie zakąsić. Takie podejrzenia rodzą się w momencie, gdy w pismach teoretyków rewolucji napotykamy się na postulat m.in. wspólnych żon. Ponieważ tradycyjny proletariat w postaci pracowników najemnych od rewolucjonistów się odwrócił, zaczęli oni gorączkowo poszukiwać proletariatu zastępczego, bo rewolucjonista bez proletariatu, który mógłby wyzwalać i którym by kierował, to postać groteskowa, niczym Cygan bez drumli. Nawiasem mówiąc, proletariusze najemni byli dla rewolucjonistów partnerem nielojalnym, bo proletariusz o niczym innym nie marzył, tylko – jakby tu jak najszybciej przestać być proletariuszem. A kiedy taki jeden z drugim proletariusz się dorobił, to stawał się nieprzejednanym wrogiem rewolucjonistów, nie bez słuszności podejrzewając ich, że będą chcieli mu na użytek „wspólny”, czyli własny odebrać to, czego z takim trudem się dochrapał. Ciekawe, że i rewolucjoniści najbardziej ze wszystkich nienawidzili „drobnomieszczanina”, czyli właśnie – wzbogaconego proletariusza. Więc kiedy proletariusze odwrócili się od rewolucjonistów, ci zaczęli rozglądać się za proletariatem zastępczym i ich argusowe oko skierowało się na kobiety. Kobieta bowiem – wszystko jedno: biedna, czy bogata, mądra, czy głupia – kobietą być nie przestanie. Zatem wystarczy tylko by dla lepszego użytku rewolucjonistów przekonać je, by źrenicę swojej wolności ulokowały w zapewnieniu sobie – a tak naprawdę – nie tyle „sobie”, co właśnie rewolucjonistom używającym ich wedle upodobania, bezkarności przy likwidowaniu rezultatów tego rewolucyjnego pasożytnictwa. W ogóle socjalistyczna koncepcja zmierza do rozerwania związku między sposobem życia człowieka a konsekwencjami przyjętego sposobu funkcjonowania. Do tego właśnie sprowadza się kolektywizm – że odpowiada „społeczeństwo”, co na sytuację kobiet przekłada się w lansowaniu seksualnego bezładu jako szczytowego osiągnięcia „samorealizacji”. Nietrudno się domyślić, że największe korzyści seksualny bezład przynosi mężczyznom, którzy w ten sposób zbliżają się do upragnionego ideału wspólnoty kobiet, którym oferuje się bezkarność za mordowanie poczętych w ten sposób dzieci. Na skutek systematycznego duraczenia w ramach komunistycznej rewolucji prowadzonej według strategii Antoniego Gramsciego, bardzo wiele kobiet w tę formę „samorealizacji” uwierzyło i gotowe są one walczyć o nią do upadłego. Jako proletariat zastępczy są jedynie mięsem armatnim rewolucjonistów, ale skoro dały się uwieść ich syrenim śpiewom, to muszą wyjść naprzeciw swemu przeznaczeniu. No i wychodzą na ulice jako „dziewuchy”, co ma nadać ich autodegradacji ironiczną asekurację. Biedne, głupie ofiary cwanych spryciarzy!

Stanisław Michalkiewicz

Advertisements

komentarze 2 to “Stanisław Michalkiewicz: Dziewuchy jako proletariat zastępczy”

  1. Klasyką rasizmu jest żydowska monolatria.Można mówić o historii żydowskiego,bandyckiego rewolucjonizmu,którego znaczące wpływy rozpoczęły sie od listu rozwodowego opisanego przez polskiego badacza antyku Tadeusza Zielińskiego w HELLENIZM A JUDAIZM.
    Kiedy w Europie upadało rycerstwo rozpoczynało się prawnictwo,na którego rozwój wpływ miały wartości CYWILIZACJI PODWÓJNEJ MORALNOŚCI,czyli ŻYDOWSKIEJ,jak ją nazwał Feliks Koneczny,autor oryginalnego podziału na CYWILIZACJE.
    Cywilizacyjnie ukształtowana zdolność do przewrotności pozwalała na wykorzystanie UTOPII i powstanie ŻYDOBOLSZEWIZMU,który w działaniu przejął rosyjski rasizm.
    Dziś doświadczamy kolejnej UTOPII z wiarą w WOLNY RYNEK.Liberalizm eksportuje WOJNY SPRAWIEDLIWE w imię obrony DEMOKRACJI z doskonaleniem sztuki wywoływania kryzysów aby na nich zarabiać.

  2. yoko said

    Petru spółka

    Monika Rosa:

    „Jedynka” partii Ryszarda Petru na Śląsku (okręg nr 31). Od 2010 r. pracowała w Kancelarii Prezydenta, ostatnio jako zastępca dyrektora w gabinecie prezydenta Bronisława Komorowskiego.

    Dorota Drozd:

    Obecnie odpowiedzialna za Public Relations w partii „Nowoczesna”, asystentka Ryszarda Petru. Wcześniej Drozd zajmowała się PR-em polityków Platformy Obywatelskiej. Jak podał portal newsowi.pl, pracowała m. in. w Centrum Informacyjnym Rządu Donalda Tuska, następnie była ekspertem ds. wizerunku w gabinecie prezydenta Bronisława Komorowskiego. Jest współautorką projektu “Kokardy narodowe w Pałacu Prezydenckim”.

    Adam Szłapka:

    Sekretarz generalny, szef struktur terenowych „Nowoczesnej”. O roli byłego pracownika Kancelarii Prezydenta Komorowskiego w partii mówił jej lider, były bankowiec Ryszard Petru. – Wybierałem [jedynki] spośród osób wcześniej merytorycznie wyselekcjonowanych przez sekretarza generalnego [czyli Adama Szłapkę] – przyznał Petru w wywiadzie dla tygodnika „Do Rzeczy”. W kancelarii Bronisława Komorowskiego Szłapka pracował jako asystent szefa kancelarii prezydenta, Jacka Michałowskiego. Zajmował się m.in. organizacją lokalnych wizyt Komorowskiego.

    CZYTAJ WIĘCEJ: Sekretarz generalny „Nowoczesnej” pod lupą śledczych. Nowe fakty ws. zaginionej „Gęsiarki”

    Wojciech Kałuża:

    „Jedynka” Nowoczesnej w okręgu rybnickim. Były wiceprezydent Żor (wybrany z ramienia Platformy Obywatelskiej), obecnie radny Rady Miasta. – Rozwodu jeszcze nie ma, nazwałbym to raczej pewną formą separacji – mówił rok temu w rozmowie z portalem zory24.pl, w odpowiedzi na pytanie, czy porzucił Platformę Obywatelską, i tłumacząc związanie się z lokalną „Żorska Samorządnością”. – Platforma jest potrzebna w skali kraju – podkreślał Kałuża.

    Krzysztof Truskolaski:

    „Jedynka” Ryszarda Petru na podlaskiej liście „Nowoczesnej”. Koordynator struktur politycznych partii w regionie. Syn prezydenta Białegostoku, Tadeusza Truskolaskiego, który trzykrotnie został wybrany na stanowiska prezydenta z ramienia, bądź z rekomendacją Platformy Obywatelskiej.

    Mirosław Pampuch:

    Specjalista ds. podatku VAT, w latach 2008-2014 starosta olsztyński, od roku sekretarz Urzędu Miasta Olsztyna. Kandydat numer jeden „Nowoczesnej” do Sejmu z okręgu olsztyńskiego. To nie pierwsze podejście Pampucha do zdobycia mandatu poselskiego. W 2011 r. startował do Sejmu z ramienia Platformy Obywatelskiej.

    Adam Rogala-Lewicki:

    Pełnomocniki partii Petru w województwie łódzkim. „Jedynka” tej partii w okręgu nr 11. Związany z Platformą Obywatelską od wielu lat, w czerwcu br. formalnie zerwał współpracę z partią. Kandydat PO w wyborach samorządowych 2010 r.

    Jerzy Meysztowicz:

    Działalność polityczną rozpoczynał od Unii Demokratycznej, skąd przeszedł do Unii Wolności, gdzie był członkiem zarządu partii. Z Platformą Obywatelską związany od 2008 r.

    Ryszard Petru:

    Lider „Nowoczesnej”. Jak wynika z z dokumentów WikiLeaks, był on „nieformalnym doradcą” byłego premiera i prowadził z nim „tajne” rozmowy. Ekonomista od lat związany z różnymi bankami, wcześniej z Bankiem Światowym miał pełnić rolę pośrednika pomiędzy Tuskiem a Międzynarodowym Funduszem Walutowym. Pytany w czerwcu br. o swoje relacje z Tuskiem, stwierdzić, że „nie chce tego komentować”.

    Przed wybuchem kryzysu finansowego zapewniał w mediach, że zadłużanie się w szwajcarskiej walucie jest idealnym rozwiązaniem. – Mogę pospekulować, że branie kredytów we frankach jest dobrym pomysłem – przekonywał m.in. na antenie TOK FM. Sam swój kredyt we frankach przewalutował już w 2008 r. W 2014 r. Petru na krótko był przewodniczącym rady nadzorczej Polskich Kolei Państwowych.

    Między pierwszą a drugą turą wyborów prezydenckich wsparł osobiście Bronisława Komorowskiego. Na konferencji prasowej 12 maja br. Petru w towarzystwie Komorowskiego chwalił proponowane przez ustępującego dziś prezydenta zmiany w prawie podatkowym. Nazwał pomysły Komorowskiego „krokiem w dobrym kierunku”. Na swoim profilu na Twitterze jeszcze 24 maja, w dniu II tury wyborów, namawiał, by iść na głosowanie i zadzwonić do znajomych, by zrobili to samo.

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d bloggers like this: