Wirtualna Polonia

“-Wyśmiewani za niemodny patriotyzm, wierni Bogu i ojczyźnie podnieśliśmy głowy.”

Polska zawierzona Matce Bożej. Episkopat ponowił śluby na Jasnej Górze

Posted by Włodek Kuliński - Wirtualna Polonia w dniu 2016-05-03

 Dziś w uroczystość Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski, na Jasnej Górze zgromadził się Episkopat Polski, który w ramach obchodów 1050. rocznicy Chrztu Polski dokonał aktu zawierzenia Matce Bożej Episkopatu w jedności z Kościołem w Polsce i na emigracji. Uroczystości Matki Bożej Królowej Polski i uroczysty akt zawierzenia poprzedzi posiedzenie Rady Stałej Konferencji Episkopatu Polski, które odbędzie się w przeddzień uroczystości, 2 maja br. Uroczystość 3 maja to także dzień modlitwy za wszystkich Polaków, szczególnie rozsianych po świecie.

 

Akt zawierzenia Matce Bożej z okazji 1050. rocznicy chrztu Polski

Jasna Góra, 3 maja 2016 roku 

 

Wielka Boga-Człowieka Matko, Niepokalana Dziewico Maryjo, Matko Kościoła i Królowo Polski, Matko naszego zawierzenia!

1. Na drodze naszych dziejów mijają kolejne lata zmagań synów i córek polskiej ziemi o wierność Chrystusowi i Jego Ewangelii, o wierność Kościołowi i jego pasterzom, o wierność naszemu chrześcijańskiemu dziedzictwu.

Pośród tych trosk, wysiłków i zmagań nadeszła – jako umocnienie dla nas – tysiąc pięćdziesiąta rocznica Chrztu Polski. Pragniemy wyrazić zcałym Kościołem katolickim w Polsce wdzięczność i uwielbić Boga w Trójcy Świętej Jedynego za włączenie w minionych wiekach wszystkich pokoleń naszych rodaków w nurt życia wiecznego.

W tym ważnym momencie historii zbawienia uświadamiamy sobie nowe wyzwania, jakie niesie ze sobą współczesność. W świecie, w którym nasi Bracia i Siostry w wierze przyczyniają się do budowania lepszego świata, ale również cierpią i oddają życie za Chrystusa, odczuwamy naglącą potrzebę ponownego zawierzenia się Bożemu Synowi przez Twoje wstawiennictwo, o Niepokalana Dziewico, Królowo Polski. Tym samym mamy świadomość, że program duchowej odnowy Polaków, wyrażony w Jasnogórskich Ślubach Narodu i milenijnym Akcie oddania w niewolę miłości, pozostaje nadal aktualny.

2. W obliczu Boga w Trójcy Świętej Jedynego, w głębokim zjednoczeniu z Głową Kościoła Rzymskokatolickiego, Ojcem Świętym Franciszkiem, my, biskupi polscy, zebrani u stóp Twojego Jasnogórskiego Tronu, otoczeni przedstawicielami wierzącego Narodu – duchowieństwa, osób życia konsekrowanego i wiernych świeckich, w łączności z całą Polonią – oddajemy dzisiaj w Twoją wieczystą, macierzyńską niewolę miłości wszystkie dzieci Boże ochrzczonego Narodu i wszystko, co Polskę stanowi, za wolność Kościoła w naszej Ojczyźnie i w świecie, ku rozszerzeniu się Królestwa Chrystusowego na ziemi.

Oddając się dzisiaj Tobie, Bogurodzico i nasza Matko, jesteśmy pewni, że w ten sposób jak najlepiej zabezpieczymy całą naszą chrześcijańską, osobistą i narodową przyszłość. Jesteśmy przekonani – podobnie jak nasi ojcowie – że Ty, o Bogurodzico Maryjo, jesteś dla każdego z nas przedziwną pomocą i obroną na drogach chrzcielnej wierności Chrystusowi, naszemu Zbawicielowi.

3. Oddani Tobie w niewolę pragniemy czynić w naszym życiu osobistym, rodzinnym i społecznym nie wolę własną, ale wolę Twoją i Twojego Syna, która jest samą miłością.

Postanawiamy, jak najwierniej naśladować przykład Twojego życia: Twoją wiarę, nadzieję i miłość, wyrażające się w służbie Bogu i ludziom, w trosce o zbawienie każdego człowieka.

Wpatrzeni w przykład życia i wsłuchani w nauczanie wielkich Pasterzy – świętego papieża Jana Pawła II i Sługi Bożego kardynała Stefana Wyszyńskiego – ponawiamy dziś przymierze z Tobą. Pragniemy, aby duch papieskiego „Totus Tuus” i prymasowskiego „Wszystko postawiłem na Maryję” stale w nas wzrastał.

4. Matko Boga i człowieka, oddając się Tobie, przyrzekamy coraz bardziej rozwijać w każdym z nas osobiście i w całym Ludzie Bożym przymierze chrzcielne z Bogiem. Chcemy otwierać się na światło wiary, która rodzi się ze słuchania Bożego słowa i owocuje świadectwem życia.

Przyrzekamy, jak uczył święty Jan Paweł II, kształtować dojrzałe wspólnoty kościelne, nasze rodziny, stowarzyszenia i parafie, „w których wiara ujawnia się i urzeczywistnia jako przylgnięcie do Osoby Chrystusa i do Jego Ewangelii, jako spotkanie i sakramentalna komunia z Chrystusem, jako życie w duchu miłości i służby”.

Pragniemy głosić Ewangelię przez przykład życia zakorzenionego w Chrystusie i przeżywanego w codzienności, przez zaangażowanie w pracę, kulturę, sztukę i naukę, przez wypełnianie obowiązków rodzinnych, społecznych, ekonomicznych i politycznych.

Podobnie jak ukrzyżowany Jezus, który zniósł podziały, wprowadzając pokój i pojednanie „przez krzyż, w sobie zadawszy śmierć wrogości” (Ef 2, 16), tak i my – poprzez przebaczenie naszym winowajcom – chcemy stać się budowniczymi pokoju w Ojczyźnie i świecie.

Królowo świata, chcemy pamiętać o tym, że Bóg, jako Ojciec i Stwórca, powierzył nam troskę nie tylko o siebie nawzajem, ale i o cały stworzony świat. Dlatego wypełniając najpierw obowiązek miłości wobec bliźniego, chcemy także troszczyć się o środowisko, w którym żyjemy, które Bóg nam powierzył dla naszego dobra.

5. Matko Miłosierdzia, abyśmy mogli wprowadzić w życie te postanowienia, pragniemy oprzeć naszą wiarę na Twojej wierze, aby w codzienności rozpoznawać wyraźnie głos Boga i Jego zbawcze wezwanie, aby nasze serca były ciągle otwarte na dary Bożego miłosierdzia.

Przyjmij, nasza Matko i Królowo Polski, ten akt zawierzenia i oddania, którym pragniemy zabezpieczyć Kościół święty w nowym tysiącleciu, a nienaruszony skarb wiary przekazać nadchodzącym pokoleniom. Niech będzie on odpowiedzią na Twoją matczyną miłość do naszego Narodu. Niech w Twoim Niepokalanym Sercu na nowo odsłoni się dla wszystkich światło zbawczej nadziei.

Amen.

zdjęcia: Anna Kuraś

Galeria

Advertisements

komentarze 2 to “Polska zawierzona Matce Bożej. Episkopat ponowił śluby na Jasnej Górze”

  1. OSTOJA said

    Jest królowa, brakuje króla.

  2. Pozdrawiam said

    prof.Feliks Koneczny – ŚLUBOWANIE I CIĄG DALSZY
    Dobry to znak, że słychać ciągle echa ślubowania Jasnogórskiego. Zastanawiamy się a powzięliśmy mocne postanowienie, żeby z tekstu naszych ślubowań wysnuć wszelkie konsekwencje. Dzień 8 września 1946 r. w Częstochowie, była to uroczystość ogólnopolska, powszechno-narodowa. Przyświecała mu wielka, poważna celowość. Teraz chodzi o to, by przejść do owoców celowości, tj. do skuteczności.
    W Częstochowie całomilionowa delegacja katolików polskich wyrzekła swe słowa. Jak w sprawie najszczytniejszej w sprawie Boskiej, na początku było słowo, podobnież wszelkie dzieła ludzkie zaczynają się od myśli wysłowionej, od logosu; następnie myśl ma przejść w byt, stać się ethosem. Otóż polskie logos i ethos staje przed próbą swojej dojrzałości.
    Z trwogą i zawstydzeniem przypomina się śluby lwowskie Jana Kazimierza, składane w towarzystwie rady senatorskiej, a nie dotrzymane. Żeby zaś znowu tak nie było! Czy zarzuci jednak kto ówczesnemu pokoleniu złą wolę? czy będzie kto twierdził, że oni umyślnie nie chcieli dotrzymać?! A po cóż byliby ślubowali?
    Przyjrzyjmy się bliżej temu zagadnieniu; zbadajmy je!
    Ażeby coś zdziałać, trzeba chcieć, umieć i móc. Chcieli niewątpliwie, umieli nie bardzo i coraz gorzej, wreszcie nie mogli. Dlaczego? Jasna odpowiedź na to pytanie pouczy nas, co robić, i czego nie robić, żeby uniknąć ponownej… nieskuteczności. Roztrząsanie odwiedzie nas pozornie na chwilę od kościoła, a wprowadzi w wir rzeczy powszednich. Nie ubliża to sprawie. Z woli Bożej składa się człowiek z duszy i ciała, musi więc oddawać się zabiegom także materialnym. Według nauki katolickiej wszelka czynność może być uświęcona. Chodzi o to żeby pracować w pocie czoła i zarabiać na życie bez urazy moralności religijnej.
    Niemało takiej urazy, mieściło się w poddaństwie ludu wiejskiego. Spostrzegli się na tym i chcieli to usunąć. Wszelka reforma wymaga atoli środków finansowych (wie o tym każdy gospodarz wiejski).
    Polska była po „potopie” pogrążona nie w ubóstwie lecz po prostu w nędzy. Czwarta część szlachty poszła z torbami, zmuszona pozbywać się własności ziemskiej za bezcen. Kupiectwo polskie zeszło na kramarzy, rzemieślnik na partacza bez poważniejszych zamówień, a przy zubożałym dziedzicu chłop głodował. Znaczna większość ludności, tak we wsi, jako też po miastach, zaczynała chodzić boso. Ale gdy trzeba było wystawić wojsko, król i patriotyczna część magnatów zastawiali za granicą klejnoty i srebra stołowe.
    Ruiny po wojnach szwedzkich nie zostały naprawione; sterczą do dnia dzisiejszego na bolesną pamiątkę i surową przestrogę.
    Polski pieniądz był (jak mówiono „podły”). Papierowego jeszcze w Europie nie znano; kruszcowy zaś prześmiewano już około r. 1650, że była to „szczera blaszka albo rybia łuska, którą zdmuchniem”. W r. 1661 srebrny pieniądz polski wartości nominalnej 30 groszy posiadał wartość rzeczywistą zaledwie groszy 12. W ciągu sześciu lat (1663-1669) kurs pieniądza spadł o 100%. Przy zmianie weksli w Belgii tracił polski kupiec 16%. Nie do wiary, a jednak prawdziwym jest fakt, że od czasu „potopu” aż do reform Czartoryskich nie było w Polsce żadnego banku. Na reformę pieniądza i uzdrowienie waluty zdobyto się dopiero w r. 1766. Wiadomo każdemu, że następnie (bo pośrednio skutkiem tego!) dokonywano szeregu innych reform.
    Obowiązują zaś w historii pewne prawa ekonomiczne wykryte jeszcze w XVI w. przez Mikołaja Kopernika – (ten sam, który był lekarzem, inżynierem, wielkim ekonomistą i największym astronomem). Jedno z nich opiewa, że przy „podłym” pieniądzu muszą upaść i rzemiosła i nauki, a najbardziej cierpią na braku waluty warstwy uboższe. Spełniło się. Lepszy rzemieślnik przystawał na służbę do dworu pańskiego, bo inaczej nie miałby dla kogo pracować; uczeni zaś nie mogli oddawać się swym badaniom naukowym, bo musieli gonić za każdym i jakimkolwiek zarobkiem. W drugiej połowie panowania Sobieskiego zerwało się pasmo polskiej nauki, ale rwało się ono już za Jana Kazimierza. Nowych książek bywało coraz mniej, a stare przedrukowywano coraz rzadziej. Nie brakło talentów, lecz marniały. Nawet piśmiennictwo nadobne schowało się. Najlepsze dzieła owego okresu wykryto dopiero w XIX w. Współcześnie drukowane być nie mogły bo nie znajdowały nakładców.
    Upadły zupełnie (aż do Konarskiego) nauki społeczne. W XVI w. posiadaliśmy liczne grono pisarzy politycznych, przynoszących nam prawdziwie zaszczyt. Urywa się to już w pierwszej połowie XVII w. a w drugiej połowie nastaje zupełna posucha myśli politycznej.
    Runęła teoria; to też praktyka była coraz lichsza. Albowiem, teoria ubija gościniec dla rydwanu praktyki.1 W straszliwy sposób upadło też szkolnictwo. Nawet w miastach szerzył się analfabetyzm. Kto zaś umiał czytać, nie miał czego.
    Zubożeliśmy i w następstwie tego obniżyła się oświata; a skutkiem i tego i tamtego obniżył się też obyczaj polski aż nadszedł okres tzw. sarmatyzmu. Słowem od połowy XVII w. do połowy XVIII; znajdowaliśmy się w nędzy i ciemnocie. I wtenczas właśnie nastał w Polsce alkoholizm.
    Chcieliśmy zrobić niejedno, lecz nie umieliśmy, a dla braku i wiedzy i środków nie mogliśmy. Oto straszna tajemnica niedotrzymania ślubów lwowskich Jana Kazimierza. Nie jeden dotrzymywał je, jak mógł w osobistej dziedzinie swego prywatnego działania. Ale to kropla w morzu… a wypełnienie w życiu publicznym, w społeczeństwie i w państwie natrafiło niestety na przeszkody, których usunąć nie zdążono, bo nie umiano.
    Są zaś trzy warunki powodzenia każdej a każdej sprawy, prywatnej czy publicznej: równowaga, kierunek, ciągłość.
    W Polsce upadającej, która nie umiała i mogła dotrzymać swych ślubów, zachwiała się najpierw równowaga społeczna. Pomiędzy warstwami społeczeństwa zachodzi bowiem współmierność i solidarność, chociażby nieświadoma, a nawet mimowolna. Gdy jeden stan zubożeje niebawem ubóstwo ogarnie wszystkie inne.
    Tak zwany „stan” nie jest niczym innym, jak sposobem zarobkowania. Toteż powinno ich być jak najwięcej. W społeczeństwie zdrowym przybywa warstw społecznych w chorym ubywa ich. Społeczeństwo winno być zróżnicowane jak najbardziej, w jak największej rozmaitości. Okalecze się całe społeczeństwo gdy ubędzie mu jaki stan i zaniknie. Powstaje natenczas wyrwa społeczna, a w ślad za tym traci się równowagę. Polska upadająca znała tylko jeden zawód: rolnictwo. Wszystko inne przepadło. Szala społeczna przeważyła się tedy niesprawiedliwie na korzyść rolnika zamożniejszego tj. na rzecz szlachty.- Nie było tego w wieku XVI, a w drugiej połowie XVIII zabierano się mądrze do usunięcia tej niewłaściwości i do przywrócenia równowagi społecznej. Niestety nastąpiły rozbiory.
    Upadała Polska coraz bardziej, bo straciła kierunek, zapomniano o drogowskazach ustawianych przez wielkich synów narodu jak Paweł Włodkowic (Brudzeński) Kopernik, Modrzewski, Zamojski. i inni. Nie wiedziano, według jakiej metody urządzać życie zbiorowe, aż wreszcie przestano się nad tym zastanawiać.
    Zerwała też Polska upadająca ciągłość ze swoją własną kulturą. Nikt nie czytał literatury „złotego okresu”; żaden wydawca nie przedrukowywał jej na nowo. Przerwy stawały się wyrwami.
    Nastała stagnacja myśli polskiej. Za zastojem zaś umysłowym poszedł społeczny i polityczny narodowy i państwowy.
    Częstochowski zjazd katolicki pocieszył nas jednak, że nie uszkodzona jest podstawa naszego istnienia: katolicyzm. Miejmy więc odwagę stosować go w życiu publicznym. My chcemy żeby dziesięcioro Bożych przykazań obowiązywało nie tylko w życiu prywatnym, lecz najzupełniej tak samo w życiu publicznym, w całej polityce. Państwo a dekalog mają być w zgodzie! Właśnie dlatego żądamy natychmiast etyki totalnej.
    Podstawa katolicka nie może w Polsce pozostać samą tylko myślą, lecz musi wcielić się w byt. Niechaj rozkwita polskie logos i niech się przemienia w katolickie polskie ethos! Nie stać w miejscu; niechaj każdy rok zbliża nas do celu!
    Czyż zechce kto przeczyć związkowi myśli a czynu, tj. między przemyśleniem czynów a wykonywaniem ich? Gdzie tego brak, gdzie mnożą się czyny na dziko, tj. nie przemyślane, a pod wpływem indywidualnych impulsów, tam nie wytworzy się kultura czynu, bo ogół nie zdobędzie się na wystarczający szereg czynów celowych a skutecznych. Krótko nazwać to można związkiem logosu a ethosu. Im niższy szczebel cywilizacyjny, tym słabszy ten związek; zacieśnia się w miarę rozwoju cywilizacji, na szczeble wyższe. Jesteśmy jednak już na szczeblu, na którym można powiedzieć; Działamy, ponieważ myślimy. Im zaś dokładniej i głębiej myśli się nad sprawami polskimi w przeszłości, teraźniejszości i przyszłości, tym bardziej nabiera się przekonania, że polskość a katolicyzm to jedno.

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d bloggers like this: