Wirtualna Polonia

“-Wyśmiewani za niemodny patriotyzm, wierni Bogu i ojczyźnie podnieśliśmy głowy.”

Niemiec krzywdził Polaków. Teraz za to przeprasza.

Posted by Włodek Kuliński - Wirtualna Polonia w dniu 2016-04-20

Pracownik Jugendamtu

Każdego dnia prześladowała mnie myśl, że krzywdzę polskie dzieci i rozbijam szczęśliwe rodziny – wyznaje Uwe Kirchoff (53 l.), który 12 lat pracował w niemieckim urzędzie do spraw dzieci i młodzieży 

Każdego dnia prześladowała mnie myśl, że krzywdzę polskie dzieci i rozbijam szczęśliwe rodziny. Wreszcie powiedziałem „dość!” – wyznaje Uwe Kirchoff (53 l.). 12 lat pracował w niemieckim urzędzie do spraw dzieci i młodzieży, czyli owianym fatalną sławą Jugendamcie. Tylko w Fakcie opowiada o bezduszności urzędników i ich sprytnych sposobach na odrywanie dzieci od rodziców.

– Trudno mi o tym wszystkim mówić. Trudno wracać do tych okropności. Ale może czas zmierzyć się ze swoimi wspomnieniami – rozpoczyna swoją historię Uwe.

 

W 1995 r. skończył pedagogikę socjalną w niemieckim mieście Fulda i zaczął pracę w Jugendamcie. Zarobki były całkiem niezłe, na początek 3,5 tys. euro (ok. 15 tys. zł); pracownik z większym stażem może wyciągnąć nawet 10 tys. euro (ponad 40 tys. zł.)

Wierzyłem, że będę pomagał dzieciom, ratował je przed stoczeniem się. Prawda szybko okazała się inna – ciągnie Niemiec. Dobrze pamięta pierwsze dziecko, jakie odebrał polskiej rodzinie. To był 14-letni chłopiec. Ukradł batonik ze sklepu. To wystarczyło, by uznać, że jego rodzice nie są go w stanie wychować. – Nie mogę zapomnieć jego płaczu, kiedy go odbierałem – zamyśla się Uwe i zdradza, że o polskie dzieci zabiega wiele niemieckich rodzin zastępczych.

– To czysty biznes. Za jedno dziecko wychowywane w rodzinie zastępczej Jugendamt płaci 1000 euro (ponad 4 tys. zł), jeżeli jest niepełnosprawne, ta kwota może wzrosnąć do 25 tys. euro – opowiada.

Uwe opowiada też o technikach, jakie stosują urzędnicy, by uzasadnić rozbicie rodziny. Na ich celowniku są obcokrajowcy, szczególnie ci, którzy sami wychowują dzieci albo mają je z obywatelami niemieckimi.
– Nie znają języka i można im praktycznie wszystko wcisnąć – mówi Uwe.

Zaczynają się kontrole (z reguły niezapowiedziane). – Wystarczy napisać w dokumentach, że dziecko jest w domu smutne. To może być podstawą do odebrania go rodzicom. A płacz? Błagania rodziców? Urzędnika ma to nie obchodzić! – przyznaje. I dodaje, że oficjalnym powodem jest zawsze ochrona nieletnich. Ale jak jest naprawdę?

– To szokujące, co powiem. Ale oprócz tego, że na dzieciach można nieźle zarobić, to liczy się też ich germanizacja. Wiele razy powodem odebrania dzieci Polakom było to, że niedostatecznie zintegrowały się ze społeczeństwem niemieckim – podkreśla. W tych okolicznościach, mimo wysokich zarobków, Uwe Kirchoff w 2007 r. rzucił papierami i odszedł z pracy. Dziś sam pomaga rodzinom odzyskiwać dzieci odebrane przez Jugendamt. Udziela porad prawnych w wielu stowarzyszeniach zajmujących się prawami rodzin.

– To, że pracowałem w tej zakłamanej instytucji, uważam za swój życiowy błąd – wyznaje nam.

http://www.fakt.pl/polska/spowiedz-pracownika-jugendamtu,artykuly,627315.html

Reklamy

komentarze 4 to “Niemiec krzywdził Polaków. Teraz za to przeprasza.”

  1. Minus said

    Taka właśnie powinna być kolejność- żal za grzechy, skrucha, mocne postanowienie poprawy, zadośćuczynienie Panu Bogu i bliźniemu. Trzeba chyba mieć jaja, żeby Niemiec w Niemczech taki zwrot zrobił. Kłaniam się temu Panu, powodzenia.

    Dodam. Pracowałem kiedyś w takim szemranym interesie, jeszcze przed wejściem Polski do Unii. Prywatna firma w Polsce współpracowała z Jugendamtem, z pd-zach miasta Niemiec. Jugendamt przywoził dzieciaki z czegoś pośredniego pomiędzy domem dziecka a poprawczakiem, stamtąd do Polski. To były dzieci od 10 do 18 lat, głównie chłopcy. Skrzywdzeni, pogubieni na starcie ludzie- złodzieje zwł. samochodowi, pedałki dworcowe, ćpuny małoletnie, włamywacze. Polska firma miała wykupione domy wiejskie, gospodarstwa całe, w lesie, na zadupiu, nikt nic nie wie. W domu na ok. 5- 10o dzieci było dwóch opiekunów +- i kucharka dochodząca. Opiekunowie rekrutowani byli bez fachowego wykształcenia, tj. resocjalizacji, zauważyłem po czasie. Warunkiem była znajomość j.niemieckiego. Trzeba było dla tych dzieci być ojcem, nauczycielem, kolegą i…policjantem ( jeżeli ktoś umiał- a trafiali się np. eks milicjanci, na mój nos, wywaleni po 89, ale nie drążyłem, na bank z jednym ex milicjantem pracowałem) na raz. Dwa razy w tyg. przyjeżdżała nauczycielka – j.niemiecki i matematyka, po 3godz. Wspólne posiłki, praca, odpoczynek. Sala gimnastyczna w pobliskim miasteczku, latem biwakowanie nad jeziorami. Dzieci często uczyły się normalnego zachowania przy stole, podstawowych zasad. Planowo miały być ok. 6 miesięcy +-. ale… i tu był kruczek, za każdy dzień pobytu małego Niemca na takim zesłaniu, niemiecki podatnik płacił ciężkie marki, więc… dzielona kasa między właściciela polskiej firmy, a decydentów tego „domu dziecka” nie motywowała do szybkiego powrotu tych dzieci. I dzieci nie wracały…To było do porzygania dla mnie, źle mi się goliło, jeden z wielu trefnych biznesów Polski początku lat 90ch. O przyjazdach delegacji z Niemiec to osobne opowieści… Ten program działał nie tylko w Polsce, niemieckie dzieciaki były też w Irlandii w podobnych ośrodkach, to wiem na pewno. Dzieci uciekały, obrabiały pobliskie sklepy, o ile się nie dopilnowało. Dużo sytuacji, że serce się krajało. To nie były złe, zepsute do cna dzieci- tak uważam. Im ten pobyt dawał jakieś plusy, mógł być punktem zwrotnym w ich życiu. Czy tak było w praktyce? Z jednym miałem dłuższy kontakt- też ciekawostka: jego rodzice wyjechali z Górnego Śląska na początku lat 80ych. Jego babcia mieszkała w Katowicach. Nic nie mówił po polsku.
    Wszystko lewackie szwindle, socjalistyczne uszczęśliwianie na siłę i morze łez. Trudno o tym myśleć bez gniewu.

  2. Alina said

    W filmie dokumentalnym o Judenamcie była tez informacja, że RFN daje ok 200 euro zasiłku na dziecko, a kiedy to dziecko odbiera, RODZICE MUSZĄ PŁACIĆ J-A 5000 euro kosztów wychowania dziecka.
    Po programie nasunęła mi się koszmarna myśl, że i w tym przypadku czuć diabelski swąd handlarzy ludźmi, Żydowski zmysł handlowy wzbogacony o germańską perfidię stworzył PAŃSTWOWĄ INSTYTUCJĘ, która pod płaszczykiem państwowego prawa KRADNIE DZIECI, szczególnie polskie, pod byle pretekstem.
    Film pokazał polską rodzinę, która porwała własne dzieci do Polski, małe dziewczynki przebadane przez psychologów były prawdopodobnie molestowane lub nawet gwałcone przez niemieckich opiekunów (nie wiadomo nic o pochodzeniu etnicznym tych opiekunów). Pokazana była też rodzina niemiecka, która uciekła do Polski przed Judenamptem, ale niestety została namierzona przez ten hitlerowski urząd i na mocy niemieckiego nakazu pojmana w obecności polskiej policji. Chcieli zamieszkać na stałe w Polsce..

    Podobny szwindel dzieje się i w Polsce, tyle, że u nas aż tak bezczelny numer by nie przeszedł. Sądy rodzinne odbierają dzieci samotnym matkom, biednym starym rodzicom lub dziadkom, kiedy dzieci są sierotami. Dzieci trafiają do „rodzin zastępczych” i za każde budżet płaci ponad 2000 zł miesięcznie. Biedny rodzic nie dostawał ani połowy takiego zasiłku. Dzieci, kiedy mają niewielkiego pecha, trafiają pod opiekę takich tuzów intelektu jak Henryka Krzywonos. Przy większym pechu trafiają do pedofilów lub sadystów albo morderców. Zdarza się, że nie przeżywają opieki zastępczej, jak te w Pucku. Kiedy rodzina usiłuje dzieci odzyskać, okazuje się, że rodziny zastępcze są powiązane rodzinnie lub towarzysko z sędziami rodzinnymi, którzy odbierają dzieci i przyznają je wybranym rodzinom zastępczym. Niestety dziennikarze z jakichś względów (znowu etnicznych, bo antysemityzm?) nie drążyli tematu.
    Pani Krzywonos stworzyła rodzinę zastępczą dla małego kuzyna za radą Geremka i Kuronia. Potem dzieci przybywało, było ok. 10. Nie wiem co z nich wyrosło i czy utrzymują z „mamusią” stosunki rodzinne. Też ciekawe. Równie ciekawe ja sprawa Bolka.

    Cały problem w Niemczech jest koszmarny. Jak to się może dziać w środku Europy w XXI wieku w niby najbardziej cywilizowanym kraju.

  3. Analityk said

  4. lola said

    Jeżeli ktoś wierzy w skruchę tego niemca to musi być strasznie naiwny. Mieszkam w miejscowości graniczącej z nimi i z doświadczenia wszystkim powtarzam przysłowie „Jak świat światem niemiec nigdy nie będzie Polakowi bratem”

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d blogerów lubi to: