Wirtualna Polonia

“-Wyśmiewani za niemodny patriotyzm, wierni Bogu i ojczyźnie podnieśliśmy głowy.”

Celowo zapomniany obóz zagłady Polaków. Skala terroru była tam przerażająca!

Posted by Włodek Kuliński - Wirtualna Polonia w dniu 2016-06-08

W Polsce, na Mazowszu, w Forcie III w Pomiechówku istniał obóz koncentracyjny, w którym zginęło ok. 65 tys. osób. Tym razem głównie Polaków, a nie Żydów. To także szczególne miejsce martyrologii polskiego duchowieństwa. Owszem, byli tu także bestialsko mordowani Żydzi z getta nowodworskiego czy warszawskiego, a ich głównym oprawcą był kapo, Żyd, o nazwisku Majloch, ale tym razem to nie oni byli główną nacją zgładzoną przez Niemców.

Celowo zapomniany obóz zagłady Polaków. Skala terroru była tam przerażająca!

Skala terroru była tu podobna do takich obozów jak KL Majdanek, jednak o miejscu kaźni w Forcie III w Pomiechówku przez lata nikt nie mówił, co idealnie wpisywało się w zawłaszczanie zagłady przez jeden tylko naród. Anonimowość miejsca ma jeszcze inne źródła. Po wojnie obiekt forteczny wchodzący w skład Twierdzy Modlin należał do wojska i był objęty tajemnicą wojskową. Nie bez znaczenia jest też fakt, że poza nieliczną obsadą gestapowców, na forcie torturami, gwałtami (był tam osobny barak gwałtów) i eksterminacją zajmowali się volksdeutsche z Nowego Dworu Mazowieckiego, kolonii Modlin i okolic, których rodziny do dzisiaj tam zamieszkują.

Temat zapomnianego obozu wciąż wydaje się dla wielu niewygodny, jednak napisy martyrologiczne wyryte na ścianach nie zostały zatarte i krzyczą o pamięć…

Fort nie jest miejscem turystycznym. Przez lata stacjonowało tu w PRL-u Ludowe Wojsko Polskie. Później zorganizowano na rozległym terenie fortyfikacji magazyny wojskowe. Zabytek (wpisany do rejestru dopiero w 2006 r.!) do dzisiaj należy do Agencji Mienia Wojskowego. Tajemnicze miejsce okala drut kolczasty. Nie widać tu pielgrzymek turystów, nie ma biletów wstępu, sklepu z publikacjami i pamiątkami. Kilku pracowników ochrony strzeże zapomnianego obozu zagłady, którego historia mogłaby stanowić pomnik polskiej martyrologii, jednak nie stanowi… Od lat trwają rozmowy pomiędzy Agencją i gminą Pomiechówek na temat przejęcia miejsca przez samorząd. Pozostaje pytanie, czy władze lokalne posiadają środki na urządzenie terenu zgodne z duchem tego miejsca oraz czy mają taki program i jakie są szczegóły planów, takich jak otworzenie na forcie współczesnego cmentarza komunalnego? – pytał Stefan Fuglewicz, wieloletni pracownik Biura Stołecznego Konserwatora Zabytków i ekspert zabudowy fortecznej Twierdzy Modlin podczas niedawnej wizji lokalnej w forcie Mazowieckiego Stowarzyszenia Historycznego „Exploratorzy.pl”. Tego dnia pasjonaci z Mazowsza i ich goście za zgodą AMW w towarzystwie m.in. wójta gminy Pomiechówek Dariusza Bieleckiego i dr. Piotra Oleńczaka z Urzędu Wojewódzkiego, historyka, który zajmuje się kwerendą dotyczącą obozu w Forcie III w Pomiechówku, zapowiedzieli przed kamerami MSHE, że zapomniane miejsce powinno stać się obszarem misji archeologicznej, programu upamiętniającego, wspartego nie tylko przez samorząd, ale również przez jednostki centralne. Chyba dzisiaj jest najlepszy ku temu czas.

Obóz koncentracyjny w Pomiechówku to historycznie jeden z fortów Twierdzy Modlin, wzniesiony w ramach budowy pierwszego pierścienia fortów w latach 80. XIX w. To największy tego typu fort wśród licznych modlińskich budowli fortecznych. Fort w kształcie trapezu posiada koszary szyjowe, dziedzińce, kazamaty, poterny (przejścia podziemne), fosy, a całość okolona jest dzisiaj drutem kolczastym. Obiektu strzeże ochrona (wcześniej wojsko) i pewnie dlatego tylko tu zachowała się krata forteczna i wszystkie pancerne drzwi, na których do dzisiaj widać ślady po kulach. Na ścianach, zwłaszcza jednej, widoczne są ślady egzekucji, a pociski dalej tkwią w murach. W roku 1915 fort znajdował się na głównym kierunku niemieckiego natarcia, walki o niego przypadły już na okres wygasania rosyjskiego oporu, jednak druga wojna wycisnęła na miejscu swoje wyjątkowo krwawe piętno. We wrześniu 1939 r. fort obsadzali żołnierze 32. Pułku Piechoty, wspierani przez działa pociągu pancernego „Śmierć”. Atakowany przez Niemców obiekt, wsparty żołnierzami gen. Thomme z Armii Łódź, bronił się do końca, czyli do kapitulacji Twierdzy Modlin.

W 1940 r. Niemcy zaczęli ściągać tu wysiedlanych mieszkańców północnego Mazowsza. Nie wiadomo, jaka była skala śmiertelności w pierwszym etapie zbrodniczej działalności hitlerowców. Według Michała Grynberga, zajmującego się zawodowo martyrologią żydowską, więzieni tu byli także Żydzi, przez 2 miesiące, a celem ich izolacji była eksterminacja. Później to tu nowodworskie Gestapo urządziło więzienie karno-śledcze. Następnie, w 1942 r. zorganizowany został na miejscu obóz koncentracyjny na dużą skalę. Ostrożny w analizach różnych przytaczanych liczb dr Oleńczak pisał: Według szacunków specjalistów przez mury katowni przewinęło się w czasie wojny około 100 tys. ludzi. Zginęło prawdopodobnie 50 tys., w tym kilkanaście tysięcy Żydów.

W obozie mordowano głównie Polaków, a czynili to najczęściej nie Niemcy, ale okoliczni volksdeutsche. Za to w przypadku Żydów niechlubną rolą zasłynął żydowski kat o nazwisku Majloch. Z początkowej fazy funkcjonowania mechanizmu śmierci w forcie przytaczane są też często martyrologiczne obrazy prześladowania duchowieństwa. Widziałem, jak pewnego dnia przywieziono grupę księży katolickich – zeznawał po wojnie Feliks Skolasiński. Wkrótce usłyszałem potworne jęki i ujadania sfory psów. Następnego dnia palono strzępy kapłańskich szat – mówił. Z kolei Wiktoria Karaszewska opowiadała po wojnie, że na dziesięć cel jedna była kobieca. Przywożono również do obozu dzieci razem z zakonnicami. Co się z tymi dziećmi stało? Nie wiem. Zakonnice zostały zamordowane. Dzieci pewnie też, gdyż zwyczajowo topiono je w dołach kloacznych – wspominała po wojnie.

Warunki w obozie były przerażające, a maltretować więźniów mógł każdy. W zatłoczonych koszarach pamiętających czasy cara Mikołaja II, na ziemi lub w wodzie ludzie leżeli bokiem, jeden obok drugiego (inaczej nie wystarczyłoby dla nich miejsca); „odpoczywali”, zalegając na betonie w całkowitej ciemności. Osobny barak przeznaczono do gwałcenia kobiet. Egzekucje wykonywano w różny sposób. Niektórzy umierali na skutek tortur, inni z głodu, najczęściej jednak rozstrzeliwano i wieszano na szubienicy.

Obóz w Pomiechówku mogę krótko określić jako jedną z największych katowni i najbardziej ohydne miejsce zbrodni, jakie istniało podczas okupacji na terenie III Rzeszy i terenach zagarniętych przez wojska niemieckie. Stwierdzam to z całą odpowiedzialnością. Podczas okupacji przeszedłem aż przez 5 obozów hitlerowskich – Pomiechówek, Oświęcim, Mauthausen, obóz w Jugosławii i Neumark. Katownia w Pomiechówku pod każdym względem była najgorsza. W najbardziej zwyrodniały sposób faszyści niemieccy znęcali się nad więźniami – wspominał Władysław Grylak, były więzień obozu. – Więźniów mordowano masowo, bez jakichkolwiek podstaw, w sposób szczególnie wyrafinowany i zwyrodniały. W Pomiechówku było również najgorsze wyżywienie i najgorsze warunki sanitarne – dodawał były więzień. Przeżyłem Pomiechówek, Stutthof i roboty na terenie Niemiec. W Pomiechówku były najcięższe warunki – zeznawał Kazimierz Baniak.

Po Powstaniu Warszawskim masowo przywożono tu żołnierzy Armii Krajowej. Jednak po wkroczeniu Armii Czerwonej Niemcy zacierali ślady zbrodni. Zwłoki palono i zalewano wapnem. Do dzisiaj widać na terenie fortu długie zagłębienia – masowe mogiły, które tylko częściowo były po wojnie ekshumowane. Ile szczątków i ton prochów skrywa do dzisiaj miejsce, które powinno nazywać się tak, jak na to zasługuje – KL Pomiechówek? Nie wiadomo. Mieszkańcy wspominali, że przed wycofaniem się hitlerowców smród palonych ciał i kłęby popiołu były tak duże, że osadzały się na okolicznych domostwach w Pomiechówku.

Członkowie MSH „Exploratorzy.pl” apelują do środowisk akademickich o objęcie fortu programem badawczo-ekshumacyjnym. Po latach w końcu może i obóz koncentracyjny, gdzie mordowano głównie Polaków doczeka się wieloletnich badań archeologicznych, jakie np. prowadzone są od dawna w Treblince. Apelujemy do środowisk archeologicznych – zainteresujcie się Fortem III w Pomiechówku – mów Piotr Pałys z MSHE. – Pytaniem otwartym pozostaje też podnoszona czasami kwestia późniejszej katowni na terenie obozu, którą dla członków podziemia antykomunistycznego miało zorganizować tu NKWD. Ten trop będziemy weryfikować – dodaje Pałys.

Dr Piotr Oleńczak przypomina, że większość niemieckich katów obozowych dożyła późnej starości, nie nękana wyrokami sądowymi. Co ciekawe, okoliczni pół-Niemcy po wojnie mieli często służyć nowym, czerwonym panom, a nawyk kolaboracji wyćwiczyli już w II Rzeczpospolitej (w Nowym Dworze Mazowieckim na skrzyżowaniu obecnych ulic Sukiennej i Wybickiego od początku lat 30. odbywały się spotkania mieszkańców należących do V kolumny). Dla lokalnych rodzin, których nazwiska zapisały się na czarnych kartach katowni, temat podnoszenia masowych zbrodni w Forcie III wciąż jest wiszącym w powietrzu wyrzutem sumienia. Obóz koncentracyjny w Pomiechówku swoim rozmiarem terroru, a zwłaszcza jego wyjątkowo perfidną formą, stawia go w jednym szeregu z innymi obozami koncentracyjnymi, z tą różnicą, że tu ginęli głównie Polacy i tylko ten obóz jest tak bardzo zapomniany i anonimowy. Czasami myślę też o pewnej pozornie nieznacznej różnicy… W Oświęcimiu czy Treblince więźniowie byli osadzeni w barakach; czasami spoglądali na wolność przez drut kolczasty; innym razem się na niego rzucali… Tu, poza dwoma minutami wyjścia na wrzącą zupę ze zgniłych liści kapusty, osadzeni, stłoczeni do granic możliwości, leżeli jeden obok drugiego na betonie w całkowitych ciemnościach. Wyprowadzeni na śmierć, mogli co najwyżej podbiec do wysokiego muru Carnotta i czekać na pocisk… – mówi Sławomir Kaliński, regionalista z Nowego Dworu Mazowieckiego.

Tekst ukazał się na łamach tygodnika Warszawska Gazeta.

Napisane przez  Robert Wit Wyrostkiewicz

Odpowiedzi: 8 to “Celowo zapomniany obóz zagłady Polaków. Skala terroru była tam przerażająca!”

  1. Analityk said

    Wszystkie miejsca martyrologii Polaków w Polsce MUSZĄ być otoczone opieką i szczegółową informacją, że tu byli mordowani Polacy z wyszczególnieniem przez kogo z podaniem imienia, nazwiska i narodowosci każdego z oprawców oraz informacją czy poniósl za to karę i jaka emeryturę otrzymywał za te czyny w PRL-u i IIIRP.
    Żaden z tych bandytów nie może być pod ochroną ani jgo dane osobowe nie mogą być choćby najważniejsi srule z sahedrynu o to zabiegali, a jesli bedą to czynić to należy podać i ich dane osobowe, że bandytów swojaków chcą kryć.

  2. Kozietulski said

    zyd to wrog POLSKI

  3. Julka said

    Katownię celowo oddano wojsku, aby bestialstwo przykryć zasłoną milczenia. Jak tam polityka historyczna PiS J.Kaczyński? Skoro obiekt należy do Agencji Mienia Wojskowego Skarbu Państwa, to nie ma żadnych przeszkód, aby go odpowiednio zakonserwować i zgodnie z prawdą oznakować.

  4. Po treści książki GORZKA PRAWDA-CIEŃ BANDERY NAD ZBRODNIĄ LUDOBÓJSTWA Waldemar Łysiak dokumentuje,że czas na przerwanie procesu od ŻYDOBOLSZEWIZMU,który przejął w działaniu rosyjski,do ŻYDOBANDERYZM,który tez odwołuje się do antypolskich,bandyckich korzeni.Ten proces ma ścisły związek z WOJNĄ O PIENIĄDZ i sztuką wywoływania kryzysów aby na nich zarabiać.
    W całym kompleksie LUDOBÓJCZYCH działań trzeba widzieć brak lojalności wobec MNIEJSZOŚCI NARODOWEJ ŻYDOWSKIEJ I UKRAIŃSKIEJ w czasie walki ZŁA ze ZŁEM to jest NAZIZMU z KOMUNIZMEM.
    Położyć trzeba też kres ZMOWIE MILCZENIA nad ŻYDOWSKA EWOLUCYJNIE UKSZTAŁTOWANA STRATEGIA GRUPOWĄ.

  5. jarek said

    Dziękuję za ten artykuł. Dla mnie jest trochę osobisty. Brat mojej babci zginął w tym forcie.
    Za mały byłem żeby wtedy to zrozumieć ale przypominam sobie że babcia mówiła że zginął on za szmugiel mięsa. Niewiarygodne, żeby zginąć za 10 kilo wieprzowiny.

  6. pugnus said

    Tymczasem niezalezna.pl z oburzeniem donosi o dewastacji obozu w Gusen ,gdzie zamordowano kwiat polskiej inteligencji.Tak wiec w Polsce jedno miejsce kazni sie zaniedbuje ,ale te zagranica ma sie na oku!
    Oczywiscie niezalezna nie zajaknie sie juz o klasyku jakim jest KL.Warschau,co nie dziwi, bo do wymazania z pamieci Polakow tego obozu zaglady warszawiakow przyczynil sie przeciez nie kto inny ,jak jeden z …Blizniakow!

  7. isia said

    Re: 2 p. Kozietulski … żydzi są śmiertelnymi wrogami Polski … wszystkie miejsca każni Polaków powinny być upamiętnione … przywrócone naszej polskiej świadomości …

  8. Mariusz said

    Jak ongiś Polacy bronili się przed parchata zaraza!
    http://bazhum.muzhp.pl/media//files/Rocznik_Muzeum_Narodowego_w_Kielcach/Rocznik_Muzeum_Narodowego_w_Kielcach-r1986_1987-t15/Rocznik_Muzeum_Narodowego_w_Kielcach-r1986_1987-t15-s141-180/Rocznik_Muzeum_Narodowego_w_Kielcach-r1986_1987-t15-s141-180.pdf

    „Tymczasem w miarę wzrostu znaczenia Kielc rosły żądania ludności żydowskiej, która domagała się prawa stałego osiedlania. Po raz pierwszy Austriacy zezwolili na otwarcie żydowskiej jadłodajni na przedmieściu Kielc w roku 17983.

    W styczniu 1833 r. trzej żydzi zamieszkali czasowo w domu Cholewińskiego: Szloma Reizman, Majer Rotenberg i Boruch Maneli, zagro żeni wydaleniem z miasta, w porozumieniu z prawnikami wystąpili do władz gubernialnych z pismem prosząc o wyjaśnienie, na jakiej podstawie ogranicza się żydom pobyt w mieście. Przejrzano akta prawne od Zygmunta Augusta po Augusta II, nie stwierdzając, aby Kielce posiadały przywilej de non tolerandis Judeis. Nie było zatem żadnych prawnych zakazów osiedlania się żydów na stałe w Kielcach. Zakaz, który istniał, wypływał ze zwyczaju, gdy od wieków tak postępowano.

    Biorąc to pod uwagę w marcu 1833 r. Komisja Województwa Krakowskiego wniosła do Komisji Rządowej Spraw Wewnętrznych, Duchownych i Oświecenia Publicznego projekt „Dozwolenia ludności wyznania mojżeszowego osadzenia się w mieście Kielcach”. Jednym z argumentów przemawiających za załatwieniem tej sprawy było i to, że przepisy carskie z 1832 r. pozwalały osobom zajmującym się handlem i rzemiosłem na przenoszenie się „podług upodobań”. Postulowano, by Komisja wystąpiła do Rady Administracyjnej jako organu kompetentnego do ostatecznego podjęcia decyzji. Rada Administracyjna pismem nr 4384 z 15 maja 1833 r. wyraziła zgodę na stałe osiedlanie się żydów w Kielcach, pisząc i odtąd „wolno jest starozakonnym w mieście Kielcach osiedlać się i stale w nim zamieszkiwać”. Zastrzeżono jednak, że żydzi powinni zamieszkiwać w osobnej dzielnicy po wykupieniu placów, a także dzielnica powinna być „odseparowana od reszty mieszkańców chrześcijańskich”.

    Decyzja Rady Administracyjnej z maja 1833 r. wywołała protesty mieszkańców Kielc. Efekt był taki, że w marcu 1834 r. zawieszono poprzednią decyzję. Mimo to żydzi przybywali do Kielc, próbując zatrzymać się na stałe, co z kolei powodowało liczne skargi mieszkańców miasta do Urzędu Gubernialnego w Radomiu.

    Dnia 10 grudnia 1838 r. grupa mistrzów cechowych pisała: „[…] spostrzegać się nam dają liczne familie osiadłych żydów w tutejszym mieście, widzimy zagnieżddżanie się ich, a zatem upadek miasta”. Przeprowadzona przez władze gubernialne kontrola wykazała, że z końcem grudnia 1838 r. przebywało w Kielcach 9 osób pochodzenia żydowskiego. Ewidencja z 28 grudnia 1842 r. wykazała 38 żydów, w tym 5 rodzin z dziećmi.

    Presja części kieleckich mieszczan na władze spowodowała wydanie w dniu 29 maja 1843 r. przez Komisję Rządową Spraw Wewnętrznych i Duchownych decyzji nakazującej usunięcie żydów z Kielc do 1 lipca 1844 r. oraz zabraniającej im zamieszkiwać w tym mieście. Konieczność opuszczenia miasta sprawiła, że większość wydalonych zatrzymała się w domach stojących tuż za rogatkami, pozostawiając w Kielcach składy z towarami. Zresztą część mieszkańców, jak i władze miasta, wyraźnie sprzyjała żydom, sprzeciwiając się dominacji kilku mistrzów cechowych i bogatych kupców. Najbardziej zacietrzewionym przeciwnikom żydów Magistrat oświadczył, że nie widzi np. potrzeby ograniczenia żydowskiego handlu pieczywem, ponieważ, jest wielu amatorów na takowy, a piekarze miejscowi w podobnym guście nie wypiekają” . Utrzymano też kontrakt z Lejbusiem Grismanem na dostarczanie wypieków do szpitali.

    Według oficjalnych danych na dzień 1 maja 1845 r. w Kielcach zamieszkiwał tylko jeden żyd. Rzeczywistość była jednak zgoła inna, na co wskazują liczne skargi na Magistrat oraz raport komisji powołanej przez mieszkańców z października tego roku. Komisja Przychodu i Skarbu załatwiła zgodę na pobyt czasowy Szmulowi Taszmie, pełnomocnikowi braci Pfefer, poddzierżawców dostaw soli do Kielc. Utrzymał się też w mieście sprzedawca chleba Icek Rotensztajn, który współpracował z Komendą Inwalidzką, oraz księgarz Aron Schönfeld. „

Sorry, the comment form is closed at this time.

 
%d bloggers like this: