Wirtualna Polonia

“-Wyśmiewani za niemodny patriotyzm, wierni Bogu i ojczyźnie podnieśliśmy głowy.”

Andrzej Kumor: Emerytury

Posted by Włodek Kuliński - Wirtualna Polonia w dniu 2016-04-17

Nie wiem, z jakiego rozdzielnika, ale kilka dni temu zadzwoniło do mnie radio z Polski z pytaniem, co sądzę o cofnięciu podwyżki wieku emerytalnego w Kanadzie – skoro przecież cały świat podwyższa…

Cóż, “ja sądzę”, że mi się to bardzo podoba. Dlaczego? Nie tylko dlatego, że nie podoba mi się urawniłowka, w ramach której podczas jakiegoś Bilderbergu czy Davos równiejsi stwierdzili, że żyjemy za długo i trzeba nas przeczołgać pod jakimś durnym przepisem. 

     Po prostu nie lubię, jak banda niedokształconych, pyszałkowatych globalistów, besserwisserów z Bożej Łaski usiłuje zarządzać naszym padołem w myśl jakichś szatańskich podszeptów.

     Zaskoczyło mnie, że wiek emerytalny w taki sam sposób podniesiono w Polsce (i kilku innych krajach Europy) oraz w Kanadzie.

     Kraje te mają różną sytuację demograficzną (w Kanadzie – na przykład – liczba ludności cały czas wzrasta) i inny poziom dobrobytu (PKB na głowę). Co prawda w Kanadzie nie zrobiono tej podwyżki tak bardzo na chama jak w Polsce, gdzie podniesiono wiek emerytalny płacącym składki, czyli bezkarnie zerwano umowę, jaką mieli z ubezpieczalnią. Tu, u nas, wzrósł jedynie wiek emerytalny w przypadku renty starczej (OAS), co za tym idzie także dodatku dochodowego (GIS) – a więc świadczeń socjalnych wypłacanych z budżetu i niebędących przedmiotem umowy, jak to ma miejsce w przypadku “składkowego” ubezpieczenia emerytalnego Canada Pension Plan.

     W Kanadzie mniej więcej jedna trzecia państwowej emerytury pochodzi z funduszu ubezpieczenia emerytalnego CPP i jest zależna od wysokości składek, przepracowanych lat etc., a reszta jest świadczeniem socjalnym.

     Nie jest to głupi pomysł – chodzi o to, by ludzie starzy, niezależnie od tego, jak układało im się życie i kariery, nie musieli grzebać po śmietnikach i ślinić się na zepsute resztki wyrzucane z supermarketów. Chodzi o to, żeby emeryt miał zagwarantowaną przyzwoitą starość – choćby biedną – ale nie żebraczą.

     Skoro zatem emerytury są w dużej części składnikiem budżetu, to w państwach bogatych jak najbardziej stać nas na to, by były wypłacane od – powiedzmy – 55, 60 albo 65 roku życia. I nie jest to kwestia tego, czy społeczeństwo się starzeje, czy odmładza, tylko od tego jak zasobna jest państwowa kasa i na co może sobie pozwolić!

     Mantra, która ma nas przekonać, że emerytury nie mogą być wysokie i musimy na nie dłużej pracować, mówi, że jest coraz więcej ludzi starych i nie starcza tych w wieku produkcyjnym, aby ich utrzymać.

     Jest to teza lansowana tak powszechnie, że jej podważanie traktowane jest jako objaw ekonomicznego oszołomstwa.

     Tymczasem jeśli założymy, że system emerytalny – jak to ma miejsce w przypadku polskiego ZUS-u – jest wyłącznie samofinansującym się ubezpieczeniem składkowym, wówczas, kiedy podpisujemy kontrakt i zaczynamy płacić składki, nasza ubezpieczalnia pyta aktuariusza, jakie jest ryzyko naszego przypadku, i ustala wysokość składki tak, abyśmy mogli dostać dane świadczenie. Zatem otrzymywane przez nas świadczenia są rezultatem wpłacanych składek i dochodów uzyskiwanych przez ubezpieczalnie z tytułu obracania nimi, a nie ze składek od nowych ubezpieczycieli!!! Gdyby było inaczej, byłaby to czystej wody piramida finansowa – zakazana prawem! Inaczej mówiąc, jeśli się ubezpieczam – np. na życie, to moje ubezpieczenie finansuję wpłacanymi składkami i mam dostać świadczenia niezależnie od tego, ile innych osób się ubezpieczyło.

     Nawiasem mówiąc, ktoś kiedyś policzył, ile w ciągu całego życia tych składek by nam się zakumulowało, ile byśmy mieli, inwestując je średnio na 5 proc. rocznie, i wyszło, że znacznie więcej niż płaci CPP.

     To w sytuacji składkowej emerytury, bo w przypadku “budżetowej” jest jeszcze ciekawiej. Przecież świadczenia socjalne zależą w głównej mierze od tego, jak się danemu państwu wiedzie; zależą od dobrobytu; ile PKB wypracowuje się na głowę. Dlatego siatka socjalna może być rozbudowana w Norwegii czy RFN, a nie może w takim – dajmy na to – Bangladeszu. I to pomimo tego, że społeczeństwo Bangladeszu jest demograficznie bardzo “dynamiczne”.

     O co chodzi? O to, że gospodarka niemiecka, wykorzystując wysoko zaawansowane technologie, ma świetną wydajność pracy i wypracowuje olbrzymie zyski netto (również wyprowadzając je z krajów takich jak Polska), a część tych zysków, w postaci podatków, zasila wspólną kasę i stamtąd jest dzielona – także na emerytów. Podobnie dzieje się w Kanadzie. Dochody budżetu to przecież nie tylko opodatkowanie zatrudnienia poszczególnych ludzi, ale na przykład różnego rodzaju pozycje, jak opłaty za eksploatację surowców i tym podobne. Jeśli więc państwo wydaje – powiedzmy – 2 proc. PKB na siły zbrojne, to co z tego, że wyda 3 proc. PKB na zapewnienie godziwej starości emerytom, pozwalając na emerytury od 60 roku życia? Jest to WYŁĄCZNIE kwestia wpływów do budżetu! A te zależą od tego, czy gospodarka jest wysoko wydajna, wykorzystuje zaawansowane technologie, organizację pracy i posiada rozwiniętą infrastrukturę, czy też ekstensywna! Może się też zdarzyć – jak w emiratach czy kiedyś w Libii – że ma dochody, bo kraj leży na złocie czy ropie, i jego mieszkańcy odcinają od tego kupony – stać ich, jak obywateli Dubaju, by manna lała się z nieba.

     Nie dajmy sobie wmówić, że “nie stać nas na emerytury”. Owszem, jak mamy idiotów u władzy, to nas nie stać, ale gdybyśmy mieli furkocącą gospodarkę, no to jak najbardziej – powtarzam, jest to funkcja dochodów budżetowych, a nie starzenia się społeczeństwa.

     Kiedy zatem podwyższanie wieku emerytalnego ma sens? No, gdybym na przykład miał w gospodarstwie niewolników. A ci żyliby mi coraz dłużej, zwiększając koszty, to podniósłbym im wiek, do którego obowiązani są pracować, by nie nie zmniejszać własnych dochodów.

     Panie, panowie, na świecie mamy olbrzymi wzrost PKB i liczby młodych. Proszę sobie nie dać wmawiać, że musimy tyrać do śmierci. No, chyba że całkiem się pogodzimy z własnym niewolnictwem. Jeśli jednak te państwa są wciąż nasze, a nie ich, no to nie dajmy się robić w ciula.

Andrzej Kumor

 

Odpowiedzi: 5 to “Andrzej Kumor: Emerytury”

  1. gość said

    1000 PLN miesięcznie – niespełniony szczyt marzeń setek tysięcy Polaków i Polek

    Niestety nie widać dobrej zmiany w ZUS. Po ostatniej waloryzacji od 1 marca 2016 roku emerytura, renta z tytułu całkowitej niezdolności do pracy i renta rodzinna to tylko 882,56 PLN brutto. Renta z tytułu częściowej niezdolności do pracy 676,75 PLN brutto. Renta z tytułu całkowitej niezdolności do pracy w związku z wypadkiem lub chorobą zawodową i renta rodzinna wypadkowa 1059,07 PLN brutto. Renta z tytułu częściowej niezdolności do pracy w związku z wypadkiem lub chorobą zawodową 812,10 PLN brutto. Renta socjalna to 741, 35 PLN brutto. [Źródło pow. danych: ZUS tutaj].

    Waloryzacja szału nie zrobiła. Były osoby, co dostały po 3 PLN z groszami, były osoby co dostały nawet i 5 PLN z groszami. Być może rzeczywiście w skali roku ma to znaczenie, bo czy dostaliśmy 36 PLN podwyżki rocznie, czy około 60 PLN – to jednak robi różnice.

    W zasadzie na tym moglibyśmy zakończyć ten felieton, albowiem ciężko jest się powstrzymać, żeby nie narzekać. No, bo jak można na poważnie traktować kraj, który osobie niezdolnej do pracy daje 882,56 PLN brutto, co stanowi około 681,02 PLN netto po odliczeniu 121 PLN na ZUS, 69 PLN na NFZ i 11 PLN jako zaliczka na podatek dochodowy. Jak można żyć za 681 PLN i 2 grosze będąc osobą całkowicie niezdolną do pracy? Czy ktoś kto za to odpowiada jest debilem, a może nigdy nie był w sklepie? W pierwszym wypadku ma szanse na dobrą opiekę w zakładzie psychiatrycznym, w drugim – może niech się przejdzie i zobaczy, te takie cyferki na karteczkach obok towarów to są ceny, jakie trzeba zapłacić, żeby żyć. Może osoby za to upokorzenie odpowiedzialne nigdy nie opłacały opłat komunalnych? Nie płaciły za wodę, prąd (wyrób akcyzowy), gaz? Przecież musi być jakaś racjonalna przyczyna powodów dla których ludzie nami rządzący, bo to oni odpowiadają za wysokość tych kwot – godzili się na takie upodlenie i zeszmacenie tej części naszego społeczeństwa, która jest skazana z różnych przyczyn na tego typu świadczenia?

    Przecież w przypadku kwoty 681 PLN i 2 grosze netto – nie można mówić nawet o wegetacji! Szczęśliwcy, którzy mieli mieszkania dostają się pod egzekucję komorniczą, ponieważ państwo daje im tak mało środków, że nie mają na lekarstwa, jedzenie i mieszkanie. Potem albo lądują na ulicy jak byli grzeczni, albo w zakładach psychiatrycznych, jeżeli grozili samouszkodzeniem. No, bo jak byli agresywni, to władza nie ma litości – więzienia czekają.

    Czy nikt rządzących nie rozumie, że jeżeli ma się w gospodarstwie domowym osobę otrzymującą 681 PLN i 2 grosze, to ma się obciążenie finansowe – rozłożone na innych domowników? Po prostu rodzic niepełnosprawny – kosztuje dziecko pracujące lub partnera życiowego? Czy rządzący nie rozumieją, że to często są powody do rozpadu rodzin, związków, okrutnego losu – samotności, bólu i cierpienia ludzi zepchniętych na margines tylko dlatego bo zachorowali?

    Oczywiście można odnosić tę kwotę do wysokości płacy minimalnej, można tłumaczyć się wskaźnikami, wyliczonym progiem egzystencji, dodać to tych groszy kolejne z pomocy społecznej i jakoś wychodzi może 1000 – coś około tej kwoty. Bajeczny 1000 PLN netto miesięcznie, niespełniony szczyt marzeń setek tysięcy biednych rencistów, którzy nie mieli pieniędzy na leki lub ogrzewanie i umarli przedwcześnie.

    Nawet jeżeli uwzględnimy realia jakie są w naszym kraju, to kwota 681 PLN i 2 groszy miesięcznie na życie, to nie tylko skandal, to nie tylko upokorzenie, ale to po prostu nakaz szybszej śmierci, najlepiej natychmiastowego zgonu. No, bo jak żyć za takie pieniądze?

    Być może na wsi jak się ma własny ogródek i coś człowiekowi wyrośnie, to jest lżej, jednak lekarstwa mają dokładnie taką samą cenę, prąd również nie jest na wsi tańszy, woda często droższa. Obalmy mity o sielskim życiu rencistów na wsiach! Często schorowanych biednych ludzi, wydanych na opiekę rodzin, gdzie fundamentalnym problemem jest dostęp do lekarza w mieście. To często są straszne sprawy, ale państwu nie przeszkadza to, że wszystko jest przerzucone na rodziny – to nie ma znaczenia.

    Zastanawiające jest to, jak długo jeszcze Polacy i Polki będą pokornie znosić takie upokorzenia. Bowiem naprawdę za takie kwoty nie da się żyć, a KAŻDY Z NAS MOŻE MIEĆ WYPADEK, KAŻDY Z NAS MOŻE BYĆ RENCISTĄ! Podwyższenie tych wszystkich najniższych świadczeń jest nie tylko obowiązkiem moralnym dobrej zmiany, ale przede wszystkim naglącą koniecznością.

    https://obserwatorpolityczny.pl/?p=40057

  2. kifer said

    A teraz ciekawostka i zagadka zarazem. Według rocznika GUS średni wiek życia mężczyzny ok 74,3 lata, zaś ZUS wyliczając
    emeryturę przyjmuje średnią życia mężczyzny na 83,3 lata, powołując się na ten sam rocznik GUS. Zacząłem drążyć i okazało
    się, że największy złodziej w Polsce, czyli rząd w majestacie prawa ustalił odgórnie dwie różne średnie,wybierając odpowiednio
    tą, która aktualnie lepiej pasuje do sytuacji. Myślę, że tzw .Państwo można śmiało nazwać największym złodziejem i paserem
    okradające własnych obywateli. Proszę o opisanie innych przykładów tego rodzaju draństwa IV RP.

  3. Alina said

    2
    Ci oszuści posługują się pojęciem – można to sprawdzić – „dalszym trwaniem życia”. Dotyczy to średniego wieku ludzi, którzy DOŻYLI DO WIEKU EMERYTALNEGO. Tymczasem bardzo trudno jest znaleźć – nie udało mi się parę miesięcy temu – jaki jest średni wiek Polaka, Polaka-meżczyzny, Polaka-kobiety, jaki odsetek ludzi z danego rocznika jeszcze żyje, jaki jest średni wiek, tych co zmarli. To są bardzo ciekawe dane, ale nie potrafię ich znaleźć.
    To co Pan podaje to faktycznie oszustwo. Ostatnio dowiedziałam się, że z mojej ok 30 osobowej klasy ze szkoły podstawowej nie żyje 5 chłopaków, Zmarli nie dożywając jeden 40 lat, pozostali 57.Czyli 1/6 populacji mojej klasy nie dożyła wieku emerytalnego. Nie wiadomo jaki procent populacji jest na robotach przymusowych w nowej unijnej rzeszy. Oczywiście takie dane na pewno są, tylko albo utajnione, albo nikomu nie chce się ich analizować, żeby nas nie dołować efektami realnej polityki ostatnich rządów i prezydentów.

  4. Antoni Nadstazik, Melbourne. said

    Mysle, ze powinnismy sie tez zastanowic nad jeszcze jednym przemilczanym faktem.

    Zakladajac, ze ogolna ilosc stanowisk pracy na calym swiecie, jest mniej wiecej stala,
    do tego z zalozenia nizsza niz poszukujacych pracy, zostawiajac dluzej w pracy
    starszych ludzi, niejako automatycznie obcina sie szanse na ta prace dla mlodych.
    Moze wlasnie o to chodzi, bo wtedy mozna dyktowac zanizone stawki.
    Jesli nie wiadomo o co chodzi, to z reguly o pieniadze, jako zas ze one sa zamiennie z wladza,
    reszta jest milczeniem.

  5. Guła said

    #2
    Zmieniając wiek przejścia na emeryturę z 67 lat na 65 lat w przypadku mężczyzn i odejmując od 84 lat, zamienione na miesiące zwiększa się wartość mianownika, gdzie wartość licznika stanowi zebrany kapitał. W sumie zaowocuje to dodatkowym zmniejszeniem wielkości emerytury.
    Kiedy otrzymałem decyzję (z naliczeniem jej wielkości wg nowych zasad) miałem czas, jak każdy inny, na odwołanie się od tej decyzji domagając się uwzględnienia średniego wieku życia, 74 a nie 84 lat życia. A co to by dała? W tej lepkiej, pokręconej, ubezwłasnowolniającej społeczeństwo atmosferze życia. (bo muszi powód wiedzieć że ZUS ma swoje tego tamtego … – sad cywilny przy innej sprawie)

    Różnica w moim przypadku i znajomych rówieśników wynosiła in minus około 1200 zł. Dorzucono każdemu emerytowi na plecy, na utrzymanie 2,5 kombatanta miesięcznie. Zakładając że im nie wypłacają zaległego … A spieszą się tak bardzo że „reformę” emerytalną wprowadzono od rocznika 49 a nie jak świat cały od 52.

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d bloggers like this: